Właśnie minął 5 miesiąc od smoleńskiej katastrofy, w której zginął Prezydent Polski, dowódcy wszystkich rodzajów wojsk i najważniejsi urzędnicy Państwowi. Było to najtragiczniejsze wydarzenie w dziejach polski od czasu II wojny światowej.
Niestety po 5 miesiącach sytuacja w Polsce jest taka, że trzeba głośno przypominać zarówno to jak ważnym i tragicznym wydarzeniem było to co się stało w Smoleńsku jak i głośno mówić o tym co się dzieje w toczącym się śledztwie w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Dzieją się bowiem rzeczy z pozoru niewyobrażalne.
Rządzący, którzy sami uchwalili, że smoleńska katastrofa była najtragiczniejszym wydarzeniem w naszej najnowszej historii, dziś robią wiele by umniejszyć jej znaczenie. Pierwszy pomnik poświęcony ofiarom katastrofy powstał...na Węgrzech. Tymczasem w Polsce okazuje się niemożliwością godne upamiętnienie ofiar. Odsłonięcie tablicy na Krakowskim Przedmieściu miało skandaliczną formę - nie zawiadomiono o tym praktycznie nikogo, nawet rodzin ofiar, a najwyższym urzędnikiem, który brał w nim udział był szef kancelarii Prezydenta, wszystko zrobiono na"łapu-capu". O wypowiedziach na temat ewentualnego pomnika ofiar i działaniach podejmowanych w tym kierunku nie będę się nawet wypowiadał.
Z toczącego się śledztwa dochodzą coraz to bardziej szokujące informacje. Chciałbym podkreślić, że nie jest problemem to, że jeszcze śledztwo nie przyniosło wyników. Wiele katastrof lotniczych jest wyjaśnianych latami. Są zupełnie inne problemy kluczowej wagi:
- nie przekazywanie polskiej stronie kluczowych dowodów: oryginałów czarnych skrzynek, wraku samolotu, nagrania magnetycznego z wieży lotów, rejestracji zapisu z kokpitu Iła-76, dokumentacji lotniska Smoleńsk Siewiernyj, w tym specyfikacji wszystkich urządzeń lotniska. Nie otrzymaliśmy protokołów z oględzin z miejsca zdarzenia, eksperty z wraku samolotu, wszystkich ekspertyz z sekcji zwłok
- brak możliwości przesłuchania rosyjskich świadków w tym kontrolerów lotu
- pozostawienie wraku samolotu na otwartej przestrzeni na płycie lotniska, zamiast schowania go do hangaru. Z dnia na dzień kluczowy dowód dla śledztwa niszczeje. Co więcej wrak nie jest skompletowany w całości. Rosjanie nie zabezpieczyli odpowiednio miejsca katastrofy ani go dokładnie nie przeszukali. Jakże to inne standardy niż na zachodzie. Tam standardy wyznacza choćby śledztwo z 1988 r. w sprawie przyczyn katastrofy szwajcarskiego samolotu rejsowego lecącego z Nowego Jorku do Genewy,który rozbił się u wybrzeży Kanady. Choć wrak znajdował się na dnie oceanu, na głębokości 55m, to udało się wydobyć 98% substancji samolotu. Fragmentów samolotu było 2mln. Każdy z osobna został zabezpieczony i poddany szczegółowym analizom nad którymi pracowało 350 ekspertów.
- sprzeczne zeznania kontrolerów ze stenogramami z TU-154 oraz z zeznaniami załogi polskiego samolotu Jak-40,który znajdował się na lotnisku w Smoleńsku
- kopie "czarnych skrzynek" z usterkami. Polacy już dwukrotnie musieli lecieć do Rosji po nowe kopie, bo okazywało się, że w dotychczasowych były błędy.
- rosyjski komitet MAK jaki odpowiada za prowadzenie śledztwa, jest odpowiedzialny za certyfikowanie samolotów remontowanych w zakładach w Samarze, gdzie remontowany był TU-154,czyli prowadzi po części śledztwo we własnej sprawie.
Jest tyle wątpliwości, że do dziś jeszcze nie ma nawet pewności, co do godziny katastrofy.
Większość problemów ze śledztwem wzięła się stąd, że zdecydowaliśmy się pozostawić je w rękach Rosjan, mimo świadomości, że nie są oni wiarygodnymi partnerami w takich kwestiach. Po 70-latach ciągle nie możemy doprosić się dokumentów w sprawie Katynia, znane są informacje o tym jak skandalicznie, pod określoną tezę prowadzone były śledztwa w sprawie innych głośnych wydarzeń jakie miały miejsce w Rosji - zatonięcia okrętu Kursk, tragedii w Biesłanie czy w Teatrze na Dubrowce. Od 5 miesięcy jesteśmy serwowani papką, że nie można było przejąć śledztwa, że to pogorszyłoby nasze relacje z Rosją. Tymczasem jest to standard w jakichkolwiek stosunkach państwowych. Gdy pod koniec lipca w Rumunii rozbił sie izraelski samolot wojskowy, to jego zabezpieczeniem, identyfikacją zwłok zajęły się służby z Izraela, a już po kilku dniach cały samolot został przetransportowany do kraju. Kiedy w tym roku francuski Airbus rozbił się w Libii, to już po tygodniu czarne skrzynki były w Paryżu, choć reżim dyktatora Kadafiego, nie jest raczej bardziej przyjazny niż reżim Putina. Nawet w czasie katastrofy w Lockerbie w 1988 r. śledztwo przejęli amerykanie, pomimo że W.Brytania była wielkim sojusznikiem Stanów oraz że śledztwu nie można było nic zarzucić. W tych wszystkich katastrofach ginęli zwykli obywatele, żołnierze, a nie najważniejsze osoby w kraju, a tym bardziej głowa Państwa. A i tak dla Izraela, Francji, USA to były sprawy honoru i bezpieczeństwa narodowego.
I tu dochodzimy do jeszcze jednej kwestii - politycznej odpowiedzialności. Po 5 miesiącach okazuje się, że nikt za nic nie poniósł odpowiedzialności. Odpowiedzialności nie poniósł ani nikt z MSZ, za to że nie zadbał o to by wizyta polskiej delegacji została należycie potraktowana w Rosji, ani szef kancelarii premiera odpowiadający za ten lot, ani nikt z MON odpowiadający za wyposażenie armii i szkolenie pilotów, ani nikt z BOR, który nie zabezpieczył wizyty, a którego szef generał Marian Janicki głosił skandaliczne tezy, że to nie była oficjalna wizyta.
Żadnej odpowiedzialności nie poniosła minister Ewa Kopacz, która najzwyczajniej w świecie kłamała co najmniej w dwóch sprawach. Raz - zapewniając, że ciała ofiar zostały odpowiednio zabezpieczone i wszystkie przetransportowane do Polski, podczas gdy szczątki ludzkie znajdowały się w miejscu katastrofy. Film zestawiający słowa Pani minister z rzeczywistością:
http://www.youtube.com/watch?v=JdB6H9kgItU
A drugi raz mówiąc o tym, jak to widziała polskich patomorfologów pracujących przy sekcjach zwłok. W sejmie mówiła "Z wielką uwagą obserwowałam pracę naszych patomorfologów przez pierwsze godziny. Pierwsze godziny nie były łatwe i to państwo musicie wiedzieć. Przez moment nasi polscy lekarze byli traktowani jako obserwatorzy tego, co się dzieje. To trwało może kilkanaście minut, a potem, kiedy założyli fartuchy i stanęli do pracy razem z lekarzami rosyjskimi, nie musieli do siebie nic mów". Tymczasem Rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa powiedział, że nic takiego nie miało miejsca.
Nie mówiąc o tym, żeby odpowiedzialność poniosły osoby, które zostawiły śledztwo w ręce Rosjan, czy też te osoby, które poprzez kilkuletnią kampanię pogardy i pomniejszania rangi prezydenta Lecha Kaczyńskiego doprowadziły do tego, że w Katyniu miały się odbyć dwie uroczystości (bo jakby była jedna to jeszcze Prezydent szkodziłby pojednaniu z Rosjanami), a podczas drugiej nie zapewniono należytych środków bezpieczeństwa, choćby takich samych jak 3 dni wcześniej. Kto by chronił kurdupla?
Dzisiaj Jarosław Kaczyński nazwał pewne rzeczy po imieniu „tacy ludzie,jak Bronisław Komorowski, Donald Tusk, Radosław Sikorski, Bogdan Klich i Tomasz Arabski muszą zejść z polskiej sceny politycznej raz na zawsze".W normalnym kraju rzeczywiście osoby, które byłyby odpowiedzialne za wspomniane niedociągnięcia, świadome zaniechania, czy okłamywanie społeczeństwa musiałyby zejść ze sceny politycznej. Tymczasem w Polsce Ci politycy mają się w najlepsze, a media zamiast piętnować tych szereg prawdziwie skandalicznych postępowań zajmują się walką z osobami, które starają się dojść do prawdy. I zapewne nikt nie zwróci uwagi na to, że w sumie J.Kaczyński, akurat w tej kwestii ma racje, tylko będzie to kolejny pretekst by pokazywać go jako fanatycznego oszołoma.
A co najbardziej żenujące, to że ciągle z wielką atencją spotyka się pewien poseł, który swojej kampanii obrażania ś.p. Prezydenta nie przestał prowadzić nawet po jego śmierci, dalej insynuując mu alkoholizm oraz spowodowanie katastrofy. I jest on dalej w najlepsze zapraszany przez największe polskie media.
Jacek Dziedzina z "Gościa Niedzielnego" zaproponował byodpersonifikować śledztwo: "zapomnijmy na chwilę, że do Katynia leciał Lech Kaczyński, pamiętajmy tylko, że leciał tam prezydent RP; zapomnijmy przez moment, że pod Smoleńskiem zginęli Janusz Kurtyka, Sławomir Skrzypek, Jerzy Szmajdziński,generałowie Franciszek Gągor, Andrzej Błasik i inni – mówmy natomiast o śmierci prezesa IPN, szefa NBP, kandydata na prezydenta RP oraz dowódców wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Zapomnijmy też na chwilę, że premierem jest Donald Tusk, ministrem obrony narodowej Bogdan Klich, że Kancelarią Premiera kieruje Tomasz Arabski, a szefem Biura Ochrony Rządu jest gen. Marian Janicki. Zamiast tego mówmy po prostu o szefie rządu, szefach MON, Kancelarii Premiera i BOR.Proponuję odpersonifikowanie, bo emocje związane z politycznymi sympatiami lub antypatiami wobec poszczególnych osób zaciemniły już dawno wagę sprawowanych przez nich urzędów i związaną z nimi odpowiedzialność".
Każdemu, w szczególności sympatykom obecnego rządu, proponuję dokonać takiego ćwiczenia. Zapomnijmy na chwilę, że premierem jest lubiany przez nas Donald Tusk, zmarłym prezydentem nielubiany Lech Kaczyński, a osoba starającą się dochodzić prawdy znienawidzony Jarosław Kaczyński. Myślmy: prezydent, premier, szefowie urzędów. Obiektywne spojrzenie na katastrofę i śledztwo może dać wiele do myślenia.
Polecam wspomniany artykuł z "Gościa Niedzielnego" o katastrofie, jeden z ciekawszych jakie się ostatnio ukazały:
http://goscniedzielny.wiara.pl/?grupa=6&art=1283502420&dzi=1207812935&idnumeru=1283281437
A także przypominam moje teksty jakie pisałem na ten temat, w których obszerniej tłumaczyłem dlaczego śledztwo smoleńskie jest szalenie ważne, próbowałem odpowiedzieć na pytanie czy mogliśmy przejąć śledztwo w świetle prawa i przedstawiałem kontrowersje z nim związane.
http://zbigniew-kaliszuk.salon24.pl/207826,czy-powinnismy-przejac-sledztwo-smolenskie
http://zbigniew-kaliszuk.salon24.pl/208264,czy-przejecie-sledztwa-smolenskiego-bylo-jest-mozliwe
http://zbigniew-kaliszuk.salon24.pl/208775,sledztwo-smolenskie-kontrowersje



Komentarze
Pokaż komentarze (1)