Kto na prezydenta Warszawy w 2010 roku?
Temu zagadnieniu poświęcony jest niniejszy blog. Sylwetki kandydatów, tok kampanii – internetowy monitor wyborczy.
Wybory samorządowe są już naprawdę niedługo. Popularne powiedzenie głosi, że kampania wyborcza rozpoczyna się następnego dnia po wyborach. W pewnym sensie tak jest. Z pewnością w wyborach prestiżowych, takich jak wybory prezydenta stolicy, kampania trwa od połowy kadencji. Potencjalni kandydaci ubiegają się o nominacje, pracują nad umocnieniem pozycji politycznej, budują wizerunek medialny. Ten proces już trwa.
Prezydent stolicy Polski wybierany w bezpośrednich wyborach to funkcja prestiżowa. Niczym mer Paryża może aspirować do najwyższych urzędów w państwie. I to z sukcesem, co udowodnił Lech Kaczyński. Na dodatek posiada realną władzę większą niż prezydent państwa i premier razem wzięci. Szef gminy i jednocześnie starosta powiatu ma realną moc decyzyjną. A Warszawie ilość mieszkańców i budżet porównywalny np. do Estonii.
Partie polityczne rozpoczynają już przygotowania. Chętni politycy prężą muskuły. Przyjrzyjmy się więc kandydatom na kandydatów.
W Platformie Obywatelskiej sprawa jest pozornie jasna. Urzędujący Prezydent stolicy, Hanna Gronkiewicz – Waltz nie ukrywa, że zamierza rządzić przez dwie kadencje.
Jednak jest pozycja we własnej partii jest problematyczna. Jest ludzie zostali wycięci z funkcji partyjnych i decyzyjnych stanowisk. Sytuacja, w której wicepremier przyjeżdża na klub radnych gminy żeby groźbą i szantażem zmusić radnych do zmiany przewodniczącego rady, nie zdarza się często. A przecież Grzegorz Schetyna osobiście i niemal siłowo zmusił radnych PO do odwołania Lecha Jaworskiego z funkcji szefa Rady Warszawy. Tło całej sprawy jest jasne. W czasie kampanii wyborczej Jaworski dosłownie nosił teczkę za Gronkiewicz – Waltz. Namaszczona przez Schetynę na przewodniczącą rady Ewa Malinowska – Grupińska jest natomiast żoną ministra w Kancelarii Premiera, jednego z pretorian Tuska.
Oczywiście Gronkiewicz – Waltz może stanowić zagrożenie dla Tuska, zwłaszcza gdyby spadły jego notowania. Kiedyś już próbowała zostać prezydentem kraju. Jej współpracownicy nie ukrywali na początku kadencji, że mogłaby kandydować na tę funkcję nawet z poparciem Lewicy i Demokratów. W międzyczasie LiD rozpadł się, ale czy ambicje Gronkiewicz – Waltz zmalały?
Sytuacja w warszawskiej Platformie to klasyczna walka buldogów pod dywanem. Najsilniejszą frakcję, zjednoczoną wokół wielkich interesów, tworzą ludzie posła Halickiego. Umacniają swoje wpływy i toczą bezpardonową walkę zarówno z opozycyjnym PiS jak i koalicyjną lewicą. To oni „rozwalcowali” frakcję prezydencką, której patronuje także posłanka Fabisiak. Także niedobitki przyjaciół Kidawy – Błońskiej zostały zmarginalizowane jako nastawione na zbyt miękki kurs wobec opozycji i koalicjanta. Czas pokaże, czy głęboko podzielona struktura partyjna będzie realnym wsparciem dla kampanii wyborczej kandydata PO.
Prawo i Sprawiedliwość ma jeszcze trudniejszy orzech do zgryzienia. Po prostu nie ma kandydata. Wystarczy spojrzeć na czołowych, medialnych polityków tej partii. Z takimi twarzami mogą próbować ubiegać się najwyżej o urzędy sołtysów a nie prezydentów metropolii. Nieliczni w Pisie przedstawiciele nowoczesnej inteligencji mają zaś słabą pozycję polityczną. Czy Kaczyńscy, którzy raz sparzyli się na Marcinkiewiczu będą w stanie zaakceptować jakiegokolwiek kandydata, który miałby realną szansę w stolicy?
Najbardziej prawdopodobna wydaje się obecnie nominacja Elżbiety Jakubiak. Jej mocna strona to z pewnością doświadczenie w stołecznym ratuszu i dobre relacje z oboma braćmi. Słabe strony to przede wszystkim nienajlepsze występy w mediach, denerwujący ton głosu i mętne wypowiedzi. Nad wyglądem i ubiorem z pewnością mogą popracować piarowcy. Jakubiak nie jest związana z PiS, należy do ekipy Lecha Kaczyńskiego. Do pracy w urzędzie miasta poleciło ją środowisko Unii Wolności. Trudno więc będzie jej liczyć na poparcie warszawskich struktur partyjnych. Z pewnością jest za to bardzo zdeterminowana.
O prezydenturze Warszawy marzy też Andrzej Urbański. Jednak niejasne interesy, które mogą być mu przypominane w kampanii wyborczej raczej powstrzymają Kaczyńskich przed namaszczeniem go na kandydata. Obie powyższe kandydatury mają małą szansę przypaść do gustu mieszkańcom stolicy.
Także szef warszawskiego PiS, Mariusz Błaszczak, raczej nie porwie za sobą wyborców. Większość z nich nie wie nawet o jego istnieniu. Prezes Błaszczak praktycznie nie istnieje w mediach. Także stołeczna organizacja tej partii pod jego kierownictwem przestała liczyć się w polityce lokalnej, chociaż jest jedyną realną siłą opozycyjną.
Krótki przegląd warszawskich posłów PiS podsuwa jeszcze dwa nazwiska: Jan Ołdakowski i Paweł Poncyliusz. Pierwszy z nich, twórca Muzeum Powstania Warszawskiego mógłby w kampanii oprzeć się właśnie na swoim dziele. Oraz na ewentualnym poparciu Lecha Kaczyńskiego. Niestety Ołdakowski nie ma chyba osobowości lidera ani zaplecza politycznego potrzebnego do walki wyborczej. Z kolei Paweł Poncyliusz ma mocny atut. Należy do nielicznych pisowców, których lubią media. To polityk ery demokracji medialnej – gładko wygląda, gładko mówi, coś jak Tony Blair czy… Donald Tusk. Ma doświadczenie w rządzie, był wiceministrem gospodarki. Jego liberalne poglądy są tyleż bliskie większości mieszkańców Warszawy, co dalekie od oficjalnej linii PiS.
Wydaje się, że szansę na podjęcie równorzędnej walki wyborczej z kandydatem PO w stolicy miałby tylko ktoś z tej dwójki: Ołdakowski lub Poncyliusz.
Jeżeli chodzi o lewicę, przesądzona wydaje się kandydatura Marka Balickiego. Jako jedyny przedstawiciel tej formacji miałby szansę na trzeci, a w przypadku złych notowań PiS, nawet drugi wynik. Pozycja Borowskiego jest bardzo osłabiona. Katarzyna Piekarska nie wywalczyła nawet mandatu poselskiego z okręgu podwarszawskiego. Mimo sukcesu na zjeździe mazowieckiego SLD, nie będzie raczej czarnym koniem wyborów na prezydenta stolicy.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)