zbigniewstefanik zbigniewstefanik
355
BLOG

Czym jest wolność słowa wobec wolności poselskiej?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 0

Wolność słowa to fundament każdego demokratycznego Panstwa prawa. Wolność słowa, to wielka sprawa!

Ale czy wolność słowa oznacza, że można wszystko powiedzieć? Czy wolność słowa nie zna żadnych ograniczeń? Czy można uzasadnić każdą wypowiedź takim o to argumentem, że jej autor kozysta ze swojej wolności słowa?

Poproszona przez dziennikarza o skomentowanie swojej wypowiedzi na temat Pani Poseł Grodzkiej, Pani Poseł Pawłowicz stwierdziła, ze po prostu skorzystała ze swojej wolności słowa. W mojej ocenie, poziom wypowiedzi Pani Poseł Pawłowicz o Pani Poseł Grodzkiej, nie zasługuje na to, zeby się na temat tej wypowiedzi rozpisywać. Nie zwracałbym się z tą sprawą do czytelników, jeśli ta wypowiedź, byłaby odosobnionym przypadkiem w polskim życiu publicznym. Niestety, tego typu wypowiedzi stają się coraz bardziej normą, i z moich obserwacji wynika, że polska opinia społeczna przyjmuje obojetną i coraz częściej bierną postawę wobec takich wypowiedzi.

Zdaje się, że polscy parlamentarzyści mają swoją własną definicję wolności słowa. Dlatego, warto tutaj zadać pytanie: czym że jest wolność słowa wobec wolności poselskiej?

Polscy parlamentarzyści cieszą się złotą wielowymiarową wolnością, z której coraz częściej i coraz chętniej korzystają. W okresie schyłkowym Pierwszej RP było bardzo popularne powiedzenie, że “każdy kto ma szablę jest sobie Panem w Rzeczypospolitej”. Dzisiaj odnosząc się do tamtej maksymy, można zaryzykować stwierdzenie, że “każdy kto ma mandat poselski jest sobie Panem w Rzeczypospolitej”!

Polscy parlamentarzyści stali się mistrzami w ustanawianiu nowych rekordów w dziedzinie słownych nadużyć. Przykładów można podać wiele, właściwie coraz trudniej znaleźć w naszym życiu społecznopolitycznym osoby, która nie uczestniczy w konkursie najbrutalniejszej wypowiedzi tygodnia. Ale dlaczego tak się dzieje?

Myślę, że prawdziwym problemem w polskiej przestrzeni publicznej jest brak jasno zdefiniowanego pojęcia wolności słowa. Przyczyna naszego ambiwalentnego stosunku do wolności słowa wynika z doświadczeń z przeszłości, kiedy to totalitarne komunistyczne państwo, dławilo wszelkie formy niezależności, i próby odzyskania obywatelskich wolności. Odzyskawszy wolność, wiemy jak bardzo dotkliwy jest jej brak. Właśnie na tym polega nasz dylemat: majćc świadomość, jak bardzo cenna jest wolność słowa, nie chcemy w żaden sposób jej ograniczać. Jednak z drugiej strony, brak ograniczeń w wolności słowa prowadzi do coraz wiekszych nadużyć, które coraz bardziej psują nasze życie publiczne i zatruwają naszą publiczną przestrzeń.

Musimy przezwyciężyć nasz lęk i zacząć tworzenie definicji wolności słowa od prawdziwego zdefiniowania i nazwania po imieniu “kontrowersyjnych wypowiedzi”. Należy powiedzieć sobie wprost, ze kiedy ktoś kogoś obraża, to nie jest to korzystanie z wolności słowa, tylko zwyczajne chamstwo! Nawet jeśli ten ktoś jest parlamentarzystą! Kiedy ktoś narusza czyjeś dobra osobiste, czy go zniesławia, to jest to nadużycie, delikt, a czasem nawet przestępstwo. Wolność słowa nie oznacza, że wolno powiedzieć wszystko co przynosi nam ślina na język, a jasne reguly określające granice dopuszczalnej wypowiedzi dotyczą wszystkich, nawet naszych szanownych parlamentarzystów, nawet Panią Poseł Pawłowicz!

We Francji jest popularna następująca maksyma: “twoja wolność kończy sie tam, gdzie moja wolność się zaczyna”. Każde słowo ma swoją wagę i może pomóc, ale również zaszkodzić. Niektóre słowa bywają zbawienne, a inne zabójcze. Czasami słowa ranią tak samo jak kule, a ich siła rażenia potrafi przybrać naturę broni masowego rażenia!

Słowa mogą bardziej ranić, niż najsilniejsza broń na świecie, bo złowieszcze słowa nie uderzają w ciało, ale w duszę, która goi się bardzo powoli, a czasem nie goi się w ogóle.

To my wybieramy naszych parlamentarzystów, i to my obywatele RP jesteśmy ich pracodawcamy, dlatego, mamy prawo od nich czegoś wymagać. Przede wszystkim, mamy prawo a nawet obowiązek wymagać od naszych parlamentarzystów, żeby przestrzegali reguł etyki, kultury osobistej i zasadniczej przyzwoitości,a na tę przyzoitość składa się przede wszystkim, poziom języka, jakim posługują się nasi przedstawiciele. Jako pracodawca, to my określamy, co wolno, a co nie wolno naszym parlamentarzystom a z pewnością nie wolno im łamać reguł parlamentarnej debaty, które panują w każdym Państwie prawa.

Jakość debaty zależy w dużej mierze od języka jakim posługują się jej uczestnicy. Trudno oczekiwać wysokiego poziomu od debaty, w której uczestnicy za jedyne argumenty potrafią jedynie zrównać z błotem swojego oponenta. W takiej sytuacji, trudno oczekiwać merytorycznej debaty, a bez merytorycznej debaty, trudno oczekiwac wysokiego poziomu standardów panujących w przestrzeni publicznej.

Nie okazywanie szacunku swojemu rozmówcy, czy oponentowi, to tak naprawdę nie okazywanie szacunku samemu sobie. Sami wystawiamy sobie świadectwo i sami pracujemy na własną reputację i opinię. Jednak należy pamiętać, że nasi parlamentarzyści pracują w równym stopniu, jak my sami, na naszą reputację i opinię w świecie. Nasi parlamentarzyści wystawiają nam świadectwo, bo sa naszymi przedstawicielami. To my ich wybieramy, i to my, polskie społeczeństwo ich zatrudniamy!

Dlatego apelują do polskich parlamentarzystów:

Szanowni parlamentarzyści!

Skoro nie potraficie szanować się nawzajem, to przynajmniej zacznijcie szanować tych, którzy was wybrali i których reprezentujecie w parlamencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!


 

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka