W Milikowie po raz pierwszy odbył się w sobotę festyn gminny. Choć po południu padał rzęsisty deszcz, ludzie przychodzili na „Dzień Milikowa" całymi rodzinami. Pod parasolami konsumowali przysmaki i trunki, które oferowały miejscowe organizacje społeczne, m.in. MK PZKO Milików-Centrum i Milików-Pasieki. Wszystko byłoby super, gdyby nie ostatni incydent z tablicami. Władze na razie bezradnie rozkładają ręce...

Cieniem na pierwszym „Dniu Milikowa” położyło się ostatnie zamalowanie tablic.
Władze gminy zaprosiły na festyn m.in. gawędziarza Andera z Koszyc, orkiestrę dętą „Azeťanka", wieczór należał do kapeli „Kabát revival". Ze scenką „Zolyty" wystąpił zespół teatralny MK PZKO w Milikowie-Centrum. Wstęp był bezpłatny.
- Przez ostatnie lata zajmowaliśmy się tylko inwestycjami, mało zrobiliśmy dla kultury, nie było nawet spotkań towarzyskich dla seniorów. Dlatego postanowiliśmy zorganizować po raz pierwszy „Dzień Milikowa". Zobaczymy, jakie będą efekty - powiedział „Głosowi Ludu" wójt gminy, Zdeněk Szkandera.
Pomimo deszczu, ciasta, placki, mięso i inne przysmaki przygotowane przez pezetkaowców bez problemu znajdywały nabywców.
- Sprzedamy chyba wszystko, co przygotowaliśmy - cieszyła się prezes Koła w Centrum, Maria Sikora.
Niby gminna sielanka, gdyby nie incydent, który rzuca cień na współżycie Czechów i Polaków w gminie. Dwa, trzy tygodnie temu zainstalowano tu polskojęzyczne tablice wjazdowe, o które Polacy - według słów prezesa Koła w Pasiekach, Władysława Dronga - zabiegali od 2007 roku. Niestety, krótko wytrzymały nietknięte. Niektóre są już zamalowane czarną farbą i powyginane. - Wytrzymały tylko dziesięć dni. Są ludzie, którym przeszkadza, by w naszej miejscowości były polskie nazwy. Tymczasem, według poprzedniego spisu ludności, Polacy tworzą prawie połowę mieszkańców Milikowa - mówiła z goryczą Maria Sikora. Statystyka potwierdza jej słowa - według oficjalnych danych polską narodowość zadeklarowało w ostatnim spisie 41 proc. milikowian.
Jak uporają się z problemem władze gminy? - Na to pytanie nie potrafię dziś odpowiedzieć. Decyzja jeszcze nie zapadła. Incydentu nie zgłaszaliśmy na policję, widząc na przykładzie Czeskiego Cieszyna i innych miejscowości, że z tym problemem nic nie da się zrobić - powiedział naszej gazecie wójt Szkandera.
(DANUTA CHLUP)
http://glosludu.cz/index.php?a=128020998830380


Komentarze
Pokaż komentarze