Wielu jest ludzi, którzy widzą drzazgę w oku drugiego, a w swoim nie dostrzegają belki. Swego czasu uważałem, że wszyscy wokół mnie są winni - mój szef, bo był dla mnie niemiły. Sąsiad, bo krzywo spojrzał. Sąsiadka, bo uśmiechnęła się, a więc pewnie naśmiewa się ze mnie i obgaduje za plecami. I rodzina.
Jednym z mechanizmów uzależnienia jest "iluzji i zaprzeczeń". Mimo tego, że nie piję już jakiś czas, pijana część mnie istnieje i, choć bardzo się staram, dochodzi do głosu. Wtedy zaczynam narzekać, dołować się, a wszystkie mądre teksty, które mam, idą w diabły. Jak to ktoś napisał w komentarzu - głos Szatana. Wtedy pozostaje mi nadzieja i telefon.
Swego czasu chciałem bardzo mieć empatię. Czuć zrozumienie i tłumaczyć innych. Oczywiście skończyło się tym, co zwykle, zamiast szanować i próbować zrozumieć wady innych, zacząłem wszystko tłumaczyć własnymi niedostatkami. Pomaga mi wiara, poczucie istnienia Siły Wyższej.
I nadzieja, że moje wady nie przesłonią mi całego świata. Proszę o to codziennie swojego Boga, jakkolwiek Go rozumiem. Bym umiał lub choć próbował zrozumieć i docenić wady i niedostatki innych.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)