zbigniewstefanik zbigniewstefanik
459
BLOG

Bezprawne państwo partiokratyczne

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 1

           Mariusz Błaszczak (przewodniczący Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość) i Przemysław Wipler (były poseł PiS) za pośrednictwem massmediów prowadzą spór o to, kto jest właścicielem poselskiego mandatu Przemysława Wiplera. Mariusz Błaszczak przypomina, iż Przemysław Wipler został wybrany do Sejmu RP z warszawskiej listy PiS. Zdaniem przewodniczącego Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość, były poseł tej partii zawdzięcza swój mandat poselski ugrupowaniu, które dało mu miejsce na liście wyborczej. Skoro zdecydował on opuścić to ugrupowanie, to powinien zrezygnować z poselskiego mandatu. Przemysław Wipler mandatu oddawać nie zamierza. Odpiera zarzuty Mariusza Błaszczaka, jakoby jedynie ugrupowaniu Jarosława Kaczyńskiego, zawdzięczał wybór do Sejmu RP. Przemysław Wipler argumentuje, iż  jego wyborcy zagłosowali na niego imiennie, a nie dlatego, że startował z listy wyborczej PiS-u.

           Tylko pozornie spór ten wygląda na zwyczajną przepychankę polityczną. Konflikt ten należy potraktować bardzo poważnie, ponieważ temat, którego dotyczy jest ściśle związany z jakością i autentycznością polskiej demokracji. Tak naprawdę spór ten - w świetle medialnych reflektorów - przedstawia długoletnią dysfunkcję polskiego ustroju parlamentarnego, trwającą aż do chwili obecnej.

           Polityczna dysputa Wipler - Błaszczak skłania nas do postawienia następujących pytań: do kogo należą poselskie mandaty? Kogo, tak naprawdę, reprezentuje poseł Rzeczpospolitej Polskiej? Kto jest prawdziwym suwerenem w III RP? Kto rzeczywiście wybiera posłów do Sejmu RP? Do kogo należy w Polsce decyzja, kto zostanie posłem, a kto nim nie będzie?

           Zgodnie z literą konstytucji każdego demokratycznego państwa prawa, suwerenem są obywatele danego kraju. To właśnie obywatele, poprzez swoich przedstawicieli, sprawują władzę. Przedstawicieli, których wyboru dokonuje się w bezpośrednich i powszechnych wyborach. Konstytucja III RP również odpowiada tej doktrynie, a Rzeczpospolita Polska - z punktu widzenia prawnego - absolutnie nie odstaje i niczym nie różni się od europejskich państw, w których panuje ustrój parlamentarny.

           Jednak polska rzeczywistość parlamentarna i polski obyczaj parlamentarny, rozmijają się z literą prawa konstytucyjnego w kwestii istoty reprezentacji do tego stopnia, że należy zadać pytanie: kto jest prawdziwym suwerenem w Polsce? Polscy obywatele czy polskie partie polityczne?  

           Ugrupowania polityczne w Polsce mają monopol na wystawianie kandydatów na posłów do Sejmu RP. Oczywiście, polski system prawny i wyborczy w żaden sposób nie wyklucza możliwości tworzenia obywatelskich (czy niezależnych od partii politycznych) list kandydatów na posłów. Jednak w praktyce - ze względów finansowych - jest to bardzo trudne, wręcz niemożliwe. W Polsce kampanie wyborcze są niezwykle drogie, ponieważ tak naprawdę wszystkie formy reklamy i promocji kandydatów są dozwolone . Spoty (zarówno radiowe, jak i telewizyjne), bilbordy, plakaty, ulotki - to tylko główne środki przekazu, reklamy i promocji, które są w Polsce prawnie dopuszczane podczas kampanii wyborczej. Jednakże skorzystanie z tych – bardzo skutecznych - środków promocyjnych jest niezwykle kosztowne i tylko ugrupowania parlamentarne, finansowane z budżetu państwa, mogą sobie na takie wydatki pozwolić.

           Listy niezależne nie mają praktycznie żadnej możliwości przebicia się do wiadomości publicznej. Brak finansowego zaplecza uniemożliwia wykupienia spotów reklamowych, a komercyjne środki masowego przekazu nie traktują na równi ugrupowań parlamentarnych i inicjatyw pozaparlamentarnych. Zresztą te ostatnie, przy okazji każdych wyborów, są zazwyczaj okrzyknięte przez dziennikarzy mianem inicjatyw, które wyzbyte są jakichkolwiek szans na sukces. Wyjątkiem, który potwierdza regułę jest Ruch Palikota. Jednakże ta pozaparlamentarna inicjatywa polityczna, dysponowała na kampanię wyborczą realnym zapleczem logistycznym i cieszyła się - pod koniec kampanii wyborczej z września i października 2011 roku - przychylnością zarówno komercyjnych, jak i publicznych środków masowego przekazu.

           Ugrupowania parlamentarne czyli największe polskie partie polityczne, zdominowały polską przestrzeń publiczną. W polskiej rzeczywistości politycznej, a więc w sytuacji, w której mamy wyborczy system większościowy, żadna pozaparlamentarna inicjatywa wyborcza (czy też niezależna od partii politycznych) nie jest w stanie sprostać rywalizacji z największymi politycznymi podmiotami oraz sprostać wymaganiom, panującym na politycznym rynku w Polsce.

           W kraju nad Wisłą nie głosujemy na konkretnych kandydatów czy na konkretne nazwiska, ale na partie polityczne. To partie polityczne tworzą wyborcze listy. To partie polityczne ustalają kolejność kandydatów na liście wyborczej. To partie polityczne decydują o tym, kto będzie twarzą kampanii wyborczej. To partie polityczne decydują o przekazie medialnym i o politycznym przekazie podczas kampanii wyborczej. Kampania wyborcza do Sejmu RP to polityczne starcie pomiędzy partiami politycznymi, a nie polityczny spór pomiędzy konkretnymi kandydatami na posłów, których najczęściej obywatele RP po prostu nie znają.

           Zdecydowana większość wyborców w Polsce, przy głosowaniu w wyborach parlamentarnych, kieruje się swoimi preferencjami wyborczymi, co do politycznych partii. A więc w momencie głosowania, przeciętny polski wyborca wybiera listę kandydatów ugrupowania swojego pierwszego wyboru. Jednocześnie z reguły nazwiska na tej liście nie są mu znane, skreśla po prostu „jedynkę: na liście. Na każdej liście wyborczej, każdej większej partii politycznej „jedynka” jest wyznaczana przez partyjnego przywódcę czy - w najlepszym wypadku - kilkuosobową grupę w centrali partyjnej, która decyduje o nazwiskach wszystkich „jedynek” na listach wyborczych, we wszystkich okręgach bez wyjątku. Decyzja o tym, kto dostanie „jedynkę”, nigdy nie ma charakteru demokratycznego. Jest to decyzja najwyższych liderów w partyjnej hierarchii, którzy decydują o całej strategii wyborczej, do której wszyscy kandydaci do Sejmu tego ugrupowania muszą się dostosować. Bez wyjątku i bez dyskusji.

           W politycznej rzeczywistości panującej w dzisiejszej Polsce, posłowie na Sejm wszystkich politycznych ugrupowań, zawdzięczają miejsce w Sejmie swoim politycznym partiom, a miejsce na liście - politycznym liderom czy przywódcy ich politycznego ugrupowania. I mają obowiązek bezwzględnie o tym pamiętać. Przecież przy układaniu list wyborczych do Sejmu kolejnej kadencji będzie dokładnie tak samo. Brak posłuszeństwa posła, albo wystosowana przez niego - choćby umiarkowana - krytyka politycznej strategii swojego ugrupowania czy szefa partii, do której należy, może w przyszłości spowodować umieszczenie go na nieco dalszym miejscu na liście wyborczej. Miejscu, z którego będzie zdecydowanie trudniej ubiegać się o reelekcję. Zaś polityczny sprzeciw czy bunt niemalże zawsze powoduje wycięcie buntownika z list kandydatów do Sejmu w kolejnych wyborach, co skazuje niepokornego posła na polityczny niebyt. Poselski mandat partyjny lider daje i partyjny lider odbiera.

           Taka jest polska rzeczywistość polityczna. Dlatego nietrudno zrozumieć, iż posłowie w zdecydowanej większości głosowań dokonują takiego wyboru, jakiego oczekuje od nich parlamentarny klub, a raczej partia, do której należą. Lider partii decyduje, partia przekazuje, a poseł wykonuje. Tak wygląda polski ustrój parlamentarny w rzeczywistości.

           Zarówno miejsce na liście wyborczej, jak i poselski mandat, poseł zawdzięcza swojemu politycznemu ugrupowaniu. Dlatego też dla posła, w polskiej rzeczywistości politycznej (dopóki się ona nie zmieni), zawsze istotniejsze będzie usatysfakcjonowanie partyjnego lidera, niż wyborców, którym z prawnego punktu widzenia zawdzięcza on swój poselski mandat. Jednak ten mandat należy de facto do ugrupowania politycznego, a poseł jedynie sprawuje ten poselski mandat w imieniu partii politycznej, którą reprezentuje w Sejmie i która jest wszechwładna w pozostawieniu lub odebraniu mu w przyszłości poselskiego mandatu.

           Warto jednak zastanowić się nad miejscem i rolą polskich wyborców w polskiej rzeczywistości politycznej. Polscy wyborcy, no cóż... Przecież formalności musi stać się zadość. Polska partiokracja potrzebuje, od czasu do czasu, potwierdzenia swojej legitymacy w majestacie prawa Rzeczpospolitej i wybory odbyć się muszą. Zresztą, komu one przeszkadzają? Po wyborach przecież jest tak, jak być miało, jest tak, jak zwykle!

           Mariusz Błaszczak, chcąc jedynie zdyskredytować swojego byłego podwładnego, otworzył puszkę Pandory i publicznie obnażył smutną prawdę o funkcjonowaniu polskiego ustroju parlamentarnego, który od wielu lat cierpi na bardzo poważną dysfunkcję. W kraju nad Wisłą to partie polityczne wyznaczają kandydatów na posłów do Sejmu RP, a po wyborach poseł reprezentuje przede wszystkim - i nade wszystko - swoją partię, której zawdzięcza poselski mandat. To partia polityczna, do której poseł należy jest prawdziwym właścicielem poselskiego mandatu i w każdej chwili - w razie nieposłuszeństwa posła - może sprawić, że poseł posłem być przestanie, ponieważ zostanie wycięty z list wyborczych, przy okazji kolejnych wyborów parlamentarnych. Zdaje się, że w Polsce to nie polscy obywatele, ale polskie partie polityczne są suwerenem, a ich przedstawiciele - czyli posłowie - sprawują władzę w ich imieniu. Zresztą zgodnie z decyzjami najwyższych władz partyjnych, które poselskie mandaty dają i odbierają, kierując się jedynie swoją wolą i politycznym interesem.

           Jednak ten parlamentarny obyczaj jest nieco oddalony od litery prawa, a może wręcz absolutnie niekonstytucyjny. W Rzeczpospolitej partiokracja góruje nad demokracją. Jednak czy demokratyczne państwo prawne może być kompatybilne z partiokratycznym państwem bezprawnym? Myślę, że warto się nad tym zastanowić!

           Rzeczpospolita Polska to my, jej obywatele, a prawdziwa władza jest w naszych rękach. W nas – obywatelach RP - i warto o tym pamiętać. Prawdziwa władza jest w naszych rękach! Warto o tym przypominać tym, którzy o tym zapominają, albo już dawno o tym zapomnieli!

                                                                                                                                                   

           Nieopublikowane na tym portalu teksty publicystyczne mojego autorstwa znajdą Państwo na blogu: http://zbigniew-stefanik.blog.pl/. Serdecznie zapraszam do lektury i merytorycznej dyskusji.

                                                                                                                                           

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka