szymonn szymonn
826
BLOG

Rząd PO w zmowie z Królem Dopalaczy?

szymonn szymonn Polityka Obserwuj notkę 24

Czytam prasówkę i mam deja vu.

Przypomina mi się definicja czasów jedynie niesłusznych: „socjalizm to system, który dzielnie rozwiązuje problemy nie występujące w żadnym innym systemie”.

Dziś bogatszy o 21 lat w życiorysie patrzę na Tuska i myślę: „Platforma to partia która dzielnie i stanowczo rozwiązuje problemy wykreowane przez własnych PR-owców”.

Chodzi oczywiście o handel dopalaczami.

Prześledźmy tło historyczne tego ogromnego problemu, większego niż dziura budżetowa albo dług publiczny (Prezydent Komorowski mi świadkiem, że to jedno i to samo).

Najpierw pojawiły się doniesienia. Przerażające w swojej treści. Jeżące włos na głowach rodziców zatroskanych o zdrowie i życie swoich małoletnich pociech.

Że na rynku sprzedawane są dopalacze – substancje psychoaktywne, których sprzedaż (jeszcze) nie jest zabroniona. Preparaty te dostępne są jako tzw. produkty kolekcjonerskie lub nawóz dla roślin (tak donoszą media). Tymczasem prawdziwe ich przeznaczenie jest inne – otóż służą one młodzieży do zażywania i odurzania się tymi substancjami o często nieznanym składzie i działaniu.

 

To jest diagnoza problemu dokonana przez media.

 

A teraz spojrzyjmy na sprawę okiem socjologa i psychologa.

Wszyscy znamy, a nawet powinniśmy byli przeczytać książkę „Cierpienia młodego Wertera”. To, czego nie wiemy – to fakt, że po jej wydaniu w 1774 r. wzrosła znacząco liczba samobójstw dokonywanych przez młodych ludzi będących pod wrażeniem tego dziełka.

Efekt ten został nazwany przez niejakiego Davida Philipsa w 200 lat po opublikowaniu książki dość dobrze zbadany i nazwany „efektem Wertera”. Polega on z grubsza na wzroście liczby zamachów na własne życie o nawet 1000% w przypadku, kiedy samobójstwo popełni sławna osoba (i fakt ten zostanie rozreklamowany przez media).

Dlaczego o tym wspominam? Sklepiki z dopalaczami byłyby nadal rzadko odwiedzanymi miejscami – wyłącznie przez osoby wtajemniczone, gdyby nie nasz dzielny Premier.

To jemu Król Dopalaczy zawdzięcza co najmniej część swojej rosnącej fortuny. To dzięki wypowiedzianej przez Donalda Tuska wojnie sklepom z dopalaczami liczba korzystających z tych preparatów gwałtownie rośnie. Czy można sobie bowiem wyobrazić lepszą reklamę, niż cytowaną w prime time'ie i przez wszystkie media „antyreklamę” praktycznie najważniejszego człowieka w państwie (Bronka Wpadki nie uwzględniamy w tym rankingu).

Po czymś takim w najmniejszej Wólce dzieci od 13 roku życia z telewizora dowiedziały się, że można legalnie kupić narkotyki.

Dlatego od niedawna nie trzeba „ujawnień” przez policję zatrucia dopalaczem (które potem okazuje się zawałem, a dopalacz to zestarzałe resztki tabletek energetycznych w kieszeni) – młodzież dzięki zakazom polityków tłumnie ruszyła do sklepów spróbować tego, czego im się tak gorliwie zakazuje.

Normalna reakcja chciałoby się powiedzieć. I niestety tragiczne efekty beztroski polityków.

 

Porzucając jednak ten poważny ton powróćmy do komedii po tytułem „walka z dopalaczami” i zacytujmy najzabawniejsze fragmenty prowokowanych przez PO artykułów:

  • dla jasności – we wszystkich mediach wspomina się, że zatrucia dopalaczami są niezwykle trudne (wręcz niemożliwe) do zewidencjonowania – ponieważ nie do 1 października nie prowadzono takich statystyk w szpitalach.

 

 

No ale wróćmy do mediów. Podają takie „rewelacje” (PAP):

 

Zmarł 32-letni mężczyzna z Kępna (woj. wielkopolskie), który prawdopodobnie zażył dopalacze - poinformował w niedzielę PAP rzecznik Komendanta Głównego Policji Mariusz Sokołowski.

Policja podała, że mężczyzna poczuł się źle i poinformował ojca, że wcześniej zażywał dopalacze. Opakowania po nich znaleziono w ubraniu.

Zwróćmy uwagę na zdanie „policja podała, że mężczyzna ..... poinformował ojca, że wcześniej zażywał dopalacze”.

Kolejne wiadomości pokazały prawdomówność (lub kompetencje) pana Sokołowskiego i spółki (PAP):

32-letni mężczyzna, który zmarł wczoraj nad ranem w szpitalu w Kępnie w Wielkopolsce, nie zażywał wcześniej dopalaczy. Wykluczyła to sekcja zwłok - podała wielkopolska policja.
Jak powiedział Romuald Piecuch z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, mężczyzna cierpiał od dzieciństwa na chorobę serca, a fiolka, którą znaleziono w jego kieszeni, zawierała resztki zaschniętego środka energetyzującego, a nie dopalacza.

 

Ciekawe są wypowiedzi polityków:

 

Głos w sprawie zabrał również Wojewoda Mazowiecki Jacek Kozłowski. W swoim oświadczeniu, porównał on dopalacze do narkotyków, wskazując na falę zatruć, która ostatnio wstrząsnęła opinią publiczną. Zwrócił się także z prośbą do wszystkich mieszkańców:

"Obserwujmy otoczenie, alarmujmy, gdy w okolicy sprzedawane są środki odurzające. Policja sprawdzi każdy sygnał o sklepach i innych miejscach z tymi substancjami. Informując, działamy przeciwko tym, którzy szkodzą naszym dzieciom."

 

Ja się pytam, co to za fala? Przy uwzględnieniu faktu, że zatrucie dopalaczami nie było ewidencjonowane? Czy policja posiada szósty zmysł w tym zakresie? A może dane te zostały określone za pomocą podsłuchów zainstalowanych u wszystkich osób poniżej trzydziestki?

A jeszcze lepszy jest komentarz o fali zatruć, która ostatnio wstrząsnęła opinią publiczną. Jak już to wstrząsnęła mediami i kontami Platformy – które zostały odchudzone o kwoty dla doradców PR-owych za odwrócenie uwagi wyborców od katastrofalnej sytuacji finansów publicznych.

 

Przypomnijmy także, że akcja plombowania sklepów z dopalaczami na szeroką skalę została rozpoczęta 2 października – w sobotę. Na jakiej podstawie?

Odpowiada na to tvp.info:

Decyzja Generalnego Inspektora Sanitarnego o zakazie sprzedaży dopalaczy opierała się na opinii resortu zdrowia uznającej handel tymi produktami za „zagrożenie dla zdrowia publicznego”. Resort zdrowia nie ma jednak ekspertyz łączących konkretny przypadek zatrucia z zażyciem określonego dopalacza.

Oczywiście nie ma także statystyk dotyczących liczby zatruć z powodu zażycia dopalaczy (sprzed 1 października). Nikt rozsądny nie może stwierdzić, że dane z jednego tylko dnia (1 października) mogły być podstawą do decyzji GIS o zaplombowaniu sklepów z dopalaczami.

 

 

Ale idźmy dalej (z tvp.info):

Wojna z dopalaczami może być jeszcze trudniejsza niż się politykom wydaje. W grudniu ubiegłego roku poznańska prokuratura okręgowa umorzyła śledztwo związane z handlem dopalaczami. Postępowanie wszczęto w styczniu 2009 r. w sprawie „sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez wprowadzenie do obrotu szkodliwych dla zdrowia substancji w postaci tzw. dopalaczy”.

 

W hurtowni pod Poznaniem policjanci zabezpieczyli ponad 60 tys. torebek z legalnymi narkotykami. Wszystkie zostały przebadane przez biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej i okazało się, że żaden nie zawierał zakazanych prawem substancji. Jednocześnie biegli działający na zlecenie śledczych orzekli, że „obecny stan wiedzy nie pozwala na jednoznaczne określenie realnych zagrożeń dla życia lub zdrowia człowieka po zażyciu badanych preparatów, można je przewidzieć jedynie hipotetycznie, a dla stwierdzenia przestępstwa koniecznym jest, aby istniało realne zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzkiego, mogące spowodować śmierć lub kalectwo człowieka”.

 

W Polsce nie ma prawa precedensu, jednak dystrybutorzy dopalaczy mogą wykorzystać ekspertyzy biegłych sporządzone na zlecenie poznańskiej prokuratury. Tym bardziej, że wojna z dopalaczami prowadzona jest pod hasłem zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi

 

 

W ten sposób decyzja Głównego Inspektora Sanitarnego o zamknięciu sklepów z dopalaczami została podjęta z naruszeniem prawa (bo bez żadnych podstaw).

Co więcej, stanowi złamanie prawa i to pod wpływem nacisków Premiera. Co oznacza niedopuszczalne ingerowanie Donalda Tuska w funkcjonowanie placówek sanitarno-epidemiologicznych w celu zmuszenia do podjęcia bezprawnych działań. Nie jestem prawnikiem, ale dla mnie to wygląda na przestępstwo urzędnicze i ręczne sterowanie podległymi rządowi jednostkami administracyjnymi.

 

Kto pierwszy zgłosi do prokuratury?

 

Nienormalna jest głupota polityków, którzy dla efektów PR-owych – czyli „wygrania” z problemem, który sami wykreowali - nie wahają się łamać w biały dzień prawa.

Czymże bowiem, jak nie łamaniem prawa, zamachem na demokrację i ciężkim naruszeniem wolności gospodarczej – jest zamknięcie i zaplombowanie sklepów bez żadnych podstaw (no chyba że za podstawę uważamy bełkot pani Kopacz o „zagrożeniu zdrowia publicznego”)?

 

Równie dobrze można uznać służbę zdrowia za zagrożenie zdrowia publicznego, bo z powodu usług zdrowotnych ginie (a nie tylko traci zdrowie) wielokrotnie więcej osób niż te 83 osoby zatrute dopalaczami w okresie od 1 do 5 października.

Czy sanepid zaplombuje szpitale?

 

Polska paranoja jest zabawna – kiedy patrzymy z boku, ale przecież większość z nas tkwi po uszy w tym bagnie pełnym błędnych ogników platformerskiej ściemy.

Nie mogę jednak się beztrosko śmiać, bo bezpośrednie i pośrednie skutki zabawy Platformy w politykę są niezbyt zabawne. Zobaczmy – przez dwa lata nie zrobiono NIC w sprawie walki z dopalaczami. Licząc według stawki 83 osoby w ciągu 5 dni – w tym okresie nieróbstwa Tuska zatruło się dopalaczami 12 tys. osób. Nie jest to jednak wiarygodna liczba – pamiętajmy, że ostatnio spożycie dopalaczy wzrosło wielokrotnie z powodu reklamy, jaką zrobiła tym specyfikom pani Kopacz i pan Tusk. Myślę, że realna liczba zatruć w tym okresie to ok. 4-5 tysięcy. To i tak sporo.

 

Tymczasem wprowadzenie prostej procedury (2 lata temu) ewidencjonowania zatruć dopalaczami i dokładne zbadanie (przez ekspertów) wpływu tych specyfików na zdrowie ludzkie mogłoby uchronić te 4 tysiące osób od zatrucia, a wielu spośród nich od śmierci.

 

To nadal nie nastąpiło. Pozorowane działania doprowadzą do wielomilionowych wyroków orzekających odszkodowania dla handlarzy trucizną. Miejmy tylko nadzieję, że przeznaczą te pieniądze na kolejne apartamenty i nowe auta - bo jeśli zainwestują pieniądze wyrwane Państwo w kolejne sklepiki, to...

Gdybym był bardziej cyniczny, w sposób graniczący z pewnością stwierdziłbym, że rząd Platformy musiał się dogadać z Królem Dopalaczy i jego kumplami. Najpierw zapewnił im darmową reklamę na cały kraj, a teraz zapewnia im wielomilionowe odszkodowania.

 

A wszystko z powodu zbliżających się wyborów i desperackiej potrzeby odniesienia choć najmniejszego sukcesu w pełnej katastrofalnych porażek polityce rządu.

Tylko dlaczego kosztem naszych dzieci?

szymonn
O mnie szymonn

Protestuję przeciwko cenzurze na Salon24.Pozdrawiam uprzejmie wszystkich, dla których wolność słowa ma jakąś wartość, a zdrowy rozsądek jest cenny :-D.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka