24 obserwujących
80 notek
146k odsłon
  361   0

Dlaczego JOW są lepsze?

Jeśli wyborca stwierdza, że jakkolwiek głosuje, partie, posłowie, radni zachowują się tak samo, rezygnuje z udziału w wyborach. Drugą przyczyną stałego spadku frekwencji wyborczej jest takie przedstawianie świata polityki przez media, że budzi on nieufność i niechęć. Jest to zgodne z interesami lewicy, gdyż jej wyborcy dość bezmyślnie głosują na „swoich”, natomiast liczni zdezorientowani wyborcy „S”, a potem partii prawicowych, dali się wmanewrować w pozostanie w domu. Zjawisko spadku frekwencji sprzyja też partiom skrajnym, gdyż ich klientela również ma sekciarskie podejście do wyborów, jako walki o miejsce dla swoich. Jedni i drudzy wywierają więc decydujący wpływ na politykę, dysponując poparciem dość niewielkim.

 

Geneza złej ordynacji

Odpowiedzialność za taką właśnie ordynację i jej skutki dla Polski ponoszą komuniści i ich sojusznicy. Jest oczywiste, że w latach 1989 i następnych przy głosowaniu większościowym ich szanse na wejście do przyszłego parlamentu byłyby wyraźnie mniejsze. Nasi byli okupanci wymusili na odchodnym ordynację dla siebie korzystną – i tak już zostało.

Część obozu solidarnościowego poparła niestety ordynację typu proporcjonalnego. Da się może zrozumieć poparcie tej ordynacji wobec braku innych możliwości. Wydaje się jednak, że wchodziła tu w grę sympatia do systemu partiokracji, w którym niby tak łatwo zachować swoje wpływy. W systemie większościowym trzeba ryzykować, a wygrawszy wziąć pełną odpowie­dzial­ność za rządy… Podejrzewam też ignorancję co do złych skutków proporcjonalności znanych choćby z Polski lat dwudziestych, Włoch, przedwojennej Francji. W szkole tego nie uczyli, a nie każdy, jak to się trafiło piszącemu te słowa, miał za dziadka posła przedwojennego, uważającego system proporcjonalny za fatalny.

Ostatecznie, zasadę proporcjonalności wyborów wpisano do konstytucji. Doraźny interes partyjny postkomunistów, PSL i UW wygrał. Potem przez ordynację proporcjonalną upolityczniono też samorządy, czyniąc je żerowiskiem dla działaczy partyjnych niższego szczebla, czy to lewicowych, czy ludowych, związkowych albo jeszcze innych.

 

Rozwiązanie

Jak mógłby wyglądać dobry system wyborów dla Polski? Okręgi jednomandatowe sprawdziły się w krajach demokratycznych najlepiej, choćby w USA, Anglii, Francji. Z tych systemów „większościowych” do warunków Polski z jej aktualnym rozdrobnieniem politycznym najlepszy wydaje się system podobny do francuskiego – większościowy z dwoma turami głosowania. W pierwszej turze startować może wielu. W drugiej turze, w której by zostali tylko dwaj najlepsi kandydaci na jedno miejsce, zwycięzca musiałby uzyskać przynajmniej połowę głosów.

Taki jest ostatnio tryb wybierania wójtów, burmistrzów i prezydentów miast: skłonił on partie i wyborców do konkretnych decyzji i wyłonił ludzi cieszących się rzeczywistym poparciem; przeszkodą mogą być dla nich jedynie wybrane „proporcjonalnie” rady... W powyższym systemie partii może być więcej, ale muszą one zawierać stałe sojusze i rządy są trwałe.

Można stworzyć system pośredni, podobny do senackiego. Okręgi liczyłyby po 3, góra 4 mandaty, przy czym głosując można by łączyć kandydatów z różnych list. Wymagane byłoby 50% głosów, oczywiście z drugą turą, w której pozostali by tylko dwaj kandydaci na miejsce. Z jednej strony zapewni to pełną wolność wyboru (można wybrać i osoby i zespół zaproponowany przez jakąś partię), a więc i świadomość wpływu wyborców na życie publiczne; nie zniknie też pluralizm. Z drugiej strony każdy kandydat musi czy to w pierwszej czy w drugiej turze uzyskać prawdziwą większość, poparcie ponad połowy wyborców.

Należy też oczywiście poprawić ordynację senacką, przywracając drugą turę i wymóg uzyskania w niej połowy głosów. Wybory do obu izb zyskałyby też na klarowności, jeśli by zmniejszyć liczbę miejsc w parlamencie. Przed wojną było 200 posłów – tyle wystarczy i dziś. Senat mógłby liczyć po 2-3 senatorów z województwa.

Skłoni to wreszcie obecne partie do sojuszów i łączenia się, a na dłuższą metę może doprowadzić do stabilnego systemu dwupartyjnego czy trójpartyjnego. Partie nie będą mogły forsować rozmaitych miernot nie do przyjęcia przez wyborców. Jednocześnie wybitny kandydat nie musi przymilać się do partyjnej góry o poparcie.

Wynika stąd, że sprawdzianem dla kompetencji i uczciwości Sejmu jest nie tylko ogólnie zdolność do stanowienia praw oraz wyłonienia trwałego rządu, ale i stanowisko wobec ordynacji, czyli zreformowanie siebie samego. Czy Sejm potrafi zmienić ordynację z proporcjonalnej na większościową przedkładając interes Polski nad partyjny? Jak dotąd, partie przeważnie wolą system proporcjonalny, a żądania zmiany płynie spoza systemu władzy, jak w apelu złożonym niedawno prezydentowi przez redaktora naczelnego „Rzeczypospolitej”.

 

(Źródło: Rzeczpospolita z 2 VII 2003, pod tytułe m"Zamkniety system partiokracji")

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale