Odpowiadając panu Krawczykowi i Admninistracji chciałbym zaznaczyć, że podane wyjaśnienie odnośnie usunięcia blogu Koteusza nie ukazuje właściwie kontekstu całego zdarzenia.
Ponieważ śledzę tę sprawę od początku potwierdzam, że Koteusz postawił poważny zarzut Administracji salonu24. To prawda. Oznajmiam też, że nie w pełni zgadzam się z ostatnimi zarzutami Koteusza. Tym niemniej to właśnie jemu przyznaję w tym sporze rację. Jak to możliwe?
Awantura z Koteuszem zaczęła się już jakiś czas temu, w miarę niewinnie - nic nie wskazywało na to, że osiągnie taką eskalację. Od początku były w tym sporze kwestie wątpliwe, nie do końca wyjaśnione przez Administrację, co jednak nie przeszkadzało w czasowym blokowaniu kont Koteusza. Wiem, że Koteusz wysłał całą masę korespondencji do różnych osób próbując dowiedzieć się JEDNOZNACZNYCH powodów tego blokowania. Pytania te były w dużej mierze ignorowane lub też, odpowiedzi były, powiedzmy delikatnie - zdawkowe i niejednoznaczne.
Każdy z uczestników różnych forów internetowych wie, jak wielką przewagę komunikacyjną daje pozycja admina względem użytkownika. Admin nie musi nic pisać, żeby doprowadzić do desperacji użytkownika. Wystarczy, że milczy. Ale tutaj odpowiedzi się pojawiały - niektóre dość impertynenckie.
Admin też człowiek i ma prawo się zirytować - to jasne. To jednak nie może być powodem celowej (lub nawet nieintencyjnej) eskalacji konfliktu z blogerem do momentu w którym jego desperacja spowoduje napisanie czegoś grubszego! A tedy można z uśmiechem satysfakcji zrobić mu "fora ze dwora!".
Dawno, dawno temu miałem na studiach warunek z Fizyki. Chodziłem do prowadzącego, który pytał mnie do pierwszej zawalonej odpowiedzi. Do dziś pamiętam jego triumfujący uśmieszek i stwierdzenie: "Znowu się pan nie nauczył! Zapraszam za dwa tygodnie.". Czołgał mnie w ten sposób przez cały semestr. Miał władzę i możliwość, aby tak robić.
Czy tak właśnie ma to wyglądać na salonie24? Przyznam, że oczekiwałem jednak czegoś innego - pomocy i otwartości przy rozwiązywaniu sporów takich, jak ten z Koteuszem. Nawet jeżeli wymagałoby to zaciśnięcia zębów u Admina. Własnie czegoś takiego, a nie doprowadzania blogera do desperacji i czekania na jego większe potknięcie.
Formalnie możecie być w kwestii Koteusza bez zarzutu (to kwestia do osobnej dyskusji), jednak etyka poległa całkowicie. Tak, jak u mego byłego wykładowcy.
Czy tylko tak potraficie ten problem rozwiązać? Naprawdę? Czy taki ma być standard traktowania blogerów na salonie24?
Jest mi niezwykle przykro. Pierwszy raz, aż tak ostentacyjnie odczułem się lekceważony przez Właściciela i Administrację,
Jako człowiek i bloger.
Jeden z wielu.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)