szymonn szymonn
314
BLOG

(Prawie) wszystkie błędy PiS-u

szymonn szymonn Polityka Obserwuj notkę 0

Obiecywałem przed finiszem wyborów prezydenckich analizę polityczną i prognozę przyszłości Prawa i Sprawiedliwości. Z różnych powodów taka analiza nie znalazła się u mnie na blogu. Może i lepiej, bo aktualne wydarzenia tworzą nową rzeczywistość, która nieco zmienia kierunek, w jakim (jak sądzę) zmierza PiS.
Truizmem jest stwierdzenie, że PiS to Jarosław Kaczyński. To on stworzył ten ambitny projekt zmiany polskiej rzeczywistości politycznej. To on prowadził partię wśród zwycięstw. To on jest pierwszym recenzentem poczynań Platformy Obywatelskiej - kiedy ta rządzi.
Jest pasterzem swojej partii, jej liderem i wyrocznią. I nie jest to żadna ironia - a jedynie stwierdzenie faktu.

Jest to również pokazanie największej słabości PiS - ponieważ osłabienie jakości działań Kaczyńskiego może zagrozić istnieniu jego partii - ukochanego dziecka.

Dlatego uzasadniony niepokój wśród zwolenników PiS budzą ostatnie poczynania Prezesa. Kolejne przegrane wybory (to już trzecie) każą zapytać, gdzie tkwi przyczyna tego pochodu pośród klęsk wyborczych?

Moja analiza oparta jest na wiedzy "gazetowej" - nie widziałem nigdy jak działa sztab wyborczy PiS, dlatego opieram się na przesłankach i "przesłuchach" od ludzi, którzy w sztabie pracowali i często mówili o swoich doświadczeniach publicznie (lub prywatnie).

Otóż siła Jarosława Kaczyńskiego (a zatem i PiS) nie leży tam, gdzie ją upatruje. To nie walka ze wszystkimi, to nie ciągłe ataki są przyczyną, dla której PiS ma nadal znaczące poparcie.
To mimo niszczącego uwikłania w szarpanie się z Platformą, to mimo niejednokrotnie nieprzemyślanych wypowiedzi polityków PiS - ludzie popierają tę partię. Popierają dlatego, że nie widzą żadnej alternatywy.

Wracają jednak do przegranych kampanii - tam tkwi źródło wiedzy o tym, w jaki sposób można osiągnąć zwycięstwo.
Dlatego (ponieważ również nie widzę alternatywy dla PiS na polsiej scenie politycznej) przedstawię swoją analizę w nadziei, że prominentni politycy Prawa i Sprawiedliwości (w tym może i sam Prezes) zechcą zastanowić się i wyciągnąć własne wnioski z moich przemyśleń.

Kampania w 2007 roku


PiS na własne życzenie doprowadza do wyborczego "sprawdzam" - czyli do wyborów parlamentarnych.
Zatrzymam się tu na chwilę nad tym elementem - jest to jedyna partia na scenie politycznej po 1989 r., która dobrowolnie "oddała" zdobytą władzę w ręcę ludu - w celu wyborczej weryfikacji.
Dotychczas żadna partia nie skróciła kadencji sejmu w obliczu i wobec prawdopodobieństwa klęski wyborczej (przypomnijcie sobie ataki różnych gadzinówek typu GW, nagłaśnianych "afer" TVN-u).
Dlatego dla mnie jest to największy dowód na to, że PiS nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek totalitaryzmem, absolutyzmem, czy innymi "izmami" zarzucanymi przez opłacanych durniów z Wybiórczej.
Ten jeden krok dowodzi, że to partia na wskroś demokratyczna, a Jarosław Kaczyński właśnie dla ratowania demokracji przed warchołami w rodzaju Leppera czy Giertycha dobrowolnie oddał swoją władzę i wkroczył na ścieżkę, która doprowadziła do obecnej sytuacji - samotności i poczucia klęski.
Dlacego jednak ten wyborczy sprawdzian zakończył się pierwszą znaczącą porażką PiS? oczywiście jedną z ważniejszych przyczyn była nieustanna nagonka dobrze opłacanych szmat dziennikarskich i równie usłużnych polityków z różnych partii politycznych.
Ale to nie jest dla mnie główna przyczyna. Pierwszą przyczyną był atak na PO z okazji złapania na gorącym uczynku (amerykanie mają na to piękne określenie "redhanded") korupcji - Beaty Sawickiej z Platformy.

Tu mała dygresja - mój znajomy magik od marketingu politycznego zawsze mi powtarza, że wybory to nie jest przeciąganie przekonanych do nas (i przekonanych do przeciwnika). To nie jest przekonywanie przekonanych.
Wybory do próba pozyskania niezdecydowanych, wahających się, nie wiedzących na kogo głosować.
Z tego punktu widzenia atak na Beatę Sawicką dokonany przez prominentów PiS (lub osób bardzo silnie kojarzonych z tą partią) - był przeciwskuteczny.
Tak naprawdę to on spowodował odwrócenie się wahających sie od PiS (lub wręcz zagłosowanie PRZECIWKO tej partii) - w poczuciu wmówionej przez media obawy, że PiS to państwo policyjne.
Sposób ataku przeciwnika politycznego i błyskawiczna kontra PR-owców PO (słynne łzy Sawickiej) odebrała zwycięstwo Prawu i Sprawiedliwości.
Jestem o tym przekonany i żadne rewelacje marketingowców politycznych nie przekonają mnie, że brudne wyborcze sztuczki w rodzaju "dziadka z Wermachtu", czy sprawy Beaty Sawickiej mogą zadziałać więcej niż jeden raz.
Przeciwnik szybko się uczy i tylko po raz pierwszy (w przypadku ataku Kurskiego na Tuska) niewłaściwie zareagował.
Kolejne ataki tego typu specjaliści Platformy odpierali z łatwością zadając druzgocące straty Kaczyńskiemu.
W wyborach prezydenckich 2010 Kaczyński stał się zwycięzcą (mimo przegranej), ponieważ tego typu brudne sztuczki się w jego otoczeniu nie pojawiły.

Postaram się rozwinąć myśl o szkodliwości ataków poniżej pasa - oczywiście zgadzam się z częścią tez magików od marketingu politycznego, że takie brudne sztuczki są skuteczne. Ale tylko w ściśle określonych warunkach - kiedy media są po naszej stronie (naświetlą odpowiedni kontekst ataku) i kiedy atak wychodzi ze strony NIEKOJARZONEJ z korzystającą na ataku partią polityczną.

Optymalnie jest, kiedy atak przypuszcza osoba prywatna niezaangażowana w politykę (vide Jarucka), organizacja nei kojarzona z walczącymi partiami. Wtedy skuteczność jest największa i siła rykoszetu praktycznie zerowa.

PiS nigdy takich warunków nie uwzględniał, a ataki praktycznie zawsze szły od osób oficjalnie związanych z tą partią (wyjątkiem jest kampania prezydencka 2010 - o czym szerzej za chwilę w post scriptum).

Ludzi nie lubią skrajności, nie lubią agresji w telewizji i nie lubią ludzi, którzy doprowadzają kobiety do łez. Dlatego mniej zdecydowani wyborcy odwrócili się od PiS i poszli na wybory głosować na Platformę.

Nie od rzeczy byłoby wspomnieć o autorach tej kampanii i o sposobie jej realizowania. Z przesłuchów któe do mnie dochodziły, wynika, że kampania 2007 w przeciwieństwie do kampanii wyborczych w 2005 r. miała być wyłącznym zwycięstwem Bielana i Kamińskiego. Te dwa złe duchy PiS-u zasługują na szersze przedstawienie.

Są to dla mnie osoby o wątpliwej moralności i uczciwości. Z całym przekonaniem mógłbym powiedzieć, że są to osoby najmniej uczciwe w gronie członków tej partii.
NIestety są to także ludzie, którzy potrafili się wkraść w łaski Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Prezesa PiS.
Nie powinniśmy osądzać ludzi na podstawie plotek, ale w gronie członków PiS popularna jest teza, że Bielan/Kamiński (któryś z nich) stał za aferą korupcyjną Lipca (Ministra Sportu). To z jednym z panów Tomasz Lipiec się konsultował w zakresie "prowizji" przy stoliku kawiarnianym.
Niestety (kolejna plotka) podobno winowajca klękał i płakał przed swoim chlebodawcą (Lechem Kaczyńskim) i w końcu nie został ukarany wyrzuceniem z pracy oraz z partii.
Będąc zwolennikiem uczciwości w polityce - osobiście żałuję, kiedy ludzie tacy unikają zasłużonej kary.
Wracając do kampanii parlamentarnej w 2007 - obaj panowie byli przekonani, że będzie to kampania zwycięska, dlatego postanowili zagarnąć całą zasługę dla siebie i nie dzielić się z nikim.
Dlatego sposób działania sztabu wyborczego i podejście Bielana i Kamińskiego powodowały, że chętni do współpracy w walce wyborczej byli raczej odstraszani i zniechęcani.
W końcu sukces miał mieć tylko dwóćh ojców.
Taki "izolacjonizm" moim zdaniem nigdy nie przynosi właściwych efektów, dlatego przyczynił się jako kolejny element do porażki wyborczej.

Polityka to gra zespołowa, w której działania są tak dobre, jak suma umiejętności, talentów i działań wszystkich członków zespołu.

Kampania 2009, czyli  kolejne wybory - do parlamentu europejskiego

Uważam, że tak dobry wynik PO (44,43%) i przewaga nad PiS (27,4%) był odzwierciedleniem ówczesnych sondaży. Dodatkowo PO przed wyborami dokonała pewnych przekazów (w szczególności sprzedaż stoczni), które po wyborach okazały się kłamstwem. Nie było wtedy również w narodzie akceptacji dla piętnowania korupcji w Platformie.
Dodatkowo "rozgrzany" sąd zakazał publikowania na zlecenie PiS prawdziwych i opartych na twardych faktach oskarżeń  o korupcję (i to już nie tylko "polityczną").
Przypomnę - w spocie PiS zakazanym przez sąd pokazany jest Misiak i 48 mln złotych na zlecenie "szkoleń" dla pracowników upadających stoczni. Jest pokazana Hanna Gronkiewicz-Waltz, która dała swoim pracownikom (Urząd miasta Warszawa) ogromne pieniądze (58 mln złotych) i zleceń dla żony ministra Grada (50 mln złotych).
Te zarzuty są oczywiście obecnie jeszcze bardziej uzasadnione (przypomnę ostatnie informacje prasowe).

Być może jednak PiS-owi nie pomogły te spoty (mimo, że ja osobiście widzę nagą prawdę zawartą w zarzutach), a więc nie przyniosły dodatkowych głosów ponad sondażowe 27%.

Kampania 2010 - wybory prezydenckie i marnowany potencjał


I tak dochodzimy do szczególnych wyborów prezydenckich z 2010 r. Szczególnych z powodu przyczyny - tragicznej śmierci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w katastrofie lotniczej w Smoleńsku.
Atmosfera panująca po katastrofie dała wiele atutów Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Żałoba i refleksje wielu ludzi doprowadziły do osłabienia lub wręcz zneutralizowania nagonki na PiS, kampanii pomówień, kłamstw i oszczerstw mediów mainstreamowych.

To była szczególna sytuacja i wymagała szczególnej kampanii.
Jarosław Kaczyński - wbrew swoim żalom - doskonale się dostosował do panującej atmosfery i osiągnął maksimum tego, co mógł osiągnąć w tak krótkim czasie kampanii.
Uważam, że to najlepsza kampania PiS po 2005 roku.


Po pierwsze - atmosfera żałoby wymagała stonowanych działań. Pokrzykiwanie o nieudolności rządu w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy smoleńskiej - mogło być bardzo źle odebrane przez media, a poprzez media przez wyborców.
Już wyjaśniam dlaczego - polityk - a w szczególności mąż stanu (jedyny w Polsce), za jakiego uważam Jarosława Kaczyńskiego - powinien kierować się dobrem kraju.
Tymczasem poruszanie przez Jarosława Kaczyńskiego tematu śmierci Brata niebezpiecznie trąca nuty "prywaty" i w ten sposób może być wykorzystana przez nieprzychylne media.
Dobrze więc, aby atakowaniem rządu, za jego skandaliczne zaniedbania w śledztwie smoleńskim zajmowały się inne osoby - w szczególności członkowie rodzin ofiar.
Również wykorzystywanie tragedii w sposób jaki to czynił KOmorowski (oficjalne wizyty na grobie śp. Prezydenta) mogły być negatywnie odebrane (liczy się wrażenie) przez wyborców ogłupianych przez wspomniane media.

W tak trudnej sytuacji nie można było moim zdaniem podnosić głosu i prezentować zachowań, które mogły być nazwane agresywnymi przez przeciwników.

Kampania prezydencka okazała się sukcesem także w innym zakresie - oto pokazała, że wizerunek Kaczyńskiego jako stonowanego męża stanu - jest tym, co może przyciągnąć wahających się wyborców.
Prosta analiza zresztą potwierdza tę tezę - przecież PO ma tak wielu wyborców nie dlatego, że rządzi idealnie. Po prostu większość z głosujących na Platformę obawia się "agresji" PiS i "dyktatury" Kaczyńskiego (biorąc pod uwagę przyczyny rozpisania wyborów w 2007 r. - jest to niezwykle zabawne kłamstwo).
Pokazanie "ludzkiego" oblicza przez Kaczyńskiego i zaprzestanie jakichkolwiek nieprzemyślanych, atakujących wypowiedzi przez Prezesa PiS to jedyna droga do zwycięstwa. W wyborach prezydenckich zabrakło może dwóch tygodni, aby ta teza się potwierdziła.

I tu kolejna dygresja - brak myślenia długofalowego w PiS i przygotowywania analiz pokazały wypowiedzi pojedynczych (na szczęście) polityków tej partii, że nie powinno się przełożyć wyborów z powodu powodzi.

To był jedyny czynnik, który mógł doprowadzić do zwycięstwa Kaczyńskiego - doprowadzenie do przełożenia daty głosowania - czyli gra na czas. Tym bardziej, że PO w obawie przezd spadającym poparciem bezwzględnie dążyła do zignorowania prawa w tym zakresie - co mogło być skutecznie wypunktowane przez PiS (gdyby nie nieprzemyślana wypowiedź posła PiS - imię jego litościwie pominę).
Nieustanne wpadki Komorowskiego - gafy przy każdej praktycznie wypowiedzi - tworzyły przyjazny grunt dla rozsądnego, wyważonego męża stanu - jakim na chwilę stał się Kaczyński. Dlatego tak wielu wyborców zagłosowało na niego - nawet mimo, że wielu wyborców nie uwierzyło w tak nagłą i całkowitą przemianę. Uwierzyliby - gdyby czas potwierdził tę transformację. Ten czas dałby zwycięstwo Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Tymczasem po wyborach w publicznie cytowanych i komentowanych wypowiedziach Jarosław Kaczyński udowodnił, że zmiana w wyważonego męża stanu była wyłącznie grą wyborczą.
W ten sposób podwójnie zniechęcił ludzi spoza grona żelaznego elektoratu - pokazał sie jako polityk nieszczery, koniunkturalista, a także pokazał, że nadal jest politykiem małostkowym, agresywnym, atakującym (mówimy oczywiście o wizerunku wykreowanym przez nieprzychylne media).
Ten negatywny wizerunek potwierdziły jeszcze zbyt pochopne wypowiedzi i decyzje w stosunku do członków PiS - w szczególności zawieszenie Elżbiety Jakubiak.
O Migalskim i jego "medialnej" dyskusji (która była raczej prowokacją niż dyskusją) na temat błędów Kaczyńskiego - nie warto nawet rozmawiać. Ten człowiek stworzył sobie iluzję demokracji w partii politycznej (i nie mówię tu tylko o PiS) - która z natury demokratyczna nie jest (chodzi o mechanizmy rządzące polityką - bo również demokracji nie ma w PO, czy innych partiach obecnych na polskiej scenie). Jak każda iluzja - także ta doprowadziła go na manowce i poza politykę.

Uważam jednak, że dowodem na trwałość przemiany (przemiany pozytywnej - jeszcze raz to podkreślam) byłoby odpuszczenie Elżbiecie Jakubiak i nawet Migalskiemu. To byłby dowód na to, że Kaczyński jest jednak mężem stanu, który nie boi się zagrożenia (w istocie pozornego zagrożenia), jakim są słowa krytyki.

Urlop Kaczyńskiego to szansa, aby przemyślał decyzję i wybory od 2005 roku i wyciągnął wnioski z błedów - jakie zostały popełnione. Co więcej, warto również wyciągnąć wnioski z nieoptymalnych decyzji (które nie były błędami - bo często były podejmowane w oparciu o fragmentaryczną wiedzę).

Dla mnie oczywistym wnioskiem jest to, że PiS, aby zwyciężyć - musi zrewidować swój modus operandi (sposób działania).
Od teraz Kaczyński powinien pracować nad wykreowaniem nowego wizerunku spójnego z tym z okresu wyborów prezydenckich. Wizerunku męża stanu

Powinien też odrzucić podszepty durniów - którzy twierdzą, że agresja zwycięża wybory. Nigdy, jeśli agresja ta jest formułowana przez lidera, przywódcy nadającego ton i charakter partii.
Ludzie nie chcą głosować na skompromitowanych polityków. Ale ludzie o wiele bardziej nie chcą głosować na agresywnych, emanujących "przemocą polityczną" przywódców, którzy ten wizerunek przekazują swojej partii.

Gwarantuję, że wyborcy zagłosują na złodzieja, a nie na polityka nazywanego w niechętnych mediach "ziejącym nienawiścią". Czas zrozumieć, że ludzie wolą spokój, a okradanie państwa (jak długo to nie jest wyciąganie pieniędzy bezpośrednio z ich kieszeni) - to nie jest coś gwałcącego moralność przeciętnego wyborcy.

Oczywiście elementy agresji i kompromitowania przeciwników to ważny element kampanii wyborczej - ale w tym zakresie Kaczyński powinien wziąć przykład z PO - które ma Palikota - nie kojarzonego z Tuskiem, a jednocześnie w sposób skandaliczny i niedopuszczalny (oraz całkowicie bezpodstawny) atakującego przeciwników Platformy.
Ta formuła - dobry szef i zły błazen - to jedyna forma, jaka sprawdza się w przypadku strategii kompromitowania przeciwnika.
Czas w końcu to zrozumieć, drodzy politycy Prawa i Sprawiedliwości.




Na koniec - małe post scriptum:

WIelkim zwycięstwem (które nie zostało w ogóle docenione) w wyborach prezydenckich 2010 było wykorzystanie przez przeciwników Komorowskiego internetu. Strony Facebooka poświęcone wpadkom zwycięskiego kandydata skutecznie odebrały mu głosy. Smiem twierdzić, że gdyby PiS skutecznie rozegrał sprawę przesunięcia wyborów z powodu klęski żywiołowej - prezydentem zostałby Kaczyński (tak szybko spadało poparcie dla Komorowskiego).
Strony Facebooka wyśmiewające Komorowskiego miały jedną ogromną zaletę - były prowadzone przez osoby nie kojarzone z PiS, a więc nie można było przypisać tej partii "brudnych zagrań" pod adresem przeciwnika.
Tymczasem sam sposób prezentacji zachowania Komorowskiego uderzał w najważniejszy element wizerunku Prezydenta - pokazywał, że Bronisław Komorowski będzie kompromitował ten urząd (co niestety się potwierdziło).
Patrząc na niebywałą skuteczność tego typu kampanii wśród potencjalnych wyborców "do pozyskania" - czyli młodych ludzi popierających w wyborach 2007 r. Platformę Obywatelską - internautów, ludzi aktywnie poszukujących ciekawych informacji - można powiedzieć, że to jest przyszłość naprawdę skutecznych kampanii (i nie chodzi tu o skupienie się na kanale internetowym, a raczej o umiejętne nadawanie nagatywnego przekazu o kontrkandydacie w sposób unikający wiązania ataku z korzystającą na ataku partią polityczną).

Prowadzenie kampanii w internecie, kampanii przyciągających niezdecydowanych - jest jednak przedsięwzięciem, które kosztuje i wymaga odpowiedniego zaplanowania (z dużym wyprzedzenie). Warto przeznaczyć na ten cel jednak środki i planować takie działania, ponieważ efekty są nieporównanie większe niż w przypadku większości znanych mi form perswazji wyborczej i kanałów przekazu.

Co również dedykuję politykom PiS - którzy jak słyszałem nawet niechętnie wydają pieniądze na sondaże.
To jest również inny problem (niechęć do korzystania z doradców ds. PR-u i sondaży) - który cechuje władze Prawa i Sprawiedliwości. Opiszę go przy następnej okazji.

szymonn
O mnie szymonn

Protestuję przeciwko cenzurze na Salon24.Pozdrawiam uprzejmie wszystkich, dla których wolność słowa ma jakąś wartość, a zdrowy rozsądek jest cenny :-D.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka