Pamiętam te czasy. Doskonale pamiętam swój żal do świata i bliżej niesprecyzowanych „ich”. Cokolwiek zrobiłem i nie wyszło, cokolwiek zrobiłem i zepsułem, to nigdy nie była moja wina.
Bo nie była.
Nauczyłem się jakiś czas temu patrzeć w innych kategoriach na to wszystko. Moja pierwsza, wspaniała terapeutka, gdy powiedziałem, że nie mogę pić, odpowiedziała: Oczywiście, że możesz. Oczywiście, że możesz też nie pić. Zrobisz co uważasz, tylko pamiętaj, że bierzesz to ze wszystkimi konsekwencjami.
I o to właśnie chodzi - o konsekwencje, a w efekcie o odpowiedzialność. Branie odpowiedzialności za to, co właśnie zrobiłem. I znów - nie jest to wina czy zasługa. To tylko konsekwencje, które mi się podobają lub nie podobają. Oczywiście pod warunkiem, że nie zrobiłem czegoś wbrew ogólnie panującym zasadom.
Oczywiście, mogę też łamać prawo. Muszę tylko pamiętać o konsekwencjach. Kara to zupełnie inna para kaloszy.


Komentarze
Pokaż komentarze