Wolność słowa to fundament każdego demokratycznego Panstwa prawa. Wolność słowa, to wielka sprawa!
Ale czy wolność słowa oznacza, że można wszystko powiedzieć? Czy wolność słowa nie zna żadnych ograniczeń? Czy można uzasadnić każdą wypowiedź takim o to argumentem, że jej autor kozysta ze swojej wolności słowa?
Poproszona przez dziennikarza o skomentowanie swojej wypowiedzi na temat Pani Poseł Grodzkiej, Pani Poseł Pawłowicz stwierdziła, ze po prostu skorzystała ze swojej wolności słowa. W mojej ocenie, poziom wypowiedzi Pani Poseł Pawłowicz o Pani Poseł Grodzkiej, nie zasługuje na to, zeby się na temat tej wypowiedzi rozpisywać. Nie zwracałbym się z tą sprawą do czytelników, jeśli ta wypowiedź, byłaby odosobnionym przypadkiem w polskim życiu publicznym. Niestety, tego typu wypowiedzi stają się coraz bardziej normą, i z moich obserwacji wynika, że polska opinia społeczna przyjmuje obojetną i coraz częściej bierną postawę wobec takich wypowiedzi.
Zdaje się, że polscy parlamentarzyści mają swoją własną definicję wolności słowa. Dlatego, warto tutaj zadać pytanie: czym że jest wolność słowa wobec wolności poselskiej?
Polscy parlamentarzyści cieszą się złotą wielowymiarową wolnością, z której coraz częściej i coraz chętniej korzystają. W okresie schyłkowym Pierwszej RP było bardzo popularne powiedzenie, że “każdy kto ma szablę jest sobie Panem w Rzeczypospolitej”. Dzisiaj odnosząc się do tamtej maksymy, można zaryzykować stwierdzenie, że “każdy kto ma mandat poselski jest sobie Panem w Rzeczypospolitej”!
Polscy parlamentarzyści stali się mistrzami w ustanawianiu nowych rekordów w dziedzinie słownych nadużyć. Przykładów można podać wiele, właściwie coraz trudniej znaleźć w naszym życiu społecznopolitycznym osoby, która nie uczestniczy w konkursie najbrutalniejszej wypowiedzi tygodnia. Ale dlaczego tak się dzieje?
Myślę, że prawdziwym problemem w polskiej przestrzeni publicznej jest brak jasno zdefiniowanego pojęcia wolności słowa. Przyczyna naszego ambiwalentnego stosunku do wolności słowa wynika z doświadczeń z przeszłości, kiedy to totalitarne komunistyczne państwo, dławilo wszelkie formy niezależności, i próby odzyskania obywatelskich wolności. Odzyskawszy wolność, wiemy jak bardzo dotkliwy jest jej brak. Właśnie na tym polega nasz dylemat: majćc świadomość, jak bardzo cenna jest wolność słowa, nie chcemy w żaden sposób jej ograniczać. Jednak z drugiej strony, brak ograniczeń w wolności słowa prowadzi do coraz wiekszych nadużyć, które coraz bardziej psują nasze życie publiczne i zatruwają naszą publiczną przestrzeń.
Musimy przezwyciężyć nasz lęk i zacząć tworzenie definicji wolności słowa od prawdziwego zdefiniowania i nazwania po imieniu “kontrowersyjnych wypowiedzi”. Należy powiedzieć sobie wprost, ze kiedy ktoś kogoś obraża, to nie jest to korzystanie z wolności słowa, tylko zwyczajne chamstwo! Nawet jeśli ten ktoś jest parlamentarzystą! Kiedy ktoś narusza czyjeś dobra osobiste, czy go zniesławia, to jest to nadużycie, delikt, a czasem nawet przestępstwo. Wolność słowa nie oznacza, że wolno powiedzieć wszystko co przynosi nam ślina na język, a jasne reguly określające granice dopuszczalnej wypowiedzi dotyczą wszystkich, nawet naszych szanownych parlamentarzystów, nawet Panią Poseł Pawłowicz!
We Francji jest popularna następująca maksyma: “twoja wolność kończy sie tam, gdzie moja wolność się zaczyna”. Każde słowo ma swoją wagę i może pomóc, ale również zaszkodzić. Niektóre słowa bywają zbawienne, a inne zabójcze. Czasami słowa ranią tak samo jak kule, a ich siła rażenia potrafi przybrać naturę broni masowego rażenia!
Słowa mogą bardziej ranić, niż najsilniejsza broń na świecie, bo złowieszcze słowa nie uderzają w ciało, ale w duszę, która goi się bardzo powoli, a czasem nie goi się w ogóle.
To my wybieramy naszych parlamentarzystów, i to my obywatele RP jesteśmy ich pracodawcamy, dlatego, mamy prawo od nich czegoś wymagać. Przede wszystkim, mamy prawo a nawet obowiązek wymagać od naszych parlamentarzystów, żeby przestrzegali reguł etyki, kultury osobistej i zasadniczej przyzwoitości,a na tę przyzoitość składa się przede wszystkim, poziom języka, jakim posługują się nasi przedstawiciele. Jako pracodawca, to my określamy, co wolno, a co nie wolno naszym parlamentarzystom a z pewnością nie wolno im łamać reguł parlamentarnej debaty, które panują w każdym Państwie prawa.
Jakość debaty zależy w dużej mierze od języka jakim posługują się jej uczestnicy. Trudno oczekiwać wysokiego poziomu od debaty, w której uczestnicy za jedyne argumenty potrafią jedynie zrównać z błotem swojego oponenta. W takiej sytuacji, trudno oczekiwać merytorycznej debaty, a bez merytorycznej debaty, trudno oczekiwac wysokiego poziomu standardów panujących w przestrzeni publicznej.
Nie okazywanie szacunku swojemu rozmówcy, czy oponentowi, to tak naprawdę nie okazywanie szacunku samemu sobie. Sami wystawiamy sobie świadectwo i sami pracujemy na własną reputację i opinię. Jednak należy pamiętać, że nasi parlamentarzyści pracują w równym stopniu, jak my sami, na naszą reputację i opinię w świecie. Nasi parlamentarzyści wystawiają nam świadectwo, bo sa naszymi przedstawicielami. To my ich wybieramy, i to my, polskie społeczeństwo ich zatrudniamy!
Dlatego apelują do polskich parlamentarzystów:
Szanowni parlamentarzyści!
Skoro nie potraficie szanować się nawzajem, to przynajmniej zacznijcie szanować tych, którzy was wybrali i których reprezentujecie w parlamencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!



Komentarze
Pokaż komentarze