Czy wszyscy sedziowie biora a jesli tak, to co z tego?
Jestem pod wrazeniem dyskusji w jakiej niechcacy bralem udzial, spotkalem sie w niej z ocenami, ktore wczesniej juz wielokrotnie slyszalem, ale nie przyszlo mi do glowy ze moga one ciagle byc gloszone w miejscach publicznych, z “otwarta przylbica”, bez zawstydzenia i rumiencow.
Wracajac do tytulowego pytania, czy sedziowie biora? Jasne ze biora, w Polsce tylko ryba nie bierze, sedziowie wiec biora, jak wszyscy to wszyscy, babcia tez. Jesli ktos ma watpliwosci moze przejechac sie tramwajem i posluchac co ludzie mowia, tych bogatszych namawiam do przejechania sie taksowka i rozmawiania z taksowkarzem, o tym latwo sie dowiedziec na imprezach rodzinnych z udzialem ciotek i wujkow, dobrze sie wymienia poglady w czasie zbierania grzybow, u fryzjera, w poczekalniach lekarskich, (dla pan tylko i tych cholernych pedalow) u ginekologa, w milionach roznych miejsc ktorych wymienianie wydaje sie kontrproduktywne. Jesli juz, w ostatecznosci, ktos ciagle nie jest przekonany, niech sie zwroci do Salonowca Waldburga, on to wie na 100% i moze potwierdzic. Powszechne przekonanie jest ze biora, fama glosi a fama sie nie myli.
Ale czy tylko sedziowie biora? Ta sama fama glosi ze biora lekarze, dentysci, ksieza, urzednicy skarbowi i rozni inni urzednicy w tym urzednicy wszelkich nadzorow, komornicy, adwokaci, prokuratorzy, administratorzy szpitalni, stroze, salaciarze, naczelnicy gmin i naczelnicy urzedow pocztowych, pielegniarki i salowe w szpitalach, konduktorzy i policjanci, politycy, i oczywiscie geodeci jak rowniez masa innych etc, etc, etc. I nawet RRK bierze.
Nie ulega watpliwosci jak mawiala stara niania, lepiej brac niz nie brac***. Biora wszyscy i wszyscy o tym wiedza.Nasz system panstwowy polega na tym, ze wszyscy biora. Bierzemy nawet jako panstwo z koszyczka europejskiego, z radoscia wyciagamy rece (obie rece wyciagamy) po to co sie nam nalezy, jak posel Wojciechowski kiedys pieknie to napisal, jak psu zupa (niktchyba nie watpi ze posel Wojciechowski glupi nie jest, glowe to on ma nie od parady, choc w paradach tez uczestniczy).
Skoro wszyscy o tym wiemy, ze to jest fakt, a walczenie z faktami kiedys nieskutecznie propagowal Don Kichote (Don Quixote)i sromotnie przegral, to trzeba sie zastanowic nad skuteczna metoda akomodowania tego faktu stosownie do naszych potrzeb. Skoro wiadomo jest, ze zeby wygrac sprawe trzeba zaplacic, to czy te wydatki, naturalne i niezbedne, nie powinny byc wliczone w koszty przedsiewziecia? Czy nie jest dobra strategia rozliczanie sie z tego co sie dalo, wliczanie tego we wlasne wydatki, tak jakby to bylo w cenie, mimo, ze teoretycznie nie jest? Jesli wiec koszty prowadzenia sprawy w
sadzie sa np 10 tys polskich zlotych, a to co biora ci, ktorzy moga brac, wynosi kolejne 10 tys, to czy nie mozna lacznie rozliczac tych kosztow jako 20 tys i wszelkich rachunkow opierac na takich wlasnie rozliczeniach? I po co sie strzepic, po co z tym walczyc, skoro wszyscy biora, to ten co daje, predzej czy pozniej sobie odbierze bo jemu tez dadza?
***Stara niania mawiala cos nieco innego, ale nie moge tego przytoczyc in extenso ze wzgledow cenzuralnych.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)