0 obserwujących
344 notki
251k odsłon
  615   0

KOKO SPOKO, WYBORCZA NIE

Zespół Jarzębina z Kocudzy w gminie Dzwola
Zespół Jarzębina z Kocudzy w gminie Dzwola

 

Redaktorzy „Gazety Wyborczej” żalą się, że już prawie tydzień próbują się umówić na rozmowę z zespołem Jarzębina ze wsi Kocudza w gminie Dzwola  – i nic. Z tekstu wynika, że sprawa może być polityczna – we wsi PiS otrzymał 68% głosów w ostatnich wyborach parlamentarnych. Zdaniem rozmówców dziennikarzy „Wyborcza..” w niewłaściwym świetle przedstawia problemy społeczne. Jak ocenił twórca utworu, piosenka zadał cios nokautujący polskiemu show-biznesowi.
           Dziennikarze organu Michnika usiłujący przeprowadzić wywiad chyba w Polsce są od niedawna – może jacyś stażyści. Zadzwonili do liderki zespołu Jarzębina w niedzielę rano i byli zdziwieni, że nie chciała z nimi rozmawiać bo wybierała się do kościoła. A kiedy przyjechali nieumówieni nikt nie dał się namówić na rozmowę. chciał z nimi rozmawiać. To nie sejm, gdzie niektórzy posłowie specjalnie krążą wokół stolika dziennikarskiego aby ich zahaczyć.
            Mieszkańcy zauważyli również, że dziennikarze czasami skupiają się na pokazaniu w złym świetle wsi mającej prawicowe sympatie polityczne. Lubią fotografować lub filmować rozwalające się stodoły a nie są w stanie pokazać niczego dobrego na terenie wsi. Pewnie mieszkańcy Kocudzy czytali wakacyjny przewodnik po Polsce Jacka Fedorowicza opublikowany w „Gazecie Wyborczej” w którym były dyżurny satyryk Unii Wolności obiecywał, że nie będzie zatrzymywał się w miejscowościach gdzie wygrał PiS, bo tam ludzie są nietolerancyjni i źli.
Inteligencją wykazał się Szymon Majewski. Do Kocudy został przysłany helikopterem aktor udający premiera Tuska i rozdający kwiaty mieszkankom wsi. Zapewne mieszkańców ujął zarówno żart jak i dobry wybór obiektu. Poza tym umożliwiono członkiniom zespołu zabranie własnych rodzin jako publiczności.
Trwa od pewnego czasu nagonka na hit wybrany w głosowaniu sms-owym. Dla naszych domorosłych Europejczyków chyba lepiej byłoby aby wygrał jakiś pastowany Murzyn śpiewający rap o ciężkim losie homoseksualistów w Nowym Jorku – w ostateczności w Warszawie. Trudno inaczej wytłumaczyć sugestie Tomasza Raczka o plagiacie, odrzucone przez ekspertów. Wykazywana zwłaszcza przez „młodych, wykształconych z wielkich miast” pogarda dla ludowości, "wiochy" i disco polo świadczy o głębokich kompleksach. Grupa słomianych miastowych została zagospodarowana politycznie jako główne wsparcie PO. Media podrzucają im, na co jest trendy a co obciachem.
W „Tomasz Lis na żywo” dyskutujący o piosence satyrycy (niemal wyłącznie z kręgu „Gazety Wyborczej” – Andrzej Mleczko, Michał Ogórek i Grzegorz Markowski ze „Szkła kontaktowego”) także skrytykowali wiejskość i ludowość piosenki jako wyraz polskich kompleksów. Tymczasem głosująca publiczność pokazała figę zawodowcom standartowo przegrywającym wszystkie ważniejsze konkursy zagraniczne. Nasze gwiazdy showbiznesu tym razem nie porwały publiczności złaknionej czegoś świeżego i autentycznego. Salonowe błazny liberalnego estabilishmentu nie są w stanie tego drobiazgu zrozumieć lub po prostu nie chcą się narazić towarzystwu wzajemnej adoracji.
Konkurs wygrał autentyczny zespół ludowy tworzony przez pasjonatów. Entuzjazmem i poczuciem humoru pań był momentami zaskoczony Szymon Majewski. Można było odnieść wrażenie, że on jest na tej scenie po raz pierwszy. Panie z zespołu ludowego są pełne entuzjazmu, nieskażone manierami gwiazdorskimi. Według Rafała Ziemkiewicza panie ubrane i śpiewające na ludowo wyglądały na jedyne osoby w tym towarzystwie, które jakoś szczerze i naiwnie przeżywają nasz udział w EURO 2012. Wierzą, że to będzie fajna, zabawna sprawa.
Fakt, że piosenka na Euro 2012 dla niektórych stała się sprawą polityczną dowodzi jak jest fatalnie z niektórymi redaktorami – oni nie pracują w mediach ale są „rzuceni na odcinek”.
Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale