Blog
Wojciech Kozłowski
Wojciech Kozlowski
Wojciech Kozlowski Mieszkam i pracuję w Kanadzie
3 obserwujących 14 notek 7394 odsłony
Wojciech Kozlowski, 4 czerwca 2017 r.

Referat o KL Warschau pt. Historyk, polityk, czy śmierdziel?


I

Prof. Jan Żaryn 2 stycznia 2017 r. na spotkaniu w Centrum Edukacyjnym Powiśle oznajmia: „Na dziś nie umiemy udowodnić jako naukowcy, że istniał KL Warschau inaczej rozumiany niż Gęsiówka”. Inaczej rozumiany niż mówią o tym dowody, które Kopka odnalazł i które zaprzeczają istnieniu komory gazowej. Stwierdza przy tym kategorycznie: „nie gazowano, takiego dowodu nie mamy...” (1)

Oznacza to, że profesorowie B. Kopka i J. Żaryn, którym tytuły naukowe podwyższono już po „pracy” nad KL Warschau - to naukowcy, a profosorowie tacy jak: M. Chrech-Modelska, W. Bojarski, J.R. Nowak, R. Bender, E. Prus, których tytuły nie zmieniły się w trakcie dysputy o KL Warschau - uznający jednak wszystkie lagry KL Warschau i komorę gazową – naukowcami już nie są. Należałoby przy tym poprosić prof. Żaryna aby nie był taki figo fago, tylko ujawnił rąbek tajemnicy naukowej, jakież to dowody Kopka odnalazł – choćby jeden przykład - bo jak dotąd nikt jeszcze tego nie sprecyzował, a przy okazji przypomnieć wypowiedź profesora z 2008 r, cyt: „wywody Kopki w jego książce nie są stanowiskiem IPN, lecz prywatnymi poglądami autora”(2) i zapytać kiedy kłamał? Wtedy, czy teraz? Nalęży wskazać w tym miejscu na zasługi tegoż profesora, że owe „prywatne poglądy” stały się owocem pracy wydawniczej IPN z tłumaczeniem na niemiecki, a wyniki śledztwa prowadzonego przez sędzię Marię Trzcińską w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce już takiego wyróżnienia nie doczekały się (3).

Prof. Żaryn prosi w swojej wypowiedzi o dowody naukowe, że KL Warschau to nie tylko Gęsiówka. Proszę bardzo – przytaczam kilka za sędzią Marią Trzcińską i numeruję specjalnie dla profesra, aby utrwaliło mu się, że jest ich więcej niż jeden. Istotne jest to o tyle, że cytowane przez niego na spotkaniu w Centrum Edukacyjnym Powiśle: „wiem, że nic nie wiem” – rozsławiło wprawdzie pewnego filozofa lecz z profesora może uczynić kretyna.

Dowód nr 1: Jeżeli zeznania członka załogi KL W - Michaela Fleischera z SS przed Komisją Amerykańską w Dachau, że KL Warschał jednorazowo mieścił 35-40 tys. Więźniów, a Gęsiówka razem z Pawiakiem mogła pomieścić zaledwie 12 tys. - to znaczy, że istniały w Warszawie inne lagry niż Gęsiówka. Liczbę 40 tys. Potwierdza sprawozdanie wywiadu Armii Podziemnej do Polskiego Rządu w Londynie.

Dowodem nr 2 jest Mapa Rudolfa Hoessa, na której niemiecki oprawca oznaczył KL Warschau trzema krzyżami i trzema trójkątami co oznacza, zgodnie z legendą na tej mapie, że był to Vernichtungslager - obóz natychmiastowej zagłady - a ilość trójkątów odpowiada liczbie ilości lagrów (oprócz Gęsiówki istniały zatem jeszcze dwa lagry – na Kole i Warszawie Zachodniej). (4)

Dowodem nr 3 jest rozkaz Himmlera z dn. 09. 10. 1942 r. - nakazujący zgrupowanie żydowskich pracowników zbrojeniówki cyt: „ w najbliżej znajdujących się obozach koncentracyjnych, tzn. w Warszawie, Lublinie”. A ponieważ w tym czasie „Gęsiówki jeszcze nie było, a więc musiały tam istnieć inne lagry. (4)

O starym i nowym kompleksie można się również dowiedzieć z pism Centrali w Ludwigsburgu do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce z 1973 r., a więc jeszcze przed rozpoczęciem polskiego śledztwa.

Dowodem nr 4 jest rozkaz Himmlera z dn. 16. 02. 1943 r, który mówi: „Ze względów bezpieczeństwa zarządzam, aby Getto Warszawskie, po przeniesieniu tu Obozu Koncentracyjnego, zostało zburzone.” A więc Obóz musiał istnieć poza „Gęsiówką”, bowiem nie mogło być mowy o przenoszeniu czegoś czego nie było (4).

Dowódem nr 5 – bardzo wymownym – jest sprawozdanie sekretarza Komisji dla Zbadania Zbrodni Niemieckich w Warszawie z dn. 20.07.1945 r. – Bronisława Świderskiego cyt: „teren Gęsiówki stanowił jeden z kilku obozów zagłady znajdujących się w Warszawie.” Naturalnie sekretarz nie miał wtedy wiedzy, że nie były to osobne obozy zagłady, lecz lagry tegoż samego obozu KL Warschau. Ze wzgędu na datę – zaraz po wojnie i stanowisko świadka, owe zeznanie pełni rangę dowodu żelaznego. Potwierdzają je także zeznania późniejsze, których ze względu na ilość już nie przytaczam.

Dowodem 6 może być zachowany z obozu dokument niemiecki zawierający grafik dyżurów na miesiąc lipiec 1944 r. dla komanda elektryków w celu wzmożonego sterowania prądu nocą w lagrze I i w lagrze II.

II

Odnośnie stwierdzenia prof. Żaryna: „nie gazowano w KL Warschau” - przypomnę na wstępie, że pomimo tego, że dotąd nie przeprowadzono w IPN kwerendy pod kątem KLW - jest na ten temat dużo zdobyczy przypadkowych, a w tym kilka meldunków Armii Podziemnej i to zarówno o budowie jak i funkcjonowaniu komór gazowych – wymienianych w liczbie mnogiej, jak również meldunek o zagazowanych 250 zwłokach kobiecych - rozładowanych do spalenia na terenie „Gęsiówki”. Tak duża liczba jednorazowa zwłok wskazuje na istnienie bardzo dużej komory. Taki warunek spełniał tunel Warszawy Zachodniej. Są wreszcie zeznania świadków – nieliczne wprawdzie – ale skąd mogli wiedzieć potencjalni świadkowie o śledztwie prowadzonym przez sędzię Trzcińską - wbrew decydentom – śledztwie niechcianym, przerywanym i toczącym się w tajemnicy przed społeczeństwem?

Monstrualne komory były w tunelu Warszawy Zachodniej, niewielkie natomiast w „Gęsiówce” - gdzie znaleziono po wojnie duże ilości „Cyklonu B”. Stosowano również samochodowe komory przewoźne – potwierdzone poprzez wstrząsające zeznania świadków żydowskich, którzy byli wykorzystywani do sprzątania owych niemieckich cudów techniki motoryzacyjnej. Tak się składa, że właśnie Żydzi pełnili w tym obozie różne funkcje pomocnicze – takie jak chociażby spalanie zwłok przez komando żydowskie. Używanie tu Żydów miało za zadanie ukrycie przed Polakami – jakże skuteczne - zbrodni w Obozie Zagłady dla Polaków i jej rozmiar. Wspomnieć tu trzeba znamienny rozkaz Wilhelma Koppego z 20.07.1944 r. dotyczący ekstreminacji Polaków - likwidowanego wtedy obozu śmierci cyt: „w żadnym wypadku nie można dopuścić do tego, aby więźniowie nie Żydzi byli uwolnieni, lub żywi wpadli w ręce wrogów, ruchu oporu lub Armii Czerwonej" (5). Tak też się stało.

Po latach trzeba Niemców cynicznie pochwalić za przebiegłość, skuteczność i spryt – już to i dzisiejszy – zważywszy, że polscy prokuratorzy wysyłają im zupełnie bezkarnie polskie archiwa niemieckich zbrodni wojennych. Owi prokuratorzy dopuszczają przy tym do przestępczej likwidacji urządzeń komór gazowych, co do których toczy się formalnie wciąż trwające śledztwo, a przed ich likwidacją nie dokonują nawet dodatkowych specjalistyczno – ekspercko – technicznych badań.

„Pochwalić” można owych prokuratorów za lojalność dla naszej tzw. „żydokomuny”, która ową „Gęsiówkę” zagospodarowała na 10 lat po wojnie - dla polskich patriotów – o czym prokuratura w mediach, nawet bąka nie puściła, a powinna jednak powiadomić o wynikach trwającego już ćwierć wieku śledztwa nad tym obozem. Śledztwa domniemanego, bo ja nie wiem czy prokuratura - wywodząca się z prawniczej kasty owej „żydokomuny” - w ogóle zawracała sobie głowę tak „zasmarkaną” sprawą jaką było cierpienie polskie. „Resortowe” dzieci zawiniły w tworzeniu białych plam w tym temacie, czy może już „resortowe” wnuczęta?

Trzeba zwrócić uwagę, że powojenny obóz na terenie byłej „Gęsiówki” istniał kilka razy dłużej niż obóz KL Warschau, a mimo to nic o nim nie wiemy. Nie wiemy, czy nie gazowano nadal w tym obozie ludzi po wojnie i kto był tam katem, kto ofiarą i czy kaci żyją? A może właśnie na ich wymarcie czekano, bo skąd owe ćwierć wieku urojonego prze ze mnie śledztwa, śledztwa, które nie ujawniło ofiar? Porównajmy skuteczność owego śledztwa ze skutecznością śledztwa sędzi Marii Trzcińskiej nad niemieckim obozem zagłady, a przy tym postawmy pytanie; dlaczego Michnik - mogący mieć wiadomości o tym obozie powojennym z pierwszej ręki od swego brata – nie napisał o tym na „Ga Ge” ani słowa?

III

Trąby jerychońskie na „Ga Ge”, „Rzeczpospolitej”, „Onet”, „Presreader” – trąbią w to miejsce, o dokonaniu wielkiego odkrycia przez historyka (nieprawda), pracownika IPN (nieprawda) i specjalisty od zdjęć lotniczych (nieprawda) - Z. Walkowskiego, że komin w krematorium KL Warschau miał wysokość 15 m i że w końcu wiadomo, że nie było ani komór gazowych, ani innych lagrów niż „Gęsiówka”, ani tylu ofiar co sędzia Trzcińska naliczyła. A już na pewno, że polskich ofiar nie było więcej niż żydowskich. W nowej – starej hucpie udział wzięło „Prosto z mostu”, „Polonia Christiana”, a „Niezłomni” nawet prof. Kopkę do uwiarygodnienia hucpy dołączyli. Naturalnie o sędzi nigdy w życiu na swoim portalu nie wspominali. Czyżby nie była już tak „niezłomna” jak Walkowski czy Kopka? Nawiasem, jak będą robić zbiórkę na piękne cele, niech najpierw rozliczą poprzednie, bo w tej redakcji śmierdzi.

Panu Walkowskiemu – dorobiono legendę zaslużonego varsavianisty piórem historyka z ograniczoną odpowiedzialnością - Kunerta i zorganizowano konferencję prasową w Archiwum Akt Nowych, gdzie zaprezentował swoje i nie swoje „ustalenia” w sprawie KL Warschau - tak jakby był rzecznikiem prasowym – nie wiadomo czyim. Ów „badacz” zbrodni niemieckich nad Polakami jest wyraźnie badaczem „na nie” i stąd jego wybiórczość w doborze samolotowych fotografii. Przemilcza zatem drugi lager w Warszawie Zachodniej – doskonale na zdjęciach widoczny, jak też nieznane dotąd – zupełnie nowe fotografie prezentowane w książce prof. Bojarskiego - dotyczące lagru na Kole. W zamian wałkuje sprawę drewnianego Koła – tak jakby nie była ona wyjaśniona dostatecznie przez sędzię w jej drugiej książce, że baraki obozowe na kole były dwa razy dłuższe niż baraki na Księcia Janusza i że obozowe były dalej...

Mówienie w prasie o setkach zdjęć lotniczych, na których nie widać śladu bań gazotwórczych jest kłamstwem propagandowym, bo tylko na jednym właściwie - można ze względu na techniczną jakość dopatrywać się owych szczegółów. Ogłoszony brak ich na zdjęciu nie jest fizycznym brakiem, lecz skutkiem skrycia owych bań w nasypiskach żwiru, co ustalili specjaliści odczytu zdjęcia (11). Owe usypiska widoczne są również na zdjęciu tego terenu sfotografowanego z ziemi – znajdującym się w Muzeum Kolejnictwa. Warto tu jeszcze wtrącić, że biuro geodezyjne dysponowało planem inwentaryzacyjnym terenu tunelu, na którym istniała nieznanego pochodzenia i przeznaczenia instalacja podziemna ze studzienkami. Niestety nikogo nie interesujaca, a postulaty sędzi, że teren Warszawy Zachodniej i Koła powinny objąć badania archeologiczne nie zyskały nigdy akceptacji. Nie uzyskały również akceptacji postulaty Janusza Kurtyki - przebadania w ten sposób terenu przeznaczonego pod Muzeum Żydowskie.

Walkowski dla zaprzeczenia istnienia komór gazowych udowadnia, że tunel był przejezdny za okupacji. Problem tylko w tym, że dokonuje tego na zdjęciach datowanych na czas, kiedy obóz KL Warschau już nie funkcjonował. I tak pierwsze zdjęcie opatrzone jest datą przekraczającą jeden miesiąc, a drugie aż kilka miesięcy po ewakuacji obozu i nawet jeśli tunel był wcześniej zasypany z jednej strony, to mógł być już w tym czasie udrożniony. Pośród badaczy odnośnie przejezdności są różne koncepcje i kwestia ta nie ma żadnego wpływu na meritum sprawy czy były tam komory.

Na innym ze zdjęć lotniczych - dotyczących ulicy Skalmierzyckiej – Walkowski zaprzecza isnieniu śladów lagru. Tymczasem fotografia została wykonana rok po likwidacji obozu, a więc baraki mogły być już rozebrane bo władze niszczyły ślady polskiej martyrologii. Nawet krematoria likwidowano. Baraki równie dobrze mogły być zlikwidowane przez Niemców, bo zwracały uwagę na komory gazowe. Na zdjęciu są jednak widoczne ślady ogrodzenia. Ogrodzenia czegoś co tutaj było...

Walkowski w zaprzeczaniu jest niezłomny. Zaprzecza - a jakże - również na podstawie zdjęcia, że tunel Warszawy Zachodniej nie był zasklepiony przed wojną betonem. Odsyłam go zatem do niemieckiego opisu obiektów strategicznych Warszawy, a w tym owego tunelu.

IV

Wielce propagandowym argumentem jego, jest dokument stwierdzający wykonanie silników do projektu Bortnowskiego, wykorzystującym urządzenia gazotwórcze komór gazowych do celów wentylacyjnych (12). Zakładam, że może być nawet prawdziwy, lecz nie stanowi znowu żadnego dowodu przeciwko komorom - z powou, że silniki wraz z łopatkami wentylatorów stanowią zawsze element wymienny armatury przewodów (rur) wentylacyjnych. Żeby było śmieszniej zacytuję na ten temat zeznanie Bortnowskiego z 5. 04. 2004 r. odebrane przez prok. L. Kochanowskiego cyt: „Wentylatory te (zaprojektowane przez niego WK) nie zostały w tej komorze w ogóle zamontowane i nie wiem z jakich przyczyn tego nie dokonano. W każdym razie wspominam o nich dlatego, że sędzia Maria Trzcińska (...) sugerowała mi ich istnienie już w czasie okupacji niemieckiej...”

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Kiedy Daniel Olbrychski recytował moje wiersze w stanie wojennym – a było je słychać między innymi w Głosie Ameryki - byłem bardzo dumny. Trwało to niestety tylko do czasu przeczytania jego ksiażki pt. „Parę lat z głowy” W-wa 1997, wydanie II.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Około 6 godzin temu miałem tutaj zablokowaną możliwość zamieszczenia komentarza, a na moim...
  • Test
  • Jako dziecko "Wyklętych" musze przypomnieć, że ile razy zdarzyło mi się jako dziecko...

Tematy w dziale