Grzegorz Napieralski postanowił pójść drogą lewackiego radykalizmu. Po latach niebytu wszystko wskazuje na powrót na scenę postaci obecnych wyłącznie na pomnikach w muzeum socrealizmu w Kozłówce. Polski Zapatero podobnie jak idol stara się być lewakiem i odrzuca kapitalistyczny przesąd zwany patriotyzmem. „Ojczyzną naszą świat cały” pewnie chciałby powtórzyć za przywódcami Wielkiego Proletariatu. Lider polskich cywilizowanych i europejskich socjaldemokratów wspólnie z hiszpańskim ministrem skrytykował polskiego prezydenta.
Bardziej konsekwentna od Grzegorza Napieralskiego była Róża Luksemburg. Była nieprzejednanym wrogiem niepodległości Polski. Na początku XX wieku Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy była bliska zjednoczenia z partią bolszewików. Jedyną kwestią sporną był ogólny zapis w programie bolszewików dający narodom prawo do samostanowienia. Róża Luksemburg domagała się likwidacji tego zapisu ponieważ mógł stanowić furtkę do niepodległości Polski. Lenin przemyślał sprawę i nie wyraził zgody na zmianę. No to Róża Luksemburg zerwała pertraktacje – polscy socjaldemokraci mogli się połączyć tylko z partią całkowicie internacjonalistyczną.
Drugi problem towarzysza Napieralskiego to przedawkowanie tygodnika „NIE”. Poczytność tego wulgarnego odpadu propagandy stanu wojennego spadła z 400 tys do zaledwie 85 tys. I oto znalazł się taki żywcem zamrożony miłośnik antyklerykalizmu jak z późnego Gomułki. Jak wynika z badań potencjalny elektorat lewicy czyli ludzie z problemami socjalnymi wolą wspierać Radio Maryja i prawicę. Tymczasem nowa nadzieja lewicy chce tropić krzyże we wszystkich publicznych miejscach. Ciekawe, że na taką obsesję nie chorowali działający w czasach PRL Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera.
Ciekawe czy towarzysz Napieralski powtórzy za hiszpańskimi towarzyszami „Socialismo o muerte”. Mam nadzieję, że tym razem „no pasaran”. Nawet z Dolores Ibarruri Senyszyn.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)