W Omanie znajduje się przepiękna dolina. Nazywa się Wadi-shab i naprawdę jest zachwycająca. Była zachwycająca dla mnie, gdy w nią wszedłem i potem jeszcze przez chwilę. A potem czułem gorąco, zmęczenie i miałem wrażenie, że zaraz umrę. Przewodnik obiecywał, że dalej jest jeszcze bardziej przecudne miejsce. I że nagroda za trud będzie niesamowita.
Zatrzymałem się, żeby odpocząć i spojrzałem na swój smartwatch. Pokazał mi, że moje tętno to 165 uderzeń na minutę.
Wydawało mi się, że nie dojdę do wskazanego punktu. Odpoczywałem, spotykając różnych ludzi, rozmawiałem z nimi. Potem poszedłem do swojej grupy. Doszedłem tam, gdzie oni i widok był piękny.
Idź jednym tempem - powiedział mi mój szef, choć wtedy raczej wirtualne ramię, na którym się wspierałem. - Będę szedł za tobą.
Przeszedłem Wadi-shab tam i z powrotem. Słońce wściekle grzało, było duszno i trudno. A jednak doszedłem do końca.
Żyjesz? - zapytał mój szef, gdy wsiedliśmy do klimatyzowanego samochodu. Kiwnąłem mu głową w odpowiedzi, bo nie byłem w stanie mówić. - Znaczy, że nic się nie stało.


Komentarze
Pokaż komentarze