zbigniewstefanik zbigniewstefanik
285
BLOG

Żegnaj Brukselo… Witaj Warszawo! A może wprost przeciwnie?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 0

Donald Tusk przeszedł do politycznej ofensywy. 10 czerwca bieżącego roku premier RP ogłosił w programie publicystycznym „Tomasz Lis na żywo”, że chce pozostać na dotychczasowym stanowisku. Chociaż przywódca obozu politycznego rządzącego w Polsce nie powiedział tego wprost, to z jego słów można wnioskować, iż rezygnuje on z ubiegania się o urząd przewodniczącego Komisji Europejskiej, co byłoby możliwe po najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Nie należy jednak przesądzać o hipotetycznej rezygnacji Donalda Tuska z pełnienia najwyższej funkcji w Unii Europejskiej. Do eurowyborów pozostało jeszcze dużo czasu i – przynajmniej w tym momencie - kwestia objęcia przez poszczególnych polityków urzędów europejskich pozostaje otwarta.

Czy wobec tego Donald Tusk skłamał, deklarując, iż nadal będzie szefem rządu? Nie, przecież politycy nie kłamią, ale mają - cytując Janusza Palikota – „wielkie skłonności do dyplomacji”. Wszakże to nie osobiste ambicje, ale zmieniająca się sytuacja polityczna i nowe okoliczności diametralnie wpływają na wszystkie podjęte wcześniej decyzje. To one unieważniają uprzednie deklaracje i zobowiązania polityczne.

Przykładowo, w 2005 roku Włodzimierz Cimoszewicz początkowo ogłosił, że nie będzie startował w wyborach prezydenckich. Gdy swoją decyzję zmienił, tłumaczył, iż usłyszał głos ludu polskiego, który błagał go, by jednak zgodził się ubiegać o najwyższy urząd w kraju nad Wisłą. A Cimoszewicz, ludziom życzliwy, postanowił zadośćuczynić woli ludu.

Można przypuszczać, iż w niemal analogicznej sytuacji - jeśli lud europejski poprosi Donalda Tuska, by objął stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej - polski premier nie będzie mógł odmówić, ponieważ mogłoby to przecież zaszkodzić polskiej integracji z Unią Europejską. Kiedy taka sytuacja faktycznie zaistnieje, czyż Donald Tusk będzie mógł zaryzykować pogorszenie stosunków Polski i Polaków z europejskim ludem? 

Deklaracja Donalda Tuska, iż chce on pozostać polskim premierem do roku 2015, a później ubiegać się o reelekcję (dla siebie i swojej partii) jest wynikiem zarówno wewnętrznej sytuacji panującej w partii rządzącej, jak również pogarszającej się w Rzeczypospolitej sytuacji społeczno-gospodarczej. Perspektywa objęcia przez Donalda Tuska stanowiska przewodniczącego Komisji Europejskiej stworzyła, zarówno w Platformie, jak i w polskiej przestrzeni publicznej, polityczna pustkę. Od wielu lat polski premier stanowi bowiem dla swojej partii pewnego rodzaju spinacz, który gwarantuje temu ugrupowaniu jedność i zapobiega wewnętrznym sporom i rozłamom. Mówiąc kolokwialnie, cała Platforma Obywatelska jest zbudowana na fundamencie, który nazywa się Donald Tusk. Bez tego fundamentu może runąć całą konstrukcja, a ostatnie dni i tygodnie pokazały, że implozja w Platformie Obywatelskiej jest możliwa.

Tym bardziej, że Jarosław Gowin już poczuł się nowym przywódca partii rządzącej i postanowił opublikować ankietę, która miała udowodnić - zarówno obywatelom RP, jak również członkom Platformy Obywatelskiej - że w każdym z nas jest trochę z… Jarosława Gowina. Cokolwiek miałoby to oznaczać. Z kolei Grzegorz Schetyna, jakby to najdobitniej określić... Od kilku tygodni aktywnie się zastanawia.

Kiedy kota nie ma, myszy harcują. W tym kontekście, za pośrednictwem swoistego come backu na polską scenę polityczną, Donald Tusk wysyła następujący komunikat: Kot wrócił, żeby myszy przestały harcować. I myszy przestaną harcować! Gwarantuje Wam to, członkowie Platformy Obywatelskiej. Gwarantuję Wam to, wyborcy i obywatele RP. Ja tu jestem szefem, ja tu jestem premierem i tak zostanie! Tak właśnie zostanie!

Ten komunikat, który możemy odczytać z podjętych przez premiera Tuska kroków medialnych i politycznych, ma również na celu uspokojenie, tudzież ustabilizowanie, wewnętrznej sytuacji panującej w tym momencie w Polsce. Nasz system polityczny jest poddany coraz szybciej postępującemu procesowi dezintegracji. 8 czerwca tego roku odbył się w Warszawie I Kongres Ruchu Narodowego. To wydarzenie, które raczej nie pozostanie bez wpływu na polską scenę polityczną. Sytuacja gospodarcza Polski pogarsza się, ponieważ „zachodni wiatr” najpierw przyniósł do kraju nad Wisłą spowolnienie, a w ostatnich miesiącach gospodarczy kryzys. Massmedia odwróciły się od partii rządzącej. W polskiej przestrzeni publicznej tworzą ponadto obraz wielowymiarowej apokalipsy, wielopłaszczyznowego kataklizmu, który miał zawładnąć Rzeczpospolitą. Partia rządząca zalicza kolejne wpadki i porażki oraz - dodatkowo - nurkuje w sondażach, przegrywając z PiS-em i IV RP  (jeśli wierzyć medialnym przekazom).

Dlatego też Donald Tusk postanowił przejąć polityczną inicjatywę. Zdecydował się potwierdzić swoje przywództwo, swój polityczny leadership. I to zarówno w swojej partii, jak również w kraju nad Wisłą, którego obywatele zaczęli odnosić wrażenie, że polski premier - jakby to powiedzieć - gdzieś zniknął. Donald Tusk zauważył to i zrozumiał, że w ostatnim czasie, mówiąc kolokwialnie, było go w Polsce za mało, także w polskiej przestrzeni politycznej i medialnej. Tak wiec postanowił to zmienić i w programie publicystycznym Tomasza Lisa oznajmił wszystkim wszem i wobec: I’m back forever! Forever!

Żegnaj Brukselo... Witaj Warszawo! A może wprost przeciwnie? Przecież polityczne deklaracje najczęściej nie są wiążące, a już na pewno nie są wiążące na zawsze. Zaś polityczne obietnice zobowiązują jedynie tych, którzy je otrzymują!

                                                                                                                                                      

Nieopublikowane na tym portalu teksty publicystyczne mojego autorstwa znajdą Państwo na blogu: http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/. Serdecznie zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

                                                                                                                                                     

 

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka