Platforma Obywatelska ze własnej woli i z lekkomyślności znalazła się na zakręcie.
A wszystko dzięki kandydatowi Komorowskiemu - p.o. Prezydenta RP.
Wybór Komorowskiego jako kandydata PO świadczy o paru aspektach:
a) demokracja (dla partii) to dobra PR-owo rzecz, ale jak widać nie zawsze się sprawdza,
b) jest duży dystans pomiędzy szeregowymi działaczami PO, a "wierchuszką" i działacze nie mieli szansy poznać lepiej Komorowskiego (wtedy zrozumieliby, że to nie jest dobry kandydat).
b1) możliwe jest także, że PO jest partią, gdzie obowiązuje ślepe posłuszeństwo (co pozornie gryzie się z zarzutem "demokratyzacji") - jesto to jednak posłuszeństwo lokalnym liderom - którzy wskazali na Komorowskiego. demokratyczne metody szczególnie nie sprawdzają się w środowisku, gdzie jest to eksperyment (czyli gdzie dotychczas panował zamordyzm i dyktatura).
b2) członkowie PO, którzy głosowali na Komorowskiego, niestety nie grzeszą inteligencją polityczną - skoro nie potrafili przewidzieć, że to będzie wpadka, a nie realna konkurencja dla Kaczyńskiego,
c) Tusk (mimo a) stworzył partię wodzowską - gdzie praktycznie nie ma konkurentów-frontmanów, osób, które mogłyby piastować eksponowane stanowiska.
Wybory "demokratyczne" kandydata na Prezydenta pokazały słabość PO.
Kiedy Komorowski walczył z Sikorskim, na wyborze pierwszego zaważył fakt, że był "od zawsze" w PO i że był popierany przez baronów Platformy. Sikorski, jako outsider i "zdrajca PiS-u" był na pewno traktowany z większą podejrzliwością. Pierwszym grzechem PO i Tuska było ograniczenie wyboru - do tych dwóch kandydatów. To ograniczenie to jednak nie jest skutek jednej decyzji - a raczej szeregu decyzji Donalda Tuska.
Wiemy dobrze, że Tusk cierpliwie i z dużym samozaparciem sukcesywnie eliminował wszystkich polityków, którzy byli medialni, charyzmatyczni - czyli potencjalnych kandydatów na Prezydenta.
Proszę zauważyć - że PiS do niedawna nie miał tego problemu - w tej partii było dwóch naturalnych liderów, którzy byli bezwzględnie lojalni wobec siebie - tak więc nie było żadnej potrzeby eliminowania "kolegi" partyjnego.
Dlatego też naturalną koleją rzeczy jeden z Braci został Prezydentem, a drugi w końcu premierem.
Wracając do PO - wszyscy kontrkandydaci - Olechowski, Płażyński, kogo tam jeszcze wymienicie - zdolni i medialni - potencjalni kandydaci na fotel Prezydencki, dość dawno temu znaleźli się za burtą "Arki PO-ego".
Zostali ludzie od czarnej roboty, organizatorzy struktur - Schetyna (który nie ma ambicji występów publicznych), Chlebowski (który słodko się pocił przed komisją hazardową i jąkał jak na mękach).
Młodzi działacze PO to raczej osoby o przetrąconym kręgosłupie moralnym (Rosół) lub karierowicze i wazeliniarze grający na Tuska, a nie na budowanie swojego image'u (Sławomir Nowak).
Stąd decyzja Tuska o wycofaniu się z walki o prezydenturę była mądra, a jednak raptowna - stąd zabrakło zaplanowania i przygotowania (wykreowania dobrego kandydata).
Ten brak zaplanowania to pierwszy błąd z długiego szeregu nietrafionych decyzji Platformy i jej Lidera.
Tak więc w zbudowanej przez Tuska sytuacji politycznej błędem było sięgnięcie po kandydata ze środka PO i sposób w jaki to zrobiono.
Jako doradca PO zachęcałbym raczej do sięgnięcia po "autorytet wiedzy" - człowieka powszechnie szanowanego, a jednak z polityką mającego niewiele wspólnego. Funkcja reprezentacyjna byłaby zachowana, a Kaczyńskiemu dużo trudniej byłoby walczyć z mądrym, wyważonym kandydatem, który nie popełnia kompromitujących pomyłek.
Analizujmy jednak dalej stan zastany - kandydat Komorowski otrzymuje szansę i obejmuje stanowisko p.o. Prezydenta (jak to piszę, to aż trudno mi uwierzyć, że to przypadek).
Po serii wpadek samego kandydata, jego sztabu (Wajda, Bartoszewski) i niekorzystnych wydarzeniach losowych (powódź, śmierć żołnierza w Afganistanie) szanse Komorowskiego stopniowo maleją.
W końcu jako "pocałunek śmierci" sztabowcy PO sięgają po "ostateczne rozwiązanie" i zapewniają Komorowskiemu poparcie Cimoszewicza (niespodzianka ta miała być wykrozystana w II turze).
Mimo tego, wydarzenia zewnętrzne skutecznie przysłaniają to ważkie wydarzenie, a kontratak Napieralskiego zmniejsza znaczenie tego gestu.
Dochodzi do I tury wyborów.
Przeanalizujmy teraz możliwości wyniku (hipotetycznie - bo wg mnie wynik wyborczy jak w tytule):
Komorowski nie zostaje prezydentem - mniejszy problem, jeśli w II turze przegra. Najnowsze wewnętrzne sondaże partyjne wskazują, że może stać się to w I turze.W przypadku przegranej kandydata PO nastąpi bardzo silna reakcja "depopularyzacji" Platformy. Oczywiście sondaże ten trend pokazywać będą (jeśli w ogóle) z opóźnieniem - jednak będzie to krok dalej po równi pochyłej, która rozpoczęła się po 10 kwietnia.
W przypadku wygranej Kaczyńskiego - jego zwolennicy dodatkowo się zintegrują i poczują siłę tłumu. Jeśli teraz PiS będzie umiał psychologicznie wykorzystać impet wyborców - zdarzyć się mogą różne dziwne rzeczy.
Porażka Platformy z drugiej strony wpłynie dezintegrująco na już z lekka rozmontowany aferą hazardową układ polityczny. Szukanie winnych i wzajemnie oskarżenia co najmniej odbiorą impet i odwrócą uwagę od odzyskiwania poparcia, a być może nawet doprowadzą do podziałów w PO. Dodatkowo PSL widząc, że w czasie koalicji z PO poparcie im spada, a po rozpoczęciu dystansowania się od PO w czasie wyborów prezydenckich po zauważeniu wzrostu poparcia - podejmie (w imię wyborów samorządowych) działania separujące od PO, z rozpadem koalicji włącznie.
Jeden z tych trzech czynników - lub dowolna ich kombinacja może doprowadzić do destabilizacji sceny politycznej i nawet do przedterminowych wyborów. I to nawet w ciągu kilku miesięcy od wyborów prezydenckich.
Teraz już jednak nie możemy liczyć na spełnienie obietnicy Platformy, że z powodu prezydencji POlski w UE sami przyśpieszą wybory.
Oczywiście - wybory przedterminowe ogłosi Prezydent Kaczyński - i pewnie zrobi to z przyjemnością (mimo, że całkowicie zgodnie z prawem).
Nie chcę wnikać w tej analizie w dokładne przyczyny (konsytucyjne) takiego obrotu spraw - bo nastąpić musi wskutek zajścia bardzo określonych warunków.
Jeśli Prezydentem zostanie Komorowski - to może się to okazać jeszcze gorszą ewentualnością dla PO.
Człowiek który raz dziennie popełnia lapsus, a raz w miesiącu poważny błąd polityczny - będzie poważnym obciążeniem dla PO. Z drugiej strony indolencja i lenistwo Platformy jeśli chodzi o wprowadzanie nowych ustaw nie będzie miało usprawiedliwienia w "opozycyjnym" prezydencie.
Oczywiście mogą być podejmowane próby zamykania Komorowskiego w czterech ścianach Pałacu, jednak sądzę, iż poziom samozadowolenia Hrabiego Bronisława uniemożliwi jego "polityczne zakneblowanie".
I tak równia pochyła Bronisława stanie się również równią pochyła całej Platformy.
W tym przypadku PO dotrwa jakoś do wyborów (i być może PSL nawet się nie wyłamie z koalicji), jednak najbliższe wybory może przegrać z kretesem.
I tutaj porażka PO będzie zależeć tylko od PiS - jeśli opozycja popełni mniej błędów, niż prominenci PO, to wygraną ma w kieszeni.
Tymczasem PiS ma tylko jednego lidera, który właśnie najprawdopodobniej zostanie Prezydentem.
I tu zaczyna się nasza kolejna analiza poltyczna :).



Komentarze
Pokaż komentarze (8)