Wolniewicz & Kobajan & uciekajacy wielblad. Notka o eutanazji.
Jakis czas temu napisalem notke poswiecona Kobajanowi. Kobajan to Salonowiec24, logik i filozof, nauczyciel mlodziezy, edukator i pedagog a nade wszystko humanista. Kobajan w swoich rozwazaniach filozoficznych powoluje sie na profesora Wolniewicza, rowniez filozofa, edukatora i takze samoz, nade wszystko humaniste. Obaj panowie nade wszystko humanisci rozwijaja temat pomocy uchodzcom, troska o czlowieka jest pierwszym i podstawowym motywem w ich rozwazaniach. Wolniewicz znalazl sposob na uchodzcow, nalezy im pomagac w topieniu sie. Jesli sami nie sa w stanie sie utopic, jesli wyplywaja, nie nalezy przygladac sie ich borykaniom, nalezy ich wepchnac spowrotem do wody, niech nie wyplywaja. Niewatpliwie jest to najbardziej humanitarne rozwiazanie, pomoc ludziom w potrzebie i troska o ich godne utopienie sie. Czy nie powinnismy byc dumni ze nasza filozofia wspiela sie na wyzyny, ze mamy tak wspanialych przedstawicieli mysli gleboko humanistycznej?
Pana profesora Wolniewicza mialem okazje sluchac dosc dawno temu na roznych nagraniach serwowanych na YouTube, wowczas nabralem przekonania ze znuzony zyciem profesor skonczyl sie po latach zasluzonej pracy dla ojczyzny, ze gasnie juz niestety, ze to sa ostatnie jego przemyslenia. Po kilku latach okazalo sie jednak, ze bylem w bledzie, ze jesli On gasnie to wcale nie tak szybko, ze on ciagle przemysla. Jest mu niewatpliwie trudno, mozg sterany, opuchniety, funkcje cielesne w zaniku, to co mowi to raczej odruch bezwarunkowy niekoniecznie zwiazany z zyciem, raczej cos na podobienstwo rosniecia wlosow, paznokci, bezwiednego oprozniania sie po faktycznej smierci. Czlowiek sie trzyma wszelkimi silami deski zycia, ta mu sie wysuwa, ale jeszcze, bardziej sila woli, cos mu sie wymysla, jeszcze jednak zyje.
Kiedys, dawno temu, otrzymywalem servis “Dla Polski” ktory specjalizuje sie w roznych nagranych audycjach zwiazanych, jak sadze, z Polskimi Ojcami, pewnie rowniez z Ojcem Rydzykiem, Ojcem Cejrowskim, Ojcem Terlikowskim, innymi tego typu Ojcami. Obejrzalem wowczas kilka filmow, zorientowalem sie, ze to nie dla mnie, nie zagladalem tam wiecej, nie blokowalem jednak, na zasadzie ze moze kiedys sie przyda. No i wlasnie nadeszla taka chwila, przydal sie. Wolniewicz snuje rozwazania o uchodzcach, calosci nie bylem w stanie wysluchac, moge jednak uczciwie stwierdzic ze chcialem, ze zaczalem, ze mialem powod zeby toto wylaczyc.
http://www.dlapolski.pl/boguslaw-wolniewicz-odwiedzila-mnie-policja-dn-8-pazdziernika-2015-warszawa
Z tego co wiem o Kobajanie jest on mlodym, radosnym i pelnym zycia naukowcem, wykladowca uniwersyteckim i wychowawca mlodziezy. Nie jestem w stanie zrozumiec jak to sie stalo ze on sobie wzial Wolniewicza na intelektualnego mentora, czyzby na tym wlasnie polegala cywilizacja smierci? Czy fascynacja przemysleniami z nad grobu jest wartoscia nadrzedna, pozwalajaca zapomniec o innych wartosciach, zapomniec o wlasnej godnosci? Czy wynurzenia kogos kto juz faktycznie odszedl, kogo mozg przestal pracowac choc cialo jeszcze ma zywe, moga byc wartoscia godna nasladowania? Jak ciezko doswiadczonym przez zycie mogl byc Kobajan, ze go wepchnelo w umierajacy swiat profesora Wolniewicza?
Bez rozsadnego powodu skojarzyla mi sie sytuacja naszych panow edukatorow i humanistow z tym co sie zdarzylo ostatnio w Western Australia. Czlowiek w wieku 71 lat udal sie na bush walking, co w jego przypadku polegalo na jezdzeniu po pustyni i ganianiu zwierzat. W czasie tego jezdzenia zobaczyl wielblada, byc moze uznal, ze go dogoni, wyskoczyl z samochodu i zaczal gonic. Gonil skutecznie, reszta wycieczki nie byla go w stanie znalezc ani wowczas, ani przy pomocy wezwanych sluzb ratunkowych przez nastepny tydzien.
Czlowiek byl chyba sprawny fizycznie, mial mloda azjatycka zone i okolo dziesiecioletnie dziecie, pewnie chial sprawdzic sie jeszcze przed zejsciem. Na wycieczke wybral sie w japonkach, szortach i Tshirt, jak “prawdziwy mezczyzna” ganial wielblada. Jego fizycznosc nie korelowala jednak z jego stanem psychicznym, nie wszystko chyba docieralo do czesciowo tylko sprawnego mozgu, wybranie sie na pustynie w taki sposob jak on to zrobil, przy temperaturach dobrze powyzej 30C (na australijskich pustyniach rosna trawy z kolcami przy ktorych kaktusy to male piwko, kolce drzew mulga przebijaja swobodnie opony samochodow terenowych, samochody maja zwykle po 2-3 zapasowe, bo jedna nie starcza), bylo wynikiem zupelnego odjazdu, sciganie sie w klapkach z wielbladem i zgubienie sie wycieczce moglo byc tylko wynikiem calkowitej demencji.
Otoz ten czlowiek zostal po 7 dniach znaleziony nieprzytomny gdzies pod drzewem, 15 km od obozowiska, jak juz mogl cos mowic powiedzial, ze odzywial sie w tym czasie mrowkami. Ci co go odnalezli, jakis lekarz, komentatorzy w TV oceniali, ze mrowki nie mialy zadnej wartosci odzywczej, ze co najwyzej mogly poprawic jego stan umyslowy, pomogly mu przetrwac psychicznie bo sadzil ze cos jadl, gdy w rzeczywistosci nie jadl. Ta mysl to byl zastrzyk do mozgu, cos co dawalo nadzieje.
Widze duze podobienstwo profesora Wolniewicza do poszukiwacza przygod z Australii. I do nich obu podobny jest Salonowiec Kobajan. Okazuje sie ze na calym swiecie jest sporo podobnych typow, to laczy wszelkie humans, ze sa podobne. Nie ulega przeciez watpliwosci ze Wolniewicz i Kobajan sa humans, czy ktos kto jest edukatorem i wychowawca mlodziezy i humanista moglby nie byc?
****
I wlasnie dlatego jestem za stosowaniem eutanazji. W przypadku edukatorow i wychowawcow mlodziezy – przymusowej nawet.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)