Jeden znajomy „obieżyświat” narodowości czeskiej, a rodem z Bukowca, bardzo chętnie opowiada wszystkim, którzy chcą go słuchać, o swoich podróżach po różnych zakątkach Europy i innych kontynentów. Tego lata wakacyjna „przygoda” czekała na niego również za granicą, ale zaledwie kilka kilometrów od rodzinnej wioski. W Jaworzynce nie był wprawdzie po raz pierwszy, ale po raz pierwszy zwrócił uwagę na zaskakujący dla niego fakt, że „tam” mówi się gwarą zupełnie tak samo jak „tu”, a regionalny zespół grający akurat w miejscowej restauracji ma takie same stroje góralskie i śpiewa identyczne „pieśniczki”. Poczęstowano go nawet weselnymi kołaczami, nie muszę chyba dodawać, że niczym nie różniącymi się od tutejszych.
Było to odkrycie na miarę tego, jakiego dokonują małe dzieci ze zgrozą uświadamiając sobie pierwszy raz, że leżący na talerzu smaczny kawałek czegoś brązowego, będący ni mniej ni więcej tylko częścią kurczaka, nazywa się dokładnie tak samo jak żywe, sympatyczne zwierzątko drepczące po podwórku. Nasz obieżyświat, który niejedno już widział i niejedno wie, prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu zaczął się głębiej zastanawiać, cóż to za fenomenalny przypadek sprawił, że regiony po lewej i prawej stronie Olzy noszą tę samą nazwę. Fenomenalne jest jednak co innego. Na Zaolziu nadal trudno wielu ludziom przyznać, że najbardziej przypadkowa w tym wszystkim jest granica, a nie odkrywane po jednej i drugiej jej stronie te same zwyczaje, tradycje, język.
Co nam tak naprawdę dały ostatnie lata: euroregiony, Schengen, współpraca transgraniczna i pogadanki o wspólnych korzeniach? Na początek dużo, ale i tak nadal ciężko jest ludzi inteligentnych (o mniej bystrych nawet nie wspominając) przekonać o najbardziej oczywistych rzeczach.
Pozostaje życzyć wszystkim bystrym i bystrzejszym więcej takich zagranicznych podróży „o rzut kamieniem”. Być może będzie to bardziej skuteczne niż wszelkie działania i publikacje naukowe, które tęgie czeskie głowy, mające zgoła inny pogląd na historię, czytają z pobłażliwym uśmiechem, bo w końcu to tylko kolejna inicjatywa już od blisko stu lat niezadowolonych Polaków.
(Elżbieta Przyczko)
Artykuł ukazał się w "Głosie Ludu", nr 84, 24 lipca 2010 r.glosludu.cz
127
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze