24 obserwujących
80 notek
146k odsłon
  1154   0

Internet wygrał z telewizją

Manipulacji procentami pomogło to, że SLD i PSL wystawiło mało znanych i kiepskich kandydatów. Zapewne porozumieli się z PO, że w ten sposób pośrednio poprą Komorowskiego. Gdyby wystawili kandydatów silnych, odebraliby mu głosy i miałby w I turze nie 33%, ale na przykład 23%.

Manipulacją podobnego typu było też przemilczanie faktu, że wyborcy antysystemowi z I tury, blisko 30%, na pewno nie polecą w połowie czy więcej, żeby poprzeć Komorowskiego, symbol systemu. Mogli w sporej części zostać w domu, ale głosy pozostałych musiały w większości przypaść opozycyjnemu Dudzie.

 

Dwie kampanie

Różnica między kampaniami dwóch głównych kandydatów wynikła z przyczyn obiektywnych. Po pierwsze, partia rządząca i jej kandydat nie bardzo mieli się czym pochwalić. Bezrobocie, emigracja, ubóstwo, katastrofalna sytuacja demograficzna, biurokracja, zapóźnienia w budowie infrastruktury, rosnące podatki, zadłużenie, propagandowe media, słaba armia, niepoważna polityka zagraniczna. Na tym tle wypadają blado osiągnięcia w rodzaju połączeń autostradowych z Berlinem. Propaganda sukcesu jednak na wielu działa, zwłaszcza na tych, którzy chcą spać spokojnie i boją się prawdy o maskowanych problemach kraju. Te zostaną w spadku następnemu rządowi.

Do tego doszło zniechęcanie do siebie konkretnych grup: zagrożeni górnicy, rodzice sześciolatków pognanych do szkoły, ofiary kredytów we frankach, kibice. Najbardziej emigranci, wśród których Komorowski jest wyjątkowo niepopularny, co władza skontrowała przez małą liczbę komisji wyborczych za granicą. Niejaki prof. Czapiński wyraził zadowolenie z tego, że przeciwnicy systemu emigrują. Sypnął chyba, o co chodzi, dlaczego emigrację się wymusza.

Przede wszystkim jednak inni byli sami kandydaci. Mało znany z początku Duda jako dawny minister prezydenta Kaczyńskiego jest przygotowany do nowej roli. Jest dobrym prawnikiem, zna języki obce, dobrze przemawia. W ciągu kampanii się rozkręcał i nabierał samodzielności. Codziennie zyskiwał. Agresywny i zarozumiały Komorowski, ściągający z kartki, mógł się podobać raczej ofiarom propagandowej manipulacji i ludziom na garnuszku władzy. Zwykli ludzie dostrzegli spokój i uprzejmość Dudy.

Dość kompromitująca jest przy tym mapa poparcia dla Komorowskiego. Lepiej wypadł, jak generalnie PO, na zachodzie i północy kraju. Jest to zarazem obszar większej przestępczości, gorszych wyników w testach szkolnych, osłabienia rodziny (więcej rozwodów i dzieci nieślubnych).

Debaty między kandydatami dobrze streścił tweet: Duda o Polsce, Komorowski o Dudzie. Ataki na przeciwnika przynoszą skutek, jeśli są istotne i trafne. Zamiast tego usłyszeliśmy np. o rzekomym blokowaniu przez Dudę etatu na uczelni (fałsz i niedorzeczność, każda normalna instytucja na miejsce osoby na urlopie bezpłatnym zatrudnia kogoś innego). O ważnych sprawach więcej mówił Duda.

Deklaracje Komorowskiego były sprzeczne. Przez cztery miesiące odmawiał debaty z Dudą. Po przegranej w I turze oznajmił, że go do debaty wzywa! Przed wyborami głosił, że proponujący zmianę konstytucji to polityczni frustraci, po porażce sam napisał na kolanie projekt zmiany. PO nie dotrzymała obietnicy wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Żeby podkupić wyborców Kukiza, ogłosił, że jest zwolennikiem JOW, co Kukiz słusznie wyśmiał. Podpisał podniesienie wieku emerytalnego, ale obiecał obniżkę.

Do polityków pasuje doprawdy rzymskie powiedzenie: „Kłamca powinien mieć dobrą pamięć” (Kwintylian).

Nader kompromitujący byli dla Komorowskiego jego zwolennicy. Poparły go media w Niemczech i Rosji. Za PO ciągnie się seria afer: ostatnio wypłynęły kolejne nagrania, w których minister mówi o szkodzeniu górnictwu i z pogardą się wyraża o zwykłych ludziach. Reżimowi dziennikarze powoływali się na sfałszowane wpisy internetowe córki Andrzeja Dudy.

Równolegle kompromitował się sam, choćby nieporadnie dowcipkując w programie dziennikarskiego błazna, znanego z wstawiania flag narodowych w psie odchody. Śmieszne było korzystanie z suflerki przy kontaktach z ludźmi. Szkodziły błędy ortograficzne. Reagował furią na pytania o związki z wojskową bezpieką, WSI, ale jednak nie wytoczył procesu autorowi książki na ten temat. Spotkania przedwyborcze i wywiady były ustawiane. I to wszystko ujawnił Internet.

Przez szum wyborczy przebiło się jednak, jak sądzę, niewypowiedziane głośno hasło GŁOSUJ NA UCZCIWSZEGO!

 

Źródło: warszawski tygodnik katolicki IDZIEMY 2015 nr 22.

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale