130 obserwujących
435 notek
1448k odsłon
3074 odsłony

Na co Polsce prezydentura?

Wykop Skomentuj40

Druga rocznica prezydentury Bronisława Komorowskiego stworzyła dobrą okazję do zastanowienia się nad rolą urzędu prezydenckiego bardziej generalnie. Kilka interesujących wpisów pojawiło się tu, w Salonie24 – zwlaszcza przemyślany wpis Marcina Kasprzaka. Ale z konkluzją się nie zgadzam.

http://niewierzepolitykom.salon24.pl/439194,po-co-polakom-prezydent

Pominę już niechęć do aktualnego prezydenta – do tego każdy ma prawo, tak samo jak każdy ma prawo oceniać go przez porównanie z poprzednikami. Dla jednych bilans wypadnie lepiej, dla drugich – gorzej; to normalne w demokracji. Ale ważne jest też, by na rolę urzędu prezydenckiego patrzeć nie tylko przez pryzmat konkretnej osoby (ja akurat obecnego piastuna tego stanowiska bardzo cenię, a znam go osobiście dużo slabiej niż jego poprzednika), ale także z punktu widzenia instytucjonalnej logiki. Bo ludzie przychodzą i odchodzą – a instytucje zostają, przynajmniej na jakiś czas.

Polska konstrukcja prezydentury dlatego wlaśnie daje asumpt do krytyk, że jest typowym kompromisem – a jak wiadomo, kompromisy najłatwiej krytykowć i to z dwóch diametralnie różnych stron. Mamy w Polsce ustrój mieszany; częściowo parlamentarno-gabinetowy (bo faktyczną władzę ma premier, reprezentujący partię lub koalicję, która wygrała wybory parlamentarne), a częściowo prezydencki (bo prezydent ma swoja niezależną od parlamentu legitymację rządzenia, wywodzacą się z wyborów powszechnych plus ma pewne realne prerogatywy, nie sprowadzające się do czystej reprezentacji i rytuału). Więc łatwo to krytykować z obu stron: albo z perspektywy ustroju czysto prezydenckiego (jak w USA), gdzie prezydent jest realnym zwierzchnikiem calej administracji, albo z perspektywy ustroju czysto parlamentarnego, jak w Niemczech, na Węgrzech czy we Włoszech, gdzie prezydent jest wybierany przez parlament i w konsekwencji ma kompetencje bardzo ograniczone.

Czy ustroj mieszany, taki jak w Polsce, ma sens? To oczywiście zależy od tego, jak oceniamy realne kompetencje prezydenta. Jest ich, to prawda, raczej niewiele, jeśli pominiemy kompetencje czysto symboliczne albo konstytucyjnie niejasne (np. to że  „stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa” – co siłą rzeczy kieruje go w stronę polityki zagranicznej, którą jednak prowadzi premier wraz z ministrem spraw zagranicznych). Ale jest jedna prerogatywa realna, ważna i – co dziwne – rzadko dostrzegana w dzisiejszych dyskusjach nad prezydenturą. Jest to kompetencja weta ustawodawczego.

Jest to co prawda tylko weto hamujące – czyli takie, które może być obalone przez parlament kwalifikowaną wiekszością – ale jednak stanowi bardzo ważny element kontroli nad prawodawstwem, które – jak wiadomo – jest często w Polsce bardzo marne. Jest to dodatkowy sprawdzian, dodatkowa poprzeczka, która nakazuje posłom dokonac ponownej refleksji nad swym ustawodawczym produktem, a następnie znaleźć silniejszą wiekszość dla jego potwierdzenia.

Kompetencji tej nie lekceważyłbym. Poza ustanowieniem prezydenta jako tzw. „veto player”, kompetencja ta daje mu mało antagonizujacą możliwość „postawienia się” większości parlamentarnej, a wiec także i premierowi. Mało antagonizującą – gdyż dotyczącą jednej, konkretnej sprawy, a nie globalnie – polityki rządu. W ten sposób Konstytucja ustanawia strefę autonomii i niezależności dla Prezydenta. Jak zechce on (a w przyszlosci może i ona) to wykorzystać – to już oczywiście inna sprawa. Rekomendowałbym – bez nadmiernej wstrzemięźliwości; kompetencje konstytucyjne są po to, by je używać, bo nie używane – obumierają.

 

Wykop Skomentuj40
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale