Wbrew polskim interesom, premier Tusk chce się zgodzić na unijny budżet na lata 2028-2034
1. Już za 10 dni w Brukseli odbędzie posiedzenie Rady Europejskiej, głównym punktem jej obrad będzie ostateczny kształt unijnego budżetu na lata 2028-2034 i jeżeli nawet ostatecznej jednomyślnej decyzji w sprawie jego zatwierdzenia nie będzie, to będą podejmowane kluczowe decyzje. Niestety wszystko wskazuje na to, że premier Tusk będzie dążył nie do obrony żywotnych polskich interesów, ale do jak najszybszego zakończenia negocjacji, na czym jak się wydaje zależy głównie Niemcom i Francuzom. y bowiem, że po wizycie w połowie września przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costy w Polsce, wiceminister finansów Jurand Drob poinformował, że polski rząd będzie dążył do tego aby negocjacje nad unijnym budżetem na lata 2028-2034, zakończyły się jeszcze w tym roku. Okazuje się, że premier Tusk podobnie jak establishment unijny uzasadnia konieczność przyspieszenia negocjacji, wyborami prezydenckimi we Francji i parlamentarnymi w Hiszpanii, Włoszech , a także i w Polsce, możliwością ich wygrania przez formacje polityczne, które zgłaszają poważne zastrzeżenia do projektu unijnego wieloletniego budżetu przedstawionego przez Komisje Europejską latem 2025 roku. Minister Drob, to stanowisko rządu Tuska, sformułował bardzo otwarcie „lepiej szybko zakończyć negocjacje przed tymi wyborami, by później unijny budżet, nie stał się ofiarą politycznego klinczu”, a więc celem tej ekipy, nie jest pilnowanie polskiego interesu, tylko jak najszybsze zakończenie negocjacji budżetowych, bo ktoś może je zablokować.
2. Przypomnijmy, że nowy unijny budżet po stronie wydatkowej ma sięgnąć blisko 2 biliony euro, czyli mają to być podobne co do wielkości środki jak w obecnej 7-latce, przy czym teraz, składają się na to środki budżetowe jak i środki w ramach Planu Odbudowy po pandemii Covid19, na finansowanie którego KE zaciągnęła 750 mld euro pożyczki. W sprawie wielkości budżetu jest wprawdzie poważny spór bo tzw. grupa skąpców czyli Niemcy ,Austria, Dania, Finlandia, Holandia i Szwecja przyjęły wspólne stanowisko i domagają się budżetu mniejszego o ok. 400 mld euro, kosztem zmniejszenia wydatków na Wspólną Politykę Rolną i Fundusz Spójności. Gdyby jednak wielość budżetu nie została zmniejszona, to finansowanie 2 bilionowych wydatków ma pochodzić ze składek poszczególnych krajów członkowskich , a także nowych unijnych podatków, których na razie zaproponowano aż pięć, a może ich być nawet siedem.
3.Te tzw. nowe zasoby własne, czyli wspomniane pięć nowych unijnych podatków, miałyby dostarczać do budżetu UE średniorocznie przynajmniej 44 mld euro, Trzeba przy tym podkreślić, że zgoda każdego kraju członkowskiego na nowe unijne podatki, to oddanie części swojej suwerenności na rzecz Unii Europejskiej, co więcej przenoszenie tych kompetencji na poziom KE, jest kolejnym krokiem na drodze tworzenia superpaństwa. Chodzi o 25% udział unijnego budżetu w dochodach z UE ETS (KE chce jeszcze podwyższenia tego poziomu), które to wpływy były do tej pory w 100% dochodami budżetów krajowych, podatek graniczny CBAM, podatek od e-odpadów, udział w podatku akcyzowym od papierosów i podatek od dużych firm osiągających roczne obroty netto powyżej 100 mln euro ( kwotowe stawki od 100 tys euro do 750 tysięcy euro, dla firm mających obroty netto powyżej 750 mln euro). Te ciągle jeszcze rozważane to: podatek od transakcji kryptowalutowych, który wg KE mógłby przynieść średniorocznie ok 11 mld euro, oraz podatek cyfrowy, szacowany na ok 5 mld euro średniorocznych wpływów, przy czym w tym przypadku, ciągle są problemy z ustaleniem bazy podatkowej.
4. Należy także przypomnieć, że obecny system zasilania unijnego budżetu jest co do zasady oparty na składce od DNB (Dochód Narodowy Brutto), oznacza, że kraje zamożne UE, nawet uwzględniając przyznane im rabaty, płacą kwotowo składki znacznie wyższe niż kraje mniej zamożne, Proponowana zmiana tego systemu polegająca na zastępowaniu tak liczonej składki częściowo unijnymi podatkami ( nowa struktura dochodów ok. 80 składka zależna od DNB, ok. 20% nowe unijne podatki) szczególnie tymi o charakterze ekologicznym, znacznie mocniej obciąża kraje mniej zamożne, niż te zamożne. Potwierdzają to już twarde dane związane z obowiązującą od 1 stycznia 2021 roku unijną opłatą od nieprzetworzonego plastiku, Polska jest obciążona z tego tytułu składką w wysokości ok. 2 mld zł rocznie, bowiem przez 6 lat wpłaciliśmy z tego tytułu aż 2,75 mld euro. Polska jest obciążona z tego tytułu ok. 3-krotnie więcej, niż gdyby płaciła składkę zależną od DNB i najprawdopodobniej identycznie będzie w tym przypadku, gdyby wspomniane wyżej nowe podatki o charakterze ekologicznym, zostałyby przyjęte w ramach tego wieloletniego budżetu.
5. A w proponowanej 5-tce nowych podatków, aż trzy ma charakter ekologiczny (ETS, CBAM i podatek od elektrośmieci), co oznacza, ze obciążenie Polski w tym przypadku byłoby znacznie większe niż składką zależną od naszego DNB i to mimo tego ,że ten rośnie znacznie szybciej niż w krajach Europy Zachodniej. Co więcej ponieważ w Polsce wpływy z akcyzy tytoniowej, to ponad 35% wszystkich wpływów z tego podatku, a w tym roku mają one przekroczyć 100 mld zł, więc wpływy te wyniosą blisko 36 mld zł, a więc w przypadku tego podatku, nasz kraj płaciłby także znacznie więcej, niż przy obciążeniu składką zależną od DNB. I rzeczywiście wstępne szacunki obciążenia naszego kraju składką i wpływami z nowych podatków, gdyby zostały wprowadzone, wskazują, że w budżecie 2028-2034, będziemy już bardzo poważnym dostarczycielem dochodów do unijnego budżetu. Przy założeniu, że składka w nowym unijnym budżecie zależna od DNB, byłaby zamrożona na poziomie obciążenia z 2027 roku ( taka deklarację złożyła KE), to wyniesie ona około 11 mld euro ( w budżecie na przyszły rok została zaplanowana na poziomie 47,5 mld zł). Natomiast obciążenia z tytułu 5. wyżej wymienionych podatków przypadające na Polskę, są szacowane na ok 6 mld euro, a więc ponad 13% całości szacowanych wpływów, podczas gdy składka zależna od DNB stanowi ponad 5% całości wpływów ze składki wszystkich 27 krajów członkowskich.
6. Podsumowując polska składka i obciążenia z nowych podatków, to blisko 17 mld zł rocznie ,co oznacza że w ciągu 7 lat oznacza obligatoryjną kwotę wpłat do budżetu około 120 mld euro, a koperta dla Polski podzielonych już środków ( spójność, WPR, polityka regionalna), to kwota ok 123 mld euro, przy czym wypłaty tych środków obligatoryjne dla KE już nie są , obowiązuje bowiem mechanizm warunkowości i tzw. kamienie milowe przy pomocy, których KE będzie narzucać realizację polityk unijnych krajom członkowskim. W tej sytuacji presja rządu Tuska na jak najszybsze zakończenie negocjacji budżetowych jest działaniem antypolskim i tylko ostrzeżenie płynące z Kancelarii Prezydenta, że głowa państwa nie ratyfikuje ustawy o nowych unijnych podatkach, będzie jakimś ostrzeżeniem dla rządzących. Co więcej z punktu widzenia Polski, najlepszy byłby impas w negocjacjach budżetowych, bo przecież jeżeli wieloletni budżet nie zostanie przyjęty, to od 2028 roku, UE będzie funkcjonowała w oparciu budżet z obecnej perspektywy finansowej, oczywiście odpowiednio zwaloryzowany, a ten będzie znacznie korzystniejszy dla Polski, niż ten obecny forsowany przez KE.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)