Wpadki, skandale – wybory w stolicy od kuchni
Wprowadzenie bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast niewątpliwie wzmocnił demokrację w naszym kraju. Zainteresowanie wyborami samorządowymi wzrosło. Funkcje samorządowe obrosły prestiżem. Obywatele rozliczają szefów lokalnych władz z efektów ich pracy.
Ciemna strona tego procesu, to ogromne wzmocnienie władzy wykonawczej w samorządzie kosztem kontroli rad. Zdarzają się burmistrzowie, którzy ani razu w ciągu kadencji nie uzyskują absolutorium. Nic im to nie szkodzi. Jeszcze żadne referendum lokalne, także w sprawie odwołania burmistrza, nie uzyskało wymaganej frekwencji. Burmistrzowie są w praktyce nieusuwalni.
Trudno więc dziwić się, ze kampanie wyborcze stały się także w samorządach zaciętym bojem. Wybory radnych mają dużo mniejsze znaczenie niż wcześniej. Każdy poważny kandydat firmuje swoim nazwiskiem partię lub komitet wyborczy, który nierzadko jest tylko kwiatkiem do kożucha.
W Warszawie wybory prezydenta były starciem tytanów. W pierwszych bezpośrednich wyborach pewniakiem był Andrzej Olechowski. Nad Lechem Kaczyńskim górował nie tylko poparciem sondażowym i wzrostem. Miał dużo lepszy wygląd, obycie… no i był mieszkańcem naszego miasta. W kampanii miał jedna poważną wpadkę, którą po latach powtórzył Kazimierz Marcinkiewicz. Ale o tym za chwilę. Niestety, poległ dzięki lenistwu. Jego otoczenie przyznawało, że trudno było skłonić go do jakiegokolwiek działania w kampanii. Uznał, że prezydentura stolicy należy mu się jak psu kość. I poległ przegrywając nie z Kaczyńskim, tylko nawet z Markiem Balickim.
Kazimierz Marcinkiewicz oparł swoją kampanię na przekazie skierowanym do sierot po PO-PiSie. Jako pokrzywdzony przez Kaczory dystansował się od swojej partii. Efektem był dwie osobne kampanie wyborcze: partyjna PiS, który poprawił wynik sprzed czterech lat ale i tak stracił władzę, oraz osobista Marcinkiewicza, który przegrał o włos z Hanną Gronkiewicz – Waltz.
Plotki głosiły, że Marcinkiewicz ostentacyjnie odrzucał pomysły stołecznego sztabu wyborczego PiS. Nie posłuchał na przykład ostrzeżenia przed kampanią telefoniczną. I powtórzył wpadkę Olechowskiego. Wyborców budził jego głos nagrany z taśmy.
Inną wpadką było słynne już pomylenie dzielnic Ursus i Ursynów.
Generalnie jednak, Hanna Gronkiewicz – Waltz wyprzedziła Marcinkiewicza tą samą różnicą głosów, którą wygrała w Białołęce dzięki obietnicy, że nie będzie rozbudowywać oczyszczalni ścieków Czajka. Od początku było wiadomo, że nie ma już odwrotu od tej inwestycji finansowanej przez UE. Marcinkiewicz powiedział mieszkańcom prawdę, Gronkiewicz – Waltz skłamała. To demoralizujący przykład dla polityków.
Jak mówią ludzie z otoczenia Pani Prezydent ją też trudno było przekonać do pracy w kampanii wyborczej. Miała zwyczaj odwoływać spotkania z powodu… zakupów. Mawiała często: nie planujcie nic na jutro, muszę odpocząć. Ludzie PO widocznie tak mają.
Największym skandalem ostatnich wyborów samorządowych w Warszawie był wyciek programu wyborczego Gronkiewicz – Waltz. Jeden z czołowych działaczy jej sztabu wyborczego, obecny burmistrz Śródmieścia, Wojciech Bartelski przekazał go Konradowi Ciesiołkiewiczowi na długo przed oficjalnym ogłoszeniem.
Ciesiołkiewicz nie wykorzystał tego asa w rękawie do wzmocnienia Marcinkiewicza, za to wszystkim dziennikarzom pokazywał program i opowiadał od kogo go otrzymał…



Komentarze
Pokaż komentarze (1)