zbigniewstefanik zbigniewstefanik
311
BLOG

Po siódme…

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 1

 

 

           Piątego maja bieżącego roku w „Wydarzeniach”, serwisie informacyjnym Telewizji Polsat, wyemitowany został materiał poświęcony liczbie asystentów, którzy są zatrudniani przez eurodeputowanych Parlamentu Europejskiego. Niestety, informacje podane w tym programie okazały się dla polskich europosłów – a więc w efekcie również dla Polski - druzgoczące. Z danych, które są zresztą ogólnie dostępne w Internecie, wynika bowiem, iż polscy deputowani zatrudniają najwięcej asystentów spośród wszystkich europarlamentarzystów, przedstawicieli państw członkowskich Unii Europejskiej. Niechlubnym rekordzistą w tym rankingu okazał się być europoseł Ryszard Legutko. Dowiedziono, że spośród wszystkich posłów, zasiadających w ławach Parlamentu Europejskiego to on zatrudnia najwięcej asystentów. Według oficjalnych danych dla europosła Ryszarda Legutko pracuje aż osiemnastu asystentów. Tymczasem europejska średnia zatrudnionych przez eurodeputowanych asystentów wynosi mniej więcej trzech pracowników tego typu.                                                                                       

           Co więcej, po Ryszardzie Legutko najwięcej asystentów pracuje dla europosłów Zbigniewa Ziobro i Tadeusza Cymańskiego...                                                                         

           Trzech europosłów, trzech Polaków, trzech rekordzistów! Niestety, nie ma ani się z czego śmiać, ani się z czego cieszyć, gdyż tematem tym niezwykle intensywnie interesuje się zachodnioeuropejska prasa. A brytyjskie czy francuskie komentarze prasowe w tej sprawie są dla Polski wyjątkowo niekorzystne.                                                                                          

           Pojawienie się tego tematu w europejskiej przestrzeni publicznej nie jest niczym nowym. W styczniu bieżącego roku, anonimowy brytyjski bloger udostępnił na swoim profilu oficjalne dane Europarlamentu, które jasno pokazują, ilu asystentów pracuje dla poszczególnych europosłów. Już wtedy Ryszard Legutko, Tadeusz Cymański i Zbigniew Ziobro byli rekordzistami, którzy zatrudniali (podobnie jak teraz) największą liczbę asystentów, spośród wszystkich zasiadających w Parlamencie Europejskim. Jednak wtedy ta informacja nie wywołała większego zainteresowania w polskiej przestrzeni publicznej, a także w sferze politycznej. A szkoda, ponieważ w mojej ocenie sprawa jest bardzo poważna; wręcz skandaliczna!                                             

           Nie wiem jak Wy, drodzy Czytelnicy, ale ja - jako obywatel Polski i obywatel Unii Europejskiej - chciałbym wiedzieć, dlaczego niektórzy europosłowie zatrudniają trzech, a inni aż osiemnastu asystentów. Chciałbym zrozumieć, co jest przyczyną tak potężnej dysproporcji, różnicy pomiędzy liczbą zatrudnionych asystentów przez przeciętnego europosła, a liczbą asystentów pracujących dla naszych polskich rekordzistów.                                       

           Chciałbym w tym miejscu poinformować, iż daleki jestem od oskarżania kogokolwiek o cokolwiek. Raz jeszcze podkreślam, nikogo o nic nie oskarżam, ani niczego nie insynuuję. Jednak pozwolę sobie - tak w ramach dygresji dozwolonych dla nieprofesjonalnych publicystów - poinformować Czytelników, iż pieniądze wypłacane na europoselską działalność deputowanym Parlamentu Europejskiego, muszą być wykorzystane wyłącznie na aktywność towarzyszącą sprawowaniu mandatu przez europosła. Skierowanie tych środków na jakikolwiek inny cel jest ściśle zabronione, zarówno przez regulamin Europarlamentu, jak i prawo unijne. Zastanawiam się, jaki mógłbym podać Czytelnikom przykład innej, zakazanej formy wydatkowania środków przeznaczonych na działalność europoselską…

Chyba znalazłem – dodam, że wybór to czysto teoretyczny i przypadkowy - taki przykład! Załóżmy, że pewien europoseł, ze środków przeznaczonych na jego europoselską działalność, finansowałby krajowe struktury partii, do której należy, z której list dostał się do Europarlamentu. Wtedy takie postępowanie byłoby absolutnie niezgodne z regulaminem Parlamentu Europejskiego, jak również z prawem wspólnotowym. Taki europoseł musiałby wówczas wszystkie nieprawidłowo wykorzystane środki zwrócić do Europarlamentu. Albo jeszcze inny – równie teoretyczny i równie przypadkowy - przykład przyszedł mi do głowy. Jeśli jakiś europoseł zatrudniałby asystenta, który de facto nie pracuje dla niego, tylko dla partyjnych struktur krajowych, do których europoseł należy, to byłoby to w świetle prawa wspólnotowego przestępstwem. Tworzenie fikcyjnych etatów jest niezgodne z żadnym systemem prawnym, ani z żadnym regulaminem jakiejkolwiek instytucji publicznej, która wypłaca środki na działalność publiczną.                                                                                                                    

           Podałem tutaj dwa przykłady ściśle teoretyczne, bo przecież nikt chyba nie jest w stanie uwierzyć, albo nawet sobie wyobrazić, że polscy europosłowie, załóżmy, iż politycy należący do ugrupowania Prawo i Sprawiedliwość, mającego przecież charakter chrześcijański, mogliby zrobić cokolwiek niezgodnego z prawem, dobrym obyczajem i europoselską etyką.                   

            Jednakże, aby nikt złośliwy lub „nasłany”, aby żaden „agent”, ani nikt „o marnej reputacji” nie mógł pomawiać naszych europosłów, a szczególnie tych z prawej strony sceny politycznej, należy bezwzględnie wyjaśnić tę sprawę raz na zawsze. I to zarówno na poziomie polskiego, jak i europejskiego wymiaru sprawiedliwości. Europarlament również powinien przeprowadzić wewnętrzne śledztwo, dzięki czemu wizerunek europosłów pozostanie czysty, a europejska kasa pozostanie cała!                                                         

           W mojej ocenie sprawa ta ma dla nas wszystkich charakter tragiczny, ponieważ godzi ona w wiarygodność Polski i Polaków na arenie europejskiej. Od pierwszych dni integracji z Unią Europejską, wszystkie rządy (no, może z wyjątkiem jednego) za priorytet przyjęły stopniowe uwiarygodnianie Polski w oczach europejskich partnerów. Należy zauważyć, że podjęte w tej materii wysiłki przyniosły zamierzone skutki i opłaciły się polskiemu państwu i jego obywatelom, czego dowodem jest polski sukces przy negocjacjach nad europejskim budżetem na przyszłe lata (przypomnę, iż miały one miejsce w styczniu i lutym 2013 roku). Warto tutaj przypomnieć, że to właśnie Polska dostanie największą część z europejskiego tortu budżetowego, a ma to niezwykle duże znaczenie dla rozwoju infrastrukturalnego kraju nad Wisłą. Ten sukces - tak często i obszernie komentowany przez wszystkie środki masowego przekazu w Polsce - w mojej ocenie nie jest jednak największym polskim osiągnięciem na arenie europejskiej. Najistotniejszym, a zarazem najważniejszym polskim sukcesem ostatnich lat jest wiarygodność, którą Polska uzyskała we Wspólnocie Europejskiej. Nie uzyskane fundusze z budżetu europejskiego, ale wysoka wiarygodność Polski w Unii Europejskiej jest największym polskim sukcesem. Polska jest wiarygodna w Europie nie dlatego, że odniosła sukces przy podziale europejskiego budżetu na kolejne lata, ale odniosła sukces przy podziale europejskich środków, bo jest wiarygodna i właśnie o tym pamiętać należy!!!                         

           Polska wiarygodność w Europie to dzisiaj nasz największy kapitał! Polska wiarygodność w Europie to dzisiaj nasz największy atut! Polska wiarygodność w Europie to w tym momencie największy polski skarb! Nie możemy, nie wolno nam, nie wolno żadnemu przedstawicielowi Polski i Polaków tego zniszczyć!                                                        

           Wszystkie doniesienia medialne, które stawiają Polskę i Polaków w złym świetle są niekorzystne dla wiarygodności naszego państwa w Europie i na świecie. Powtórzę, wysoka wiarygodność, jaką cieszy się dzisiaj Polska w Europie, to jej - to nasz - największy kapitał. To nasz największy atut i największy skarb. Musimy bronić naszej wiarygodności i wiarygodności naszego państwa, jeśli chcemy dołączyć do Unii Europejskiej pierwszej prędkości. To my wybieramy naszych przedstawicieli do Europarlamentu. To my, polscy wyborcy, polscy obywatele, decydujemy o tym, kto nas reprezentuje w Parlamencie Europejskim. Ale pamiętajmy, że skoro to my wybieramy naszych przedstawicieli, to tym samym bierzemy również odpowiedzialność za ich czyny podczas sprawowanego mandatu. My obywatele, my wyborcy, bierzemy odpowiedzialność za wszystkie dobre i złe poczynania naszych przedstawicieli. Krótko mówiąc, to, co robią nasi przedstawiciele w Europarlamencie dotyczy nas bezpośrednio, ponieważ są oni europosłami z naszej woli i – będąc naszymi przedstawicielami - działają w naszym imieniu. Dlatego apeluję do wszystkich Czytelników, apeluję do środków masowego przekazu, apeluję do polskiego i europejskiego wymiaru sprawiedliwości: wyjaśnijmy sprawę liczby asystentów, którzy zostali zatrudnieni przez polskich europosłów. Wyjaśnijmy tę kwestię od początku do końca, wyjaśnijmy raz na zawsze, profesjonalnie i rzetelnie, obiektywnie i – co najważniejsze - bez politycznych sporów. Chodzi tu bowiem o interes naszego państwa, o interes nas wszystkich, ponieważ polska wiarygodność w Unii Europejskiej stanowi polski interes narodowy! Nie spuszczajmy po raz kolejny na tę sprawę kurtyny zapomnienia i obojętności.                                      

           Na koniec, drodzy Czytelnicy, pozwólcie, iż podzielę się z Wami pewną refleksją. Wydaje mi się, że wszyscy nasi przedstawiciele, których działalność jest finansowana ze środków publicznych, powinni kierować się siódmym przykazaniem z dekalogu. A brzmi ono…

 

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka