Asmodeus-Askarot, Rebel Without a Cause
Asmodeusz-Askarot byl mlodym, pelnym miotajacych go emocji mezczyzna,
trudno mu bylo sie znalezc w rygorach wspolczesnego swiata, znalezc sie zreszta chyba nie chial. Byl na podobienstwo Jamesa Deana, wiecznie zbuntowany, rebel without a cause. Byl poeta i nie zamierzal znizac sie do
zycia zwyklego, typowego, sredniego. On nie byl zwykly, nie byl typowy, nie byl sredni.
Od ponad roku mialem z nim salonowy kontakt. Wchodzil do mnie zeby sie rozladowac, widocznie potrzebne to bylo jego psychice zeby zostawic gdzies zla krew, zeby przejsc swoiste catharsis. W setkach komentarzy jakie zostawil u mnie nie zdarzylo mu sie ani razu byc merytorycznym, to przeciez on nie zamierzal byc merytorycznym, on byl poeta. I to wlasnie przyciagalo do niego rzesze przyjaciol, ludzi ktorym imponowal swoja inteligencja, swoim stylem, swoja arystokratyczna przeszloscia.
Przyjaciol mial wielu, wielu nasladowcow, dla niektorych byl przewodnikiem-guru, dla wiekszosci wzorem niezaleznosci. Asmodeusz-Askarot byl niezalezny, praktycznie od wszystkiego byl niezalezny, w tym wszystkim jednak poetycki i wyjatkowy. Szkoda ze odszedl.


Komentarze
Pokaż komentarze (124)