Chcialbym Panu doradzic Panie Prezydencie Dudo. List otwarty do Pana Prezydenta Dudy.
Od kilku dni przymierzam sie do podpowiedzenia Panu czegos o czym Pan pewnie nie wie, a ja, z racji swego bogatego zycia i wielu doswiadczen, w tym rowniez wieloletniego zamieszkiwania u Anglosasow, wiem w miare dobrze. Zastanawialem sie, czy Pan przeczyta moja notke a jesli przeczyta to czy skorzysta z porady, nie chcialo mi sie pisac po proznicy, ostatecznie zdecydowalem jednak ze napisze, podpowiem, chodzi przeciez w tym wszystkim o dobro naszej wspolnej ojczyzny, tyle razy we krwi skapanej.
Przed Pana spotkaniem z Obama cala Polska zastanawiala sie czy sie spotkacie, podobnie zreszta jak kilkadziesiat lat wczesniej zastanawialismy sie wszyscy czy oni wejda. Wowczas nie weszli, obecnie do spotkania jednak doszlo. Z dostepnej w mediach informacji wynika, ze Obama byl uprzejmy, usmiechniety, wrecz radosny, spytal sie Pana o rozne drobiazgi, miedzy innymi o to jak sie ma polska demokracja i co Pan robi zeby miala sie lepiej, Pan z typowym dla Pana radosnym usmiechem odpowiedzial, zeby sie nie martwil, ze demokracja ma sie wysmienicie, nawet lepiej niz u nich sie ma, bo w Polsce istnieje od ponad 1000 lat podczas gdy w Stanach nieco ponad 200, juz chocby tylko z tej przyczyny musi byc lepsza. Podobno zobowiazal sie Pan Obamie do dolozenia staran, do podjecia krokow, inicjatyw, zeby sie jednak demokracja miala jeszcze lepiej.
Chcialbym wiec Panu podpowiedziec.
- To ze Obama sie usmiechal nie znaczy, ze on sie z Panem zaprzyjaznil. Anglosasi, w tym rowniez ci z niebialym kolorem skory, usmiechaja sie, bo tak wyssali z mlekiem matek, taki maja styl, staraja sie byc grzeczni i niekonfrontacyjni, jednak ta grzecznosc ich do niczego nie zobowiazuje w pozniejszych dzialaniach, w szczegolnosci nie zobowiazuje do przyjecia za dobra monete roznych bla, bla i zapewnien nieszczerych lub niemerytorycznych. Nawet jesli wydaje sie, ze oni sie z Panem zgadzaja, to tylko sie wydaje, oni maja swoja ocene sytuacji i robia pozniej to co uwazaja za wlasciwe, merytoryczne, uzasadnione.
- To ze Obama spytal sie o polska demokracje nie swiadczy wcale ze on sie osobiscie interesuje polska demokracja i w jakim jest ona stanie. Prezydent amerykanski jest reprezentantem Amerykanow, wszelkich mozliwych lobbies i kongregacji, widocznie istotne grupy wplywow sa na tyle zainteresowane demokracja w Polsce, ze uznaly za stosowne dopominac sie, zeby prezydent jednak sie zapytal. Pytanie wiec Obamy nie bylo takim w przejsciu i z rozpedu zapytaniem o zdrowie mamusi, bylo wyrazeniem zaniepokojenia roznych kregow, ze z tego co oni wiedza, nie jest najlepiej. I bylo jednoczesnie oczekiwaniem, ze Pan mu odpowie merytorycznie, rzetelnie, ze nie bedzie go Pan wpuszczal w maliny. Mniej wiecej tak jak by Pan odpowiadal Premierowi Kaczynskiemu, prawdziwie i uczciwie.
- Nawet jesli sie Panu zdawalo, ze to bylo nic nie znaczace spotkanie w korytarzu i do niczego Pana nie zobowiazujace, chcialbym podkreslic najmocniej jak tylko mozna, takim to spotkanie nie bylo. Bylo istotne. Jesli Pan sie zobowiazal Obamie do dolozenia staran zeby te demokracje poprawic, powinien sie Pan czuc tym zobowiazaniem zwiazany. Obama niewatpliwie nie przyjal tego jako gadania takiego sobie jak to u cioci na imieninach sie zdarza. On zalozyl, ze Pan sie bedzie chcial z tego zobowiazania rzetelnie wywiazac, ze dolozy Pan staran, ze Pan to zalatwi. Bo kazdy kto z Obama rozmawia, nawet w tak nieformalnych warunkach, w przejsciu na korytarzu, wywiazuje sie z podjetych zobowiazan i Obama nie wie o tym, ze to nie jest polska regula, ze w Polsce ludzie w takich sytuacjach nie czuja sie zwiazani. Obama tego nie wie, bo jest czarny i nigdy w Polsce nie mieszkal, nie zdazyl sie tego nauczyc. On bedzie oburzony jesli uzna, ze Pan to sobie lekce bardzo wazyl, on w takiej sytuacji bedzie chcial Pana i Polske ukarac. Oczywiscie, kadencja Obamy dobiega konca i nie taki diabel straszny … ale uprzedzam Pana, ze tak to wlasnie moze sie skonczyc. A w gruncie rzeczy Obama jest znacznie przyjazniejszy wobec Polski niz ewentualny nastepca, szalony Donald, lepiej jednak miec dobre uklady z amerykanskim prezydentem chocby przez ten rok niz wypiac sie na Ameryke juz teraz.
Podam bardzo znamienny przyklad, z zycia wziety. Po zestrzeleniu pasazerskiego samolotu nad Ukraina przez ruskich bandytow caly Zachod staral sie rozmawiac z Putinem w sprawie, ktora byla w miare oczywista i probowano sklonic go do ukarania winnych, dania gwarancji, ze to sie nie powtorzy, pewnie wyplacenia odszkodowan dla rodzin osob zabitych. Putin od poczatku przyjal metode pojscia w zaparte, “to nie my”, “to zielone ludziki z Ukrainy”, rakiety byly naszej produkcji ale mozna je bylo swobodnie kupic na Ukrainie w sklepach z rakietami, etc, etc, etc. I on to mowil swoim rozmowcom w oczy, usmiechal sie do nich przyjaznie i sugerowal, ze maja chyba zle informacje w sprawie i byc moze powinni lepiej te swoje informacje sprawdzic. Rozmowcami Putina byli premierzy i prezydenci, oni informacje mieli bardzo dobra, oni wiedzieli ze sprawdzac nie musza. Ludzie Zachodu nie sa przyzwyczajeni do takich postaw, u nich nie ma czegos takiego zeby klamac w zywe oczy i sie do tego usmiechac.
Ok poltora roku temu, w Australii, odbywalo sie spotkanie G20, byc moze G8 a moze jakies inne G, wymuszono na Australii rowniez zaproszenie Putina, bo wszyscy sadzili, ze w tak waznym towarzystwie ten nie zachowa sie jak prostak. Niestety zachowal sie, powtarzal swoje klamstwa, skonczylo sie na tym, ze nikt z nim nie rozmawial, traktowano go jak powietrze, sam sie zorientowal, ze to nie jest spotkanie dla niego i dwa dni przed zakonczeniem zabral sie i pojechal do matuszki Rossiji, z usprawiedliwieniem ze jest niewyspany. Jeszcze zdazyl polecic ruskiej flocie, zeby postraszyli Australie, ostatecznie Australia wyslala swoja na przeciw i poplywaly sobie okrety w rozrywkowym pokazie sily, wszyscy oczywiscie byli tym ubawieni, bo ruskie juz nie tak silne jak kiedys i wiadomo bylo ze wojny to oni nie sa w stanie prowadzic nawet z niewielka Australia.
Panie Prezydencie Dudo, wierze w to ze nie dopusci Pan do sytuacji nawet odlegle podobnej, nie spowoduje Pan ze Zachod przestanie z Polska i jej przedstawicielami rozmawiac, przestanie Polsce pomagac, przestanie zwracac na nas uwage, przestanie nas traktowac jak partnerow. Pan jest nieporownanie rozsadniejszy od Putina, Pan klamstw by sie nie dopuscil. Skoro obiecal Pan Obamie ze dolozy Pan staran, musi Pan dolozyc. Gdyby Pan nie dolozyl, okazalby sie Pan klamca, tego nikt by Panu nie odpuscil. Klamiac skompromitowalby Pan nie tylko siebie, rowniez nas wszystkich. Najmniej co moze Pan zrobic to przynajmniej podpisac te nominacje na sedziow TK, ktorych przez przeoczenie Pan jeszcze podpisac nie zdazyl. Niech Pan podpisze, Prosimy Cie Panie.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)