Znajdujemy się dzisiaj w pałacu prezydenckim.
Za chwilę ze swoim pierwszym orędziem wystąpi nowo wybrany Prezydent z Polski.
Ale oddajmy głos Prezydentowi.
W pierwszych słowach swojego orędzia Prezydent elekt powiedział następujące słowa:
"Stoję tu przed państwem i dziękując za wasze głosy chcę powiedzieć, że to, że dzisiaj tutaj stoję, jest żywym zaprzeczeniem hasła reklamowego pewnej sieci sklepów <<nie dla idiotów>>. Dziękuję wszystkim tym, którzy nie przestraszyli sie pełnych nienawiści gróźb ze strony partii opozycyjnej, która twierdziła, że popiera mnie prof. Bartoszewski, Wajda, Niesiołowski i Palikot.
Chcę tutaj, na tym miejscu powiedzieć, że fakt, iż pan Janusz Palikot będzie nowym szefem Kancelarii Prezydenta jest całkowitym przypadkiem. Ja też jestem z tego powodu bardzo zaskoczony".
Kolejno Prezydent elekt pozdrowił Kanclerz Angelę Merkel słowami "Cześć kaszalocie", oraz Premiera Putina zapowiadając się z kurtuazyjną wizytą, chociaż powiedział, że będzie na Kremlu trochę krócej, niż polskie wojsko w latach 1610-1612. Popisał się przy tym erudycją i ani razu nie spojrzał na leżącą przed nim kartkę z Wikipedii z hasłem "Polacy na Kremlu".
Po chwili zastanowienia oznajmił również, że nie jest w żaden sposób zależny od Premiera Tuska, po czym urwał na chwilę i kontynuował orędzie natychmiast po tym, jak dostrzegł aprobujące kiwnięcie głowy Pana Premiera.
Kolejno podkreślił, że jego program wyborczy był całkowicie różny od programu rządu, a on jako prezydent zamierza prowadzić samodzielną politykę na wszystkich obszarach. Dodał także, że będzie podpisywał wszystkie ustawy zaproponowane przez rząd, ponieważ chciałby być sprawnym Prezydentem i ma w tej sprawie samodzielne oraz odrębne zdanie od poprzednika.
Prezydent elekt odniósł się również do tragicznej sytuacji powodzian. Po zwyczajowym przekazaniu paru słów wsparcia dla poszkodowanych słowami "woda ma to do siebie, że szybko przychodzi i szybko odchodzi" przeszedł również do bardziej konkretnych deklaracji.
Prezydent elekt powiedział: "POnieważ chciałbym wesprzeć powodzian, ta rodzina, która straciła najwięcej dostanie od mnie wypchany łeb dzika". Kolejno złożył obietnicę, że gdyby powodzianom nie wystarczyła pomoc rządu w oszałamiającej wysokości 100 tys. złotych (w banknotach sprzed denominacji), to on w celu pomocy niezadowolonym wprowadzi stan wojenny na najbardziej dotkniętych obszarach.
W ten sposób - podkreślił - gdyby nie wystarczyła wizyta Premiera, do akcji zawsze może wkroczyć wojsko.
Przypominając hasło wyborcze, które doprowadziło go do pałacu prezydenckiego Prezydent elekt obiecał, że wszystkie miejscowośći, gdzie mieszkał i gdzie jego ojciec kradł czereśnie, dostaną w ramach rekompensaty pomoc w postaci nowych dróg, tak zwanych schetynówek o długości 100 metrów dla każdej gminy.
Dodatkowo zadeklarował, że wpłynie na swoich kolegów, aby budowanego na tych terenach rządowego orlika mógł zbudować jakiś lokalny wykonawca. DOdał jednak, że jest to obietnica wyborcza i powinna być traktowana po irlandzku.
Następnie kategorycznie zaprzeczył pogłoskom, jakoby dostawał pieniądze od Gazpromu, natomiast wyraził ubolewanie, że rubel teraz tak nisko stoi. W tym momencie się nieco rozmarzył i dodał w ramach wspomnień, że obecnie dużo mniej można za rosyjską walutę kupić, stąd zaczyna myśleć, że ten gaz łupkowy można by było wydobywać bez większych problemów. Tym bardziej, że ostatnio dolar się wzmocnił.
Na chwilę zagłębił się w tematykę energetyki i po wspomnieniu, jak to za młodu łapał gaz do koszuli na kopalni odkrywkowej łupków, obiecał, że wybuduje nowy rurociąg do transportu węgla kamiennego i koksu biegnący wokół całej Polski oraz nowoczesne kopalnie, gdzie wypoczęci górnicy będą kopać polską ropę.
Na koniec Prezydent przedstawił swoją żonę, niestety w tej chwili przepaliły się bezpieczniki i zgasł prezydencki żyrandol. Dlatego kończymy dzisiejszą transmisję z pałacu prezydenckiego.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)