Marek Magierowski w artykule „Albion i jego motłoch”, który ukazał się w „Rzeczpospolitej”, ocenia że, że przyczynami ostatnich zamieszek w Londynie, nie jest wcale multikulturowość (w zamieszkach brali udział też rodowici, biali Anglicy), a raczej ucieczka państwa od uczenia o odpowiedzialności i moralności i zastąpienie jej "wolnością".
W pełni się z tym zgadzam. Liberalne spojrzenie na człowieka, od którego nic nie można wymagać, którego w żaden sposób nie można ograniczać, za to któremu przysługują najdziwniejsze przywileje, ponosi właśnie klęskę.
W Wielkiej Brytanii zastosowanie znalazły wszystkie modne liberalne hasła. Wychowanie dzieci musiało być "beztresowe" (czyli dziecka nie można krytykować, zwracać mu uwagi, że źle postępuję), w szkole nie można była stawiać dzieciom przesadnych wymagań (a więc w konsekwencji mogą ją całkowicie olewać), nie można było ograniczać swobody seksualnej dzieci ( rozwinięta seksedukacja w szkołach, łatwy dostęp do środków antykoncepcyjnych i aborcji powodował rekordową ilość ciąż i aborcji wśród nieletnich), trzeba było respektować prawa przestępców (Policja ma wyjątkowo ograniczone uprawnienia, np. większość policjantów nie może nosić przy sobie broni), itd. W konsekwencji młodzi Anglicy zwyczajnie nie umieją rozróżniać dobra od zła.
Co jakiś czas podobne hasła lansowane są też w Polsce. Niedawno Sejm przegłosował „ustawę przemocową” w myśl której jeśli rodzice będą krytykować dzieci, to będzie można je nawet im odebrać. Jak widać po Wielkiej Brytanii (ale też i innych krajach) wdrażanie takiego liberalnego spojrzenia na człowieka, jest to fatalny, tragiczny w skutkach eksperyment.
Polecam artykuł Marka Magierowskiego:
Komentarze
Pokaż komentarze