List otwarty do tych co ze mna dyskutowali ostatnio, w szczegolnosci do Ekwidystanty.
Przez kilka dni moj internet wysiadl zupelnie, nie moglem wchodzic w dyskusje i wyjasniac swojego stanowiska, jak w normalnych warunkach bym wyjasnial. Wszystkich zawiedzonych, rozgoryczonych, oburzonych i rozczarowanych przepraszam. Nie unikalem dyskusji, nie moglem w niej brac udzialu z przyczyn ode mnie niezaleznych.
Poprzednia moja notka byla w formie eulogy, nie zamierzalem wtracac w nia ocen, ktore nie pasowalyby do tej formy. Nawet w sytuacji gdy bylem atakowany za tzw
“szarganie swietosci” nie odpowiadalem tak jak w innej sytuacji pewnie bylbym
sklonny, nie uwazalem ze chwila byla do tego odpowiednia.
Obecnie sytuacja zmienila sie nieco, uplyw kilku dni pozwala mi na wytlumaczenie sie z zarzutu jaki przewijal sie w wielu komentarzach. Ta notka juz nie jest eulogy.
Ekwidystanto, jesli to czytasz.
Rzeczywiscie Asmodeusza-Askarota nie znalem dobrze, nie mialem mozliwosci dokonac pelnej oceny jego zdolnosci intelektualnych, jego wiedzy i doswiadczenia zyciowego, jego stanu emocjonalnego i tego jaki byl na codzien, jaki od swieta, jak
reagowal na spotykajace go niepowodzenia, jaki byl dla przyjaciol.
Moj kontakt z Askarotem nastapil przypadkowo, komentowalem cos u zaprzyjaznionej z nim wowczas blogerki, ni stad ni zowad, w dwoch slowach (moze trzech, bardzo jednak dosadnie) obrazil mnie i nie staral sie tego w jakikolwiek sposob uzasadnic, ani wytlumaczyc z czym sie ewentualnie nie zgadzal, ani dlaczego zareagowal bluzgiem. Pozniej, gdy domagalem sie wytlumaczenia, nie reagowal, nie odpowiadal, schowal sie pod ziemie i go nie bylo.
No wiec czy nie moglem w oparciu o ten krotki incident wysnuc wnioskow dotyczacych jego osoby?
Moglem i wysnulem. Nie byl na tyle inteligentny zeby argumentowac cokolwiek, nie mial wiedzy w dyskutowanym temacie i sadzil ze bluzg taka argumentacje zastepuje. Byl czlowiekiem ktory nie wiedzac jak dyskutowac probowal zaistniec przez zniewazanie ludzi ktorych ocen nie podzielal.
Pozniej wielokrotnie zdarzalo sie nam scierac w roznych miejscach. Zdarzalo mi sie wchodzic do niego, czasami on wchodzil do mnie lub spotykalismy sie u kogos innego. Nigdy nie dyskutowalismy czegokolwiek, on nigdy nie uzywal argumentow, wylacznie obelgi, nawet wowczas gdy ja bylem
merytoryczny i zachecalem go do wypowiedzi merytorycznych (do bycia
merytorycznym zachecalem go zawsze).
Poznalem wiec, ze on nie dyskutowal niczego, nigdy nie dyskutowal ze mna, czytalem rowniez wiele jego komentarzy skierowanych do innych osob i nie zdarzylo mi sie zauwazyc zeby dyskutowal cokolwiek z kimkolwiek. Jego komentarze mialy charakter jedno-dwuzdaniowych wypowiedzi, takie bla, bla o niczym, czesto z uzyciem slangu, byly nieistotna rozmowa, wymiana nieprzemyslanych zdan, nie przedstawialy jego stanowiska w sprawie. Jesli mial inne zdanie, ublizal, ale nie wyjasnial w czym mial inne zdanie i dlaczego uwazal ze bylo ono lepsze niz tej zelzonej przez niego osoby.
Do mnie wchodzil wylacznie po to zeby mnie obrazac. Nie interesowaly go tematy
przeze mnie poruszane i nie mial w nich wiedzy.
Byl on monstrualnym wrecz megalomanem, swoja wartosc budowal
w oparciu o pochodzenie i majatek. Wielokrotnie jego zarzutem wobec innych bylo
to ze “mieszkali w czworakach”, jako wartosc sama w sobie podnosil fakt ze
bylej zonie kupil samochod za kilkaset tysiecy, ze strzyzenie jego psow
kosztowalo wiecej niz srednia pensja krajowa. To byly tematy dla niego istotne,
to go nosilo i dowartosciowywalo, ci ktorzy cieszyli sie razem z nim tym czym
on sie cieszyl byli jego przyjaciolmi, ci ktorym bylo obojetne czy jego psy
zdobywaly nagrody na konkursach byli ciemniakami i holota z czworakow.
Wiec jesli nie znalem Askarota tak jak wielu innych blogowiczow go znalo, to przeciez to co o nim wiedzialem dawalo mi mozliwosc oceny jego osoby w miare dobrze. Moglem zorientowac sie, ze byl tzw “nieprzystosowanym”, nie uznawal kompromisow, oczekiwal ze kazdy przyzna mu racje, jesli nie, to nie cofal sie przed niczym. Kiedys, po roznych zlosliwosciach na jakie sobie wobec niego pozwolilem grozil, ze mnie “urzadzi”, “zalatwi”, nawet jesli to bylo pajacowanie, to przeciez to pajacowanie dawalo mi podstawe do oceny jego osobowosci.
W tym wszystkim byl poeta i niektore jego utwory wydawaly mi sie wartosciowe. Zamieszczal ciekawe fotografie, ciekawy art, interesowal sie w miare dobra muzyka i zamieszczal ja u siebie na blogu. Mial wiec cos do powiedzenia w dziedzinach artystycznych, poza nimi, nawet jesli mial, to trudno sie bylo w tym zorientowac bo wypowiadal sie wylacznie obelzywosciami i bluzgiem.
Gdy niedawno przeszukiwalem swoje komentarze, przypadkowo natknalem sie na komentarz Wladcy Kiru, w ktorym podsumowal moja notke krotkim, “masz racje”, bez slowa dlaczego mam racje, dlaczego tak uwaza, co sadzi na temat ogolnie i jakie ma zdanie w szczegolnosci. Podziekowalem mu za poparcie, ale go nawet nie zapamietalem, przecietny blogowicz probujacy oceniac innych, nie temat. Gdy mi ublizal jako Askarot, nie skojarzylem, ze to jest ta sama osoba.
Nie uwazam ze smierc czlowieka stawia go w lepszej sytuacji, powoduje ze oceny jego postepowania nie musza byc rzetelne, ze powinny byc wygladzone i cukierkowe. Rzetelnosc jest w moich oczach podstawowa wartoscia,
zawsze dokladam staran zeby byc rzetelnym, niezaleznie od okolicznosci. Mysle
ze ta notka wyjasnia moje stanowisko wystarczajaco.
Zamieszczam link do utworu ktory bardzo lubie i uwazam, ze jest on szczegolnie aktualny. Moge pomoc w przetlumaczeniu slow, rowniez wyjasnic odniesienia w nim zawarte, dla Polakow niezbyt zrozumiale.
Chaser, Eulogy Song http://www.youtube.com/watch?v=FtxqohNtLIg


Komentarze
Pokaż komentarze (2)