zbigniewstefanik zbigniewstefanik
604
BLOG

Zamach musi być!

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 12

Teoria propagowana przez Antoniego Macierewicza, mówiąca o zamachu na samolot prezydencki Tu-154, przeżywa głęboki kryzys. A wszystko zaczęło się tak niewinnie, tak niepozornie...

Najpierw Zbigniew Giziński i Bolesław Piecha, dwaj czołowi politycy Prawa i Sprawiedliwości, stwierdzili publicznie, że na chwilę obecną nie ma dowodów na to, iż 10 kwietnia 2010 roku doszło w Smoleńsku do zamachu na prezydenckiego Tupolewa. Ich wypowiedź wywołała poruszenie zarówno w przestrzeni politycznej, jak i publicznej. Jednak Jarosław Kaczyński jest - jak zresztą wszystkim wiadomo - powszechnie znany z wręcz legendarnej wielkoduszności, tolerancji oraz walki o wolność słowa i swobodę wypowiedzi członków swojej partii. Dlatego wybaczył on swym współpracownikom zbyt daleko idący przypływ szczerości, którego dopuścili się w kontaktach z mediami i opinią publiczną. Chociaż zostali pouczeni przez prawą rękę prezesa - Adama Hofmana - to w PiS-ie pozostali.

      Jednak, jak to zwykle bywa, nieszczęścia chodzą parami. Wielkoduszny i tolerancyjny prezes Jarosław Kaczyński jest bowiem również znany z długoletniego i wręcz niesamowitego pecha, który towarzyszy mu przy doborze najbliższych współpracowników. Po Januszu Kaczmarku, Jaromirze Netzlu, Marku Jurku, Ludwiku Dornie i Zbigniewie Ziobrze, sam pełnomocnik prezesa, mecenas Rafał Rogalski, również okazał się być „wrogiem” pisowskiego ludu i IV RP. A także samego prezesa Kaczyńskiego, który - jak można sądzić - mecenasa Rogalskiego nie wybrał na swojego pełnomocnika przez przypadek.  

Rafał Rogalski, ten długoletni obrońca teorii zamachu i bezpośredni wynalazca teorii „helu” i „sztucznej mgły” w Smoleńsku, no - jakby to powiedzieć - po prostu raptem zmienił zdanie. Mecenas Rogalski doszedł do „wniosku”, może również nie przez przypadek, że tak naprawdę żadnego zamachu w Smoleńsku nie było, a ustalenia parlamentarnego zespołu Antoniego Macierewicza zwyczajnie rozmijają się z faktami. W skrócie, w mojej ocenie, nowe stanowisko mecenasa Rogalskiego w sprawie smoleńskiego śledztwa, można streścić następująco: sorry boys, ja tylko tak żartowałem!

Pomimo iż cała sprawa przypomina kiepską komedię długometrażową, to jej następstwa mogą okazać się bardzo poważne, zarówno dla partii Jarosława Kaczyńskiego, jak i jego samego. On to bowiem na „smoleńskim zamachu” zbudował nową tożsamość polityczną PiS-u i stał się mesjaszem wyznawców religii smoleńskiej. Jednakże pojawił się problem, gdyż bez „smoleńskiego zamachu” nie ma również i smoleńskiej religii. A bez smoleńskiej religii mesjasz staje się zbyteczny, niepotrzebny. Dlatego dla Jarosława Kaczyńskiego i jego wyznawców nie ma alternatywy: zamach musi być!

Jednakże dla pozostałych posłów PiS-u permanentne trwanie w równoległej, smoleńskiej rzeczywistości, już nie jest takie atrakcyjne. Nie tylko nie jest korzystne, ale staje się dla nich autentycznym obciążeniem, metaforyczną kulą u nogi. Balastem, którego usiłuje się pozbyć coraz więcej z nich. Dlaczego teoria o zamachu na prezydenckiego Tupolewa w Smoleńsku przestała być w PiS-ie trendy?

Dla teorii o zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego punkt zwrotny nastąpił podczas obchodzonej przez „lud smoleński” tegorocznej rocznicy lotniczej katastrofy. Ruch Poparcia Jarosława Kaczyńskiego i kapłani religii smoleńskiej zapowiadali w przychylnych im środkach przekazu, iż rocznicy w całej Polsce będą towarzyszyć potężne manifestacje, które doprowadzą do powstania uciśniętego ludu miast i wsi przeciwko władzy. Jednak do powstania nie doszło, a liczba uczestniczących w prawicowych obchodach rocznicy katastrofy smoleńskiej, okazała się bardzo niska. Dla większości społecznych i politycznych obserwatorów było to zaskoczenie, dla kapłanów religii smoleńskiej - autentyczny szok. Tymczasem dla posłów Prawa i Sprawiedliwości był to sygnał alarmowy, znak, iż nadeszła pora na ewakuację.

Niemniej jednak, żeby się ewakuować to wpierw trzeba mieć dokąd. A kiedy nie ma miejsca, do którego można uciec, to należy przygotować grunt, który pisowskim uciekinierom umożliwi uzyskanie politycznego azylu. Alternatywy są dwie: w innej - już istniejącej - formacji politycznej, bądź w ugrupowaniu, które stworzone zostanie dopiero w przyszłości.

Tych posłów PiS-u, którzy są za mało przekonani do teorii o zamachu, stara się dyscyplinować Adam Hofman. Jego zabiegi zdają się jednak na nic: gdy polityczny statek tonie, to logika nakazuje się ratować. Tym bardziej, że w Polsce z poglądami politycznymi z reguły zwycięża polityczny interes. Tak więc to nie wina tych, którzy po prostu racjonalnie myślą o swojej politycznej przyszłości (dodam, że słowo „racjonalnie” należy w tym miejscu rozumieć w jego politycznym znaczeniu). Skoro PiS-owskie listy wyborcze w coraz mniejszym stopniu stanowią gwarancję utrzymania fotela w poselskich ławach, to lepszych gwarancji trzeba poszukać gdzie indziej. Co zrobić, kiedy nawet teoria smoleńskiego zamachu nie jest w stanie wygrać w Polsce z politycznym interesem! 

Oprócz stopniowego upadku teorii o zamachu, PiS musi jednakże stawić czoła jeszcze jednemu, większemu zagrożeniu. Chodzi tutaj o perspektywę dwóch nowych projektów politycznych, które niewątpliwie powstaną i których kandydaci będą bezpośrednio konkurować w wyborczym wyścigu z ubiegającymi się o miejsce w parlamencie z list Prawa i Sprawiedliwości. Na „lewo” od PiS-u rozwija swoją konserwatywną frakcję Jarosław Gowin. Co prawda na razie pozostaje on w Platformie Obywatelskiej, lecz długo to raczej nie potrwa. W mojej opinii zmieni się to już niebawem, a polityczne ugrupowanie, które stworzy odwołany niedawno minister sprawiedliwości, będzie bezpośrednio rywalizowało z PiS-em o elektorat konserwatywny. Potencjalnych wyborców, którzy – przynajmniej w tym momencie - w zdecydowanej większości głosują na partię Jarosława Kaczyńskiego. Jednak kiedy powstanie ugrupowanie Jarosława Gowina, to konserwatywny elektorat z pewnością postawi na polityka stałego w poglądach. Polityka, który już wielokrotnie udowodnił swoje przywiązanie do konserwatywnych wartości. To właśnie tradycjonalistyczny w swych przekonaniach elektorat będzie stanowił wyborczą bazę dla przyszłej partii Jarosława Gowina. A PiS, który zapewne zostanie zepchnięty do defensywy, będzie starał się pozyskać głosy „wykluczonych”. „Oburzonych” bezrobociem i coraz bardziej dostrzegalnym w Polsce kryzysem gospodarczym.

Jednak tutaj pojawi się kolejny polityczny konkurent. Będzie to Piotr Duda i jego Platforma Oburzonych, która stanie się rzecznikiem postulatów społecznych, dotyczących prawa pracy, warunków bytowych pracowników i ekonomicznych perspektyw najuboższych Polaków. Dotychczas to właśnie PiS, w swoich politycznych wypowiedziach, akcentował postulaty społeczne. Dla uwiarygodnienia PiS-u w tej materii służyło dotąd wsparcie NSZZ „Solidarność”. Od 2005 roku do wyboru Piotra Dudy na stanowisko przewodniczącego „Solidarności”, istniał niepisany polityczny sojusz pomiędzy PiS-em, a tym związkiem zawodowym. Jednak Piotr Duda ma własne plany dla Związku, któremu przewodzi, jak i własne ambicje, które pragnie zrealizować. Z pewnością nie zamierza on dopuścić  - jak miało to miejsce w czasach, gdy przewodniczącym Związku był Janusz Śniadek - do dokonywanej przez PiS wasalizacji NSZZ „Solidarność”, ani jego samego.

Na bazie Platformy Oburzonych i terenowych struktur „Solidarności” Piotr Duda stworzy polityczne ugrupowanie, które stanie się dla wykluczonych dużo bardziej atrakcyjne, niż PiS. W swojej politycznej ofercie Piotr Duda będzie koncentrował się wyłącznie na warunkach bytowych polskiego społeczeństwa. Tymczasem propozycje Jarosława Kaczyńskiego będą odwoływać się w pierwszej kolejności do wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. W starciu z Piotrem Dudą i jego polityczną formacją, Jarosław Kaczyński i jego Ruch Poparcia są absolutnie bez szans, gdyż na liście priorytetów polskiego społeczeństwa warunki bytowe znajdują się - moim zdaniem – zdecydowanie wyżej, niż wyjaśnianie przyczyn katastrofy smoleńskiej.     

W przyszłości Jarosław Gowin i jego ewentualne ugrupowanie, na swoją korzyść zagospodaruje konserwatywny elektorat. Natomiast Piotr Duda przejmie od PiS-u elektorat „wykluczonych” i „oburzonych”. W tej sytuacji partii PiS pozostanie jedynie „lud smoleński”. Dlatego też, z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego: zamach musi być. Póki teoria o smoleńskim zamachu trwa, to smoleńska religia ma swoją rację bytu i posiada swojego mesjasza. Upadek teorii zamachu doprowadziłby do politycznego końca Jarosława Kaczyńskiego oraz do rozproszenia „smoleńskiego ludu”, który pozostałby bez duchowego przewodnika i bez duchowej racji bytu.

Funkcjonowanie teorii smoleńskiego zamachu w przestrzeni publicznej ma również swoje - mało dotychczas komentowane, jednak bardzo istotne - uzasadnienie ekonomiczne. Przed katastrofą smoleńską niektóre media prawicowe, takie jak „Niezależna Gazeta Polska”, należały do niszowych środków przekazu i de facto nie liczyły się w polskiej sferze medialnej. Katastrofa smoleńska i teoria o zamachu odwróciły ten trend. Aktualnie prawicowe media, niegdyś szerzej nieznane, posiadają potężne i zamożne imperium, gdyż najważniejszym tematem, które poruszają jest właśnie problem smoleńskiego zamachu i smoleńskiego śledztwa. Po prostu, smoleński zamach jest dla prawicowych i skrajnoprawicowych „dziennikarzy” kurą znoszącą złote jaja! Upadek teorii zamachu spowodowałaby nieuchronne zmniejszenie liczby czytelników i - co za tym idzie - dochodów prawicowych gazet i telewizji. Niestety, kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

W dużej mierze medialni sojusznicy PiS-u umacniają swoje medialne imperium za pośrednictwem teorii o zamachu. Jarosław Kaczyński jest tego w pełni świadomy. Dlatego: zamach musi być!

Na dzień dzisiejszy PiS znajduje się w prawdziwym impasie. Teoria smoleńskiego zamachu nie przyciąga już tak wiele wyznawców, jak miało to miejsce jeszcze rok temu. Smoleńskie paliwo się kończy, a zespół Antoniego Macierewicza zamiast bycia atutem, coraz bardziej staje się dla PiS-u polityczną kulą u nogi. Zdystansowanie się partii Jarosława Kaczyńskiego, jak również jego samego, od coraz bardziej oderwanych od rzeczywistości tez Antoniego Macierewicza, mogłoby wspomóc PiS w walce z przyszłymi politycznymi konkurentami, czyli Jarosławem Gowinem i Piotrem Dudą, jak również z ich ugrupowaniami. Tylko zdystansowanie się PiS-u od teorii smoleńskiego zamachu może spowodować, iż zwycięstwo wyborcze tej partii stanie się możliwe.

Lecz PiS nie może zrezygnować z teorii zamachu, ponieważ  wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej to dzisiaj jedyna widoczna obietnica wyborcza PiS-u. Bez teorii o zamachu wyjaśnianie katastrofy smoleńskiej staje się nieatrakcyjne, a sam PiS straci podstawowy filar swojej politycznej egzystencji.

Smoleński zamach to pisowska racja bytu. To serce partii, bez którego ugrupowanie nie może funkcjonować. Dlatego z punktu widzenia PiS-u: zamach musi być!

Partia Jarosława Kaczyńskiego jest skazana na wieczną klęskę polityczną, a on sam na polityczny niebyt. Rozumieją to posłowie Prawa i Sprawiedliwości, którzy nie chcieliby, aby przygoda z PiS-em doprowadziła ich do politycznej nicości, kiedy partia przestanie istnieć. Dlatego coraz częściej, coraz wyraźniej i coraz liczniej dystansują się oni od teorii smoleńskiego zamachu. Jednak impas, w którym znajduje się PiS polega na tym, iż bez teorii o zamachu ugrupowanie przeżyć nie może, a z kolei upierając się przy teorii o zamachu - skazuje się na niekończące się przegrane w wyborach. W starciu z Platformą Obywatelską kolejne wyborcze porażki nie oznaczały końca Prawa i Sprawiedliwości. Jednak jednoczesne starcie z ugrupowaniami Jarosława Gowina i Piotra Dudy doprowadzi do definitywnego upadku tej partii. W tej sytuacji warto, jak sądzę, postawić jedno pytanie:

Panie Prezesie, co teraz będzie?

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka