Czy Akademia Teologii Katolickiej stala sie nutcake basket?
Akademia Teologii Katolickiej na Bielanach byla w czasach komuny wyjatkiem i odstepstwem od generalnej zasady, ze wszelkie szkolnictwo organizowali komunisci, byla szkola finansowana przez Kosciol i od panstwa niezalezna. Byla to niewielka i urocza szkola, mialem tam przyjaciol, bylem tam kilkakrotnie. Ksieza potrafili zapewnic w szkole wysoki poziom nauczania, pamietam ze byly tam 4 wydzialy, teologiczny oczywiscie, rowniez socjologia ktorej absolwenci w czasach gierkowskich nie mieli problemu z dostaniem pracy gdziekolwiek. Ze slyszenia wiem tylko o przepychankach i podchodach jakie mialy miejsce w zapewnieniu szkole egzystencji, o tym jakich podstepow musieli uzywac patroni szkoly zeby komunisci im sie nie wcinali w programy nauczania, w nabor studentow, w cokolwiek.
Po rewolucji i nastaniu demokracji sytuacja zmienila sie radykalnie. Szkola zostala “zalegalizowana”, przemianowana na uniwersytet i uzyskala uprawnienia szkol publicznych, zostala nazwana Uniwersytet Kardynala Stefana Wyszysnkiego (spotkalem sie rowniez z nazwa Karola Stefana Wyszynskiego, nie wiem z czego jest ta roznica, nie ma to dla mnie specjalnego znaczenia). Ciagle jednak jest to szkola podlegajaca Kosciolowi, Arcybiskup Warszawy jest Wielkim Kanclerzem szkoly, zasady religijne sa wykladane na zajeciach.
W czasach walki z komuna polski Kosciol odegral role nie do przecenienia, byl sila napedowa w walce z wstecznictwem socjalizmu, prowadzil i przewodzil w pokojowej rewolucji intelektualnej. Jestem ostatnia osoba ktora moglaby to kwestionowac, sam bralem udzial w roznych akcjach przez Kosciol organizowanych, wyjazdach w teren z oswiata pod strzechy, z niesieniem kaganka. Ale rewolucja sie skonczyla, komuna dala ciala, Kosciol zostal zwyciezca i osiadl niestety na laurach. Z postepowej sily spolecznej stal sie zacofancem i balastem. Obecnie Kosciol reprezentuja na zewnatrz rozni ojcowie trepisci, w postaci ojca Rydzyka, ojca Terleckiego, ojca Cejrowskiego, wszelkiej masci innych ojcow specjalnej troski. Ojcowie walcza skutecznie z genderyzmem, tlumaczeniem dzieciom ze bicie kobiet jest be i uwazaja ze jest prawe i sprawiedliwe dyscyplinowanie wlasnej zony w zaciszu wlasnego gospodarstwa domowego czy innego rolnego, takze ze inVitro jest grzechem smiertelnym bo przeciez Bog tak nie chcial (jak by chcial to by bylo napisane w Pismie Sw), glosza rozne inne prawdy objawione. I w gruncie rzeczy nic w tym zlego, ojcowie maja swoja szkole, moga w niej uczyc jak chca, a jak komus sie nie podoba to nie musi tam isc lub posylac swoich dzieci lub w ogole myslec o szkole ktora mu nie pasuje. Takie sa prawa demokracji, kazda osoba kaleka ma prawo do rownego traktowania, jesli ktos madrzejszy moze isc na uniwersytet np Jagiellonski, to nieco mniej madra osoba moze sobie isc na UKSW i nikomu nic do tego.
Gdy po raz pierwszy zwrocilem kilka lat temu uwage na pierwsza dame polskiej polityki, Krystyne Pawlowicz, zwrocilem uwage, ze ona byla profesorem (moze ciagle zreszta jest) wlasnie na UKSW. Pomyslalem sobie wowczas ze zgnile owoce zdarzaja sie nawet na najlepszych jablonkach, ze to nie moze o niczym swiadczyc, ze ona jest taka jaka jest na swoj wlasny rachunek i nie moga jej indywidualne cechy obciazac uczelni z tradycjami. Dzisiaj jednak przeczytalem krotkie zyciorysy nominatow prawych i sprawiedliwych do TK, niespodzianka, dwoch z nich jest profesorami UKSW. Czy jest to tylko zbieg okolicznosci, 3ch profesorow prawa prawych i sprawiedliwych na tej wlasnie uczelni, czy tez jakas prawidlowosc? Czy w malej szkole, trzon kadry na wydziale prawa moze byc dzielem przypadku?
Kilka dni temu mialem okazje przeczytac wywody jednego z dostojnych nominatow, piszacego pod ksywka w Salonie, on dyskutujac afere TS i nielegalnosc nominacji 5 sedziow TK przez platformiany sejm, napisal cos takiego –"Zapominamy przecież, że ich kadencja kończyła się w okresie, kiedy funkcjonowały dwa Sejmy. Pierwszy, odchodzący i pozbawiony legitymizacji społecznej, drugi – właśnie wybrany, legitymizowany, choć formalnie nie ukonstytuowany". Profesor prawa z UKSW uznal ze po wyborach mielismy dwa sejmy, jeden “pozbawiony legitymizacji spolecznej”, drugi “legitymizowany choc formalnie nie ukonstytuowany”, ze ten pierwszy (ukonstytuowany) nie mial prawa podczas gdy ten drugi (jeszcze “nie ukonstytuowany”) mial. Zeby cos takiego napisac trzeba miec jakas dolegliwosc mozgowa, wade fizyczna, ciezka chorobe psychiczna albo to wszystko razem, normalna osoba nie bylaby w stanie tego wymyslic. I taki ktos jest profesorem prawa UKSW i nominatem do TK, czy mogloby sie cos takiego zdarzyc na normalnym uniwersytecie?
Tytulowe pytanie wydaje sie wiec zasadne, czy ATK, szkola z tradycjami i osiagnieciami, stala sie przechowalnia dla roznych osob “doswiadczonych”, pominietych i generalnie “nietypowych”? Czy wynika to z celowej polityki szkoly, zeby zbierac zewszad takie osoby szczegolnej opieki?


Komentarze
Pokaż komentarze (42)