zbigniewstefanik zbigniewstefanik
576
BLOG

Dlaczego musiał odejść?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 1

 

           Dwudziestego dziewiątego kwietnia bieżącego roku Jarosław Gowin został odwołany przez premiera RP ze stanowiska ministra sprawiedliwości. Głównym powodem tej dymisji miała być jego niefortunna wypowiedź, dotycząca rzekomych niemieckich eksperymentów na pochodzących z Polski zarodkach. Pożegnanie się Jarosława Gowina z urzędem ministra sprawiedliwości wywołało - w przestrzeni publicznej i politycznej – poruszenie. Spowodowało również szereg komentarzy związanych z tym wydarzeniem. Większość dziennikarzy i publicystów zauważyło, iż Jarosław Gowin był od dłuższego czasu w mniej lub bardziej ostrym sporze z premierem Donaldem Tuskiem. Mass media zwracały ponadto uwagę, iż Jarosław Gowin nie potrafił oddzielić swojego światopoglądu od sprawowania funkcji ministra sprawiedliwości. Pełniąc funkcję ministerialną Jarosław Gowin winien zachowywać się jak wyższy urzędnik państwowy i koncentrować swoje działania wyłącznie na ustawowo zdefiniowanych obowiązkach ministra sprawiedliwości. Tak się jednak nie stało. I właśnie to - zdaniem mass mediów – ostatecznie doprowadziło do zdymisjonowania urzędującego ministra sprawiedliwości. Członka rządu, który nie raz i nie dwa nadużył cierpliwości premiera.

          To wszystko prawda, jednak w mojej opinii żaden z wyżej wymienionych powodów nie zdecydował o odejściu Jarosława Gowina. Jego rozstanie z teką ministerialną ma charakter stricte polityczny. Niepokorny minister sprawiedliwości musiał odejść, ponieważ naruszył polityczny, a może wręcz kluczowy, interes Platformy Obywatelskiej. Jarosław Gowin został zdymisjonowany, ponieważ odebrał Platformie Obywatelskiej jej największego asa politycznego!

          Polityczna wojna o zwycięstwo wyborcze, pomiędzy Platformą Obywatelską i PiS-em, dobiegła definitywnego końca. Przyjmując strategię wiecznego sprzeciwu i antysystemowej postawy, Jarosław Kaczyński sprawił, iż jego partia bezpowrotnie utraciła wybieralność. Pomimo sukcesu wyborczego w Rybniku i wciąż wysokich notowań sondażowych, PiS już nigdy nie będzie w stanie pokonać Platformy Obywatelskiej w bezpośrednim starciu wyborczym. Natomiast Jarosław Kaczyński nigdy już nie będzie w stanie odebrać władzy Donaldowi Tuskowi. Platforma Obywatelska wygrała wojnę z PiS-em, spychając ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego do defensywy. Krótko mówiąc, PiS po prostu na zawsze wypadł z gry!

          Oczywiście, przez kilka kolejnych lat Platforma Obywatelska będzie używała PiS-u jako politycznego straszaka i przedstawiała się jako antyteza dla antysystemowej partii Jarosława Kaczyńskiego. Jednak PiS nie jest - i już nigdy więcej nie będzie - traktowany przez Platformę Obywatelską jako polityczne zagrożenie, czy nawet jako potencjalny polityczny konkurent. Spór PO-PiS dokonuje żywota, a w jego miejsce pojawi się polemika pomiędzy Platformą Obywatelską a lewicą.  Prędzej czy później polskie partie i środowiska lewicowe połączą siły i przedstawią wyborcom jedną ofertę polityczną.

           Okres 2013-2020 będzie dla polskiego społeczeństwa erą mutacji światopoglądowej i -  co za tym idzie - zmiany preferencji wyborczych. Stopniowa utrata wpływów kościoła katolickiego w Polsce, obyczajowa ewolucja i proces europeizacji powodują, iż rośnie zapotrzebowanie na lewicową ofertę w polskiej przestrzeni politycznej. Platforma Obywatelska i jej liderzy - z Donaldem Tuskiem na czele - z pewnością mają świadomość i odpowiednią wiedzę na temat transformacji społecznej w Polsce, która nieuchronnie wpłynie na przyszłe wyniki wyborcze. Już w następnych wyborach znacząco wzrośnie w Polsce liczebność elektoratu lewicowego i centrolewicowego. Już w następnych wyborach to właśnie wyborcy o charakterze lewicowym i centrolewicowym będą mieli decydujący wpływ na wyborczy wynik największych partii i układ sił w Sejmie przyszłej kadencji.  Najprawdopodobniej to oni zadecydują o zwycięstwie lub  porażce Platformy Obywatelskiej w następnych wyborach. Platforma Obywatelska zdaje sobie z tego sprawę. Zdają sobie z tego sprawę również jej liderzy!

          Do niedawna Platforma Obywatelska posiadała politycznego - znaczącego, a może wręcz decydującego - asa. Tym asem był jej centrolewicowy charakter. Partia Donalda Tuska zawsze szczyciła się wielością swoich frakcji. Prawicowe i konserwatywne  skrzydło z jednej strony, a z drugiej - skrzydło centrolewicowe.

          Wyborcy potrzebują konkretów, potrzebują dowodów, żeby uwierzyć, a Platforma Obywatelska miała dotychczas w swoim posiadaniu koronny dowód na swoją centrolewicowość. Tym dowodem były, wielokrotnie wyrażane, deklaracje liderów Platformy Obywatelskiej o woli przeprowadzenia społecznej i politycznej debaty poświęconej związkom partnerskim.  W tym celu Platforma Obywatelska złożyła do laski marszałkowskiej swój własny projekt ustawy o legalizacji związków partnerskich. Sam premier Tusk publicznie wypowiedział się w tej sprawie i wyraził życzenie, aby wszystkie trzy projekty o związkach partnerskich (PO, Ruchu Palikota i SLD) zostały dopuszczone przez posłów do drugiego czytania, czyli do prac w komisjach sejmowych i w parlamentarnych grupach roboczych. Platforma Obywatelska na pewno miała świadomość, że instytucja związków partnerskich może być sprzeczna z konstytucją III RP. Jednak nie miało to żadnego znaczenia, bo przecież nigdy nie chodziło tej partii o przyjęcie ustawy o związkach partnerskich w tej kadencji Sejmu. W rzeczywistości - w mojej opinii - zależało Platformie tylko na tym, aby poprzez dopuszczenie tych projektów (z propozycją posła Artura Dunina na czele) do drugiego czytania, inicjatywy te zostały skierowane do prac w komisjach sejmowych. Stanowiłoby to niezaprzeczalny dowód na to, iż PO i jej liderzy (z premierem włącznie) traktują sprawę związków partnerskich całkiem serio. Komisje sejmowe zakończyłyby prace nad projektami o związkach partnerskich pod koniec tej kadencji Sejmu i zabrakłoby czasu, aby doszło do trzeciego czytania przed kolejnymi wyborami. Jednak związki partnerskie i ich zinstytucjonalizowanie stanowiłoby jeden z głównych filarów następnej kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej. W ten sposób partia ta mogłaby udowodnić swoją centrolewicowość, zapewniając, że od razu po zwycięstwie w przyszłych wyborach parlamentarnych i ponownym objęciu władzy, sprawa związków partnerskich zostanie ustawowo uregulowana. Centrolewicowa twarz Platformy Obywatelskiej mogła przyciągnąć tych centrolewicowych wyborców, którzy byliby znudzeni wojną na lewicy. Oni zagłosowaliby na Platformę Obywatelską, kierując się staropolskim wyborczym obyczajem, czyli głosowaniem na „mniejsze zło“. Centrolewicowy charakter Platformy Obywatelskiej mógł zadecydować o kolejnym wyborczym sukcesie tej partii, zarówno w przyszłych, jak i w kolejnych wyborach. Jednak Platforma Obywatelska, za pośrednictwem Jarosława Gowina, utraciła tego politycznego asa! 

          Podczas debaty nad projektami o związkach partnerskich Jarosław Gowin zadeklarował, iż w ocenie ministra sprawiedliwości wszystkie trzy projekty są niezgodne z konstytucją III RP. Wprawiło to w wielkie zakłopotanie zarówno premiera Tuska, jak i jego partyjnych kolegów. Co prawda Donald Tusk usiłował ratować sytuację, kiedy to ogłosił, iż wyrażona w tej sprawie opinia Jarosława Gowina jest wyłącznie jego prywatnym zdaniem, jednak niepokorny minister szedł w zaparte, co w konsekwencji doprowadziło do odrzucenia przez Sejm RP w pierwszym czytaniu wszystkich projektów o związkach partnerskich. Kilka tygodni później prezydent Bronisław Komorowski stwierdził, iż faktycznie, projekty o związkach partnerskich nie są zgodne z konstytucją III RP. Zdając sobie sprawę, że już nie ma czego ratować, premier Tusk przyznał, że istnieje możliwość, iż owe projekty rzeczywiście mogą być nie do końca zgodne z polską konstytucją. Była to przysłowiowa kropka nad i, ostatecznie zakończyło parlamentarną debatę o legalizacji związków partnerskich w Polsce. Na ponowną sejmową debatę na ten temat w tej kadencji nie ma co liczyć, ponieważ od kiedy zostało podane do publicznej wiadomości, iż owe projekty są - lub mogą - być sprzeczne z polską konstytucją, to parlamentarna dyskusja nad ich substancją byłaby bezcelowa.

          Sprzeciw ministra Gowina wobec dopuszczenia tych projektów do drugiego czytania sprawił, iż Platforma Obywatelska utraciła swojego głównego politycznego asa, czyli możliwość dowiedzenia swojej centrolewicowości. Co więcej, to, co mogło stać się najważniejszym atutem, największym politycznym asem w przyszłej kampanii wyborczej, przemieniło się w największą kulę u nogi, której Platforma Obywatelska zbyt szybko się nie pozbędzie. Odrzucenie przez Sejm RP w pierwszym czytaniu wszystkich projektów o związkach partnerskich, również głosami posłów Platformy Obywatelskiej oraz za sprawą nawoływania Jarosława Gowina do ich odrzucenia, będzie wypominane temu ugrupowaniu (i jego liderom) przez lewicowe partie oraz środowiska lewicowe i centrolewicowe przy każdej okazji, podczas wszystkich następnych kampanii wyborczych.

          Co do Jarosława Gowina to udało mu się zablokować legalizację związków partnerskich w Polsce. Przynajmniej dopóki będzie trwał Sejm tej kadencji. Jarosław Gowin postawił na swoim, ale tym samym postawił się poza Platformą Obywatelską. Jego partia nie wybaczy mu uporu w tej sprawie. Dlatego zaryzykuję stwierdzenie, iż nie bezkompromisowość w kwestiach światopoglądowych, czy narastający spór z premierem Tuskiem, ale pozbawienie Platformy Obywatelskiej jej największego politycznego asa jest bezpośrednim powodem utraty stanowiska ministra sprawiedliwości przez Jarosława Gowina.

          Sprzeciw Jarosława Gowina w sprawie dopuszczenia projektów o związkach partnerskich do drugiego czytania w Sejmie tej kadencji, odebrał Platformie Obywatelskiej możliwość bezpośredniej rywalizacji z ugrupowaniami lewicowymi. Platforma Obywatelska nie będzie mogła toczyć sporu  z polską lewicą o to, kto ma prawdziwą twarz centrolewicową. W tej sytuacji będzie bardzo ciężko Platformie Obywatelskiej skutecznie zawalczyć o elektorat lewicowy i centrolewicowy, który z roku na rok będzie w Polsce coraz liczniejszy.

          Jarosław Gowin udowodnił zaś, że w kwestiach światopoglądowych jest bezkompromisowy i nieugięty. Pełniąc funkcję ministra sprawiedliwości, Jarosław Gowin budował jednocześnie swój własny wizerunek - przedstawiciela światopoglądu konserwatywnego. Udało mu się również skutecznie zaznaczyć swoją obecność w przestrzeni publicznej i medialnej, w której był postacią kontrowersyjną, ale przede wszystkim jednym z głównych obiektów zainteresowania. Jednak polityczna strategia i działalność Jarosława Gowina sprawiły, iż formalnie – choć nieoficjalnie - Platforma Obywatelska wzięła z nim rozwód. Jarosław Gowin spalił za sobą wszystkie mosty i teraz nie może już zrobić kroku w tył. Jarosław Gowin sam postawił się pod polityczną ścianą i niewiele opcji mu pozostaje: albo stworzy swoją własną partię, albo po upływie tej kadencji Sejmu podzieli los Jana Rokity. Zostanie on po prostu wycięty z list wyborczych Platformy Obywatelskiej do Sejmu przyszłej kadencji, chociaż formalnie pozostanie członkiem tej partii. Będzie on skazany na polityczny niebyt. Jeśli Jarosław Gowin zamierza nadal pozostać czynnym politykiem, to musi stworzyć swoje własne stronnictwo, swoje ugrupowanie, swoją własną partię polityczną. Nie ma odwrotu dla Jarosława Gowina. Teraz tylko „wóz albo przewóz”. Dlatego, pozwolę sobie zaapelować po raz kolejny.

          Panie Ministrze: go win!!!

 

Zbigniew Stefanik

 

 

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka