Wracam po urlopie z nowymi obserwacjami. Czy wiedzą Państwo, że w amerykańskim małym miasteczku burmistrz nie pobiera żadnej pensji? Nie ma też służbowego samochodu ani komórki. Publiczne pieniądze utrzymują tylko jego biuro...
Nie wiem jak jest w dużych metropoliach USA, ale u nas ciągle panuje komunistyczne biznacjum władzy - przepraszam: waadzy - ktorej ustami obywatele jedzą kawior.
Już widze to oburzenie w komentarzach: wprowadzenie społecznej służby właśnie społecznej a nie zarobkowej zamknie drogę do władzy ludziom niezamożnym. A przecież ktoś może być biedny ale być wspaniałym burmistrzem...
Amerykanin zapytałby na takie dictum: Oh, really???
Wychowany w protestanckim etosie pracy wyborca nigdy nie powierzy zarządzania publicznym mieniem komus, kto nie dorobił się majątku. Biedny, ale uczciwy? Ok, ale nie potrzebujemy ofiar losu tylko rzutkich menedżerów!
Nie, nie piję do tego, że Hanna Gronkiewicz - Waltz ze swoim 4-milionowym majątkiem musi być świetnym prezydentem. Dorobiła się go w służbie publicznej zaczętej nominacją nikomu nieznanej prawniczki kanonicznej na prezesa NBP przez Lecha Wałęsę (a może własciwie Falandysza z Wachowskim). Lukratywna posada w Londynie to też wynik układów politycznych.
A kamienica na ul. Noakowskiego przejeta od szmalcowników przez jej męża to osobna afera...
Faktem jest, że Gronkiewicz - Waltz nie tylko pobiera pensję ok. 10 000 zł. ale jeszcze w godzinach pracy dorabia sobie wykładami na UW. I to w środku dnia. Taka to zapobiegliwa pszczółka. Szkoda tylko, ze o swoją kieszeń a nie o miejskie inwestycje.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)