zbigniewstefanik zbigniewstefanik
1256
BLOG

Blisko... Coraz bliżej... Ale, jak zawsze - za daleko!

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 11

Najnowszy sondaż przeprowadzony przez CBOS daje partii Jarosława Kaczyńskiego czteropunktową przewagę nad Platformą Obywatelską. Z kolei najnowszy sondaż przeprowadzony przez TNS OBOP pokazuje, iż Prawo i Sprawiedliwość może liczyć na dziewięcioprocentową przewagę nad partią rządzącą.To już kolejne z rzędu badania preferencji wyborczych respondentów, które wskazują, że prowadzi PiS.

Osobiście nie wierzę, by oba sondaże odzwierciedlały rzeczywiste preferencje wyborcze Polaków. Mówiąc wprost, jest mi bardzo ciężko dać wiarę tym sondażowym doniesieniom. Moja refleksja w tej kwestii podąża  w stronę analizy ewentualnych powodów, dla których wszystkie massmedia, już od kilku tygodni, donoszą o politycznym leadershipie PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego w Polsce. Zastanawiam się, czy nasycanie polskiej przestrzeni medialnej, informacjami o bardzo prawdopodobnym powrocie IV RP, nie ma tak naprawdę na celu uratowania polskiego, bipolarnego systemu politycznego PO-PiS, który ulega coraz większej dezintegracji.

Nie jestem jednak zwolennikiem teorii spiskowych i nie mam zwyczaju oskarżać kogokolwiek, o cokolwiek i to bez konkretnych dowodów. A takowych w tym przypadku nie mam. Dlatego w tym momencie zakładam, że podawane przez massmedia informacje o politycznym come backu PiS-u w polskiej przestrzeni politycznej są prawdziwe. Jednak, nawet jeśli założymy, że te wyniki sondażowe mają charakter autentyczny, to nadal uważam i uważał będę, że polityczny come back PiS-u istnieje jedynie w sferze sondażowej oraz że nie ma on żadnego pokrycia w faktach i politycznej rzeczywistości, która w tym momencie panuje w Polsce.

Jeśli skrupulatnie przeanalizujemy sondażowe wyniki wszystkich pracowni, to jeden czynnik jest bezsporny. Platforma Obywatelska traci popularność, a PiS po prostu swoje poparcie utrzymuje lub zyskuje poparcie niewiele znaczące, ponieważ jest ono wielkości jednego bądź dwóch punktów procentowych. Tak więc sondaże te w żaden sposób nie pokazują gwałtownego wzrostu poparcia dla PiS-u, a jedynie gwałtowny spadek poparcia dla partii Donalda Tuska. I właśnie w ten sposób należy interpretować doniesienia sondażowe, z którymi mamy do czynienia od wyborczej klęski partii rządzącej w Rybniku.

Od pierwszego zwycięstwa Platformy Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych (w październiku 2007 roku), wszystkie badania opinii publicznej są jednoznaczne tylko w jednej kwestii. Mianowicie poparcie dla PiS-u nigdy nie przekroczyło 35 procent. Wszystkie rozłamy, które miały miejsce w partii Jarosława Kaczyńskiego, nigdy znacząco nie wpłynęły na wyniki, które partia ta osiągała w badaniach sondażowych. Co więcej, kiedy sumowano wyniki sondażowe PiS-u i wszystkich partii prawicowych w Polsce od 2008 roku, polska prawica nigdy nie uzyskała wyższego wyniku sondażowego, niż 33 procent. Wnioski nasuwają się same: polska prawica nie jest w stanie przekroczyć magicznego pułapu 35 procent poparcia; ani w badaniach sondażowych, ani w wyborach parlamentarnych.

Aby polityczny obóz Jarosława Kaczyńskiego mógł wygrać wybory parlamentarne, to musiałby on przekonać wyborców niezdecydowanych, albo tych, którzy w poprzednich wyborach nie brali udziału. Jednak jest to niemożliwe. Jest to nierealne przy aktualnej strategii PiS-u, ugrupowania, które jest partią jednego tematu i jednej myśli oraz jednego człowieka. Kolejne rozłamy, przez które PiS przechodził, osłabiały tę partię wewnętrznie, jednakże - nade wszystko - powodowały stopniowy zanik treści merytorycznych działalności tej partii. Dzisiaj ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego nie zrzesza żadnego popularnego polityka, żadnej postaci medialnej, żadnej osobistości, którą można by kojarzyć z jakimiś konkretnymi kompetencjami. W przeszłości osób takich nie brakowało, wymienić można choćby Zbigniewa Wassermanna, Ludwika Dorna, Aleksandrę Natalli-Świat, Pawła Poncyliusza czy Pawła Kowala. Na dzień dzisiejszy partia Jarosława Kaczyńskiego nie posiada żadnego konkretnego programu społecznego, planów gospodarczych czy wizji naprawy państwa. PiS nie dysponuje żadnym politycznym pomysłem, żadną strategią, ani żadną wyborczą „lokomotywą”, która mogłaby poprowadzić pisowski lud do zwycięstwa.

Załóżmy jednak to, co niemożliwie i nierealne. Jarosław Kaczyński i jego polityczny obóz wygrywają przyszłe wybory parlamentarne. Jednak sami przedstawiciele PiS-u przyznają otwarcie, że bezwzględne zwycięstwo w wyborach parlamentarnych jest dla Prawa i Sprawiedliwości  nieosiągalne. Tak więc - po swoim zwycięstwie wyborczym - PiS będzie musiał stworzyć z kimś koalicję, by przejąć stery rządu Rzeczypospolitej.

Często spotykam się z opinią, że można sobie wyobrazić koalicję PiS-PSL. Osobiście stanowczo się z tą opinią nie zgadzam. Taka koalicja oznaczałaby dla Polskiego Stronnictwa Ludowego wielkie osłabienie, a najpewniej - polityczną śmierć. Należy zauważyć, że głównym konkurentem PSL-u jest dzisiaj PiS, szczególnie na obszarach wiejskich. Ludowcy, w przypadku koalicji PiS-PSL, mieliby wielki problem z udowodnieniem swojej odrębności. PSL, dzieląc los Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony, stałoby się najpierw pisowską przystawką, później pisowską przybudówką, aby ostatecznie skończyć jako partia zjedzona przez Prawo i Sprawiedliwość, a więc przez ugrupowanie, które stałoby się dla elektoratu wiejskiego alternatywą o wiele atrakcyjniejszą od Ludowców. Dlaczego głosować na przystawkę, jeśli można zagłosować na prawdziwą partię władzy? Zawiązanie koalicji z PiS-em oznaczałoby polityczne samobójstwo i definitywną zagładę Polskiego Stronnictwa Ludowego. Dopóki ludowcom będzie zależało na ich własnej partii i poselskich mandatach, to żadnej koalicji PiS-PSL nie będzie.

Aktualny kształt polskiej sceny politycznej całkowicie wyklucza możliwość przejęcia władzy przez Jarosława Kaczyńskiego i jego partię. Twierdzę - kategorycznie i jednoznacznie - że na dzień dzisiejszy nie ma takiego politycznego scenariusza, czy takiej sejmowej układanki, która umożliwiałaby sprawowanie władzy w Polsce politycznemu obozowi Jarosława Kaczyńskiego. Zaś wyborcze zwycięstwo prezesa PiS-u i jego politycznego ugrupowania jest tak samo prawdopodobne, jak pojawienie się przed kancelarią premiera Elvisa Presleya w galowym mundurze generała Władysława Andersa, na ulubionym koniu marszałka Józefa Piłsudskiego - Kasztance.

Blisko, coraz bliżej, jednak zawsze za daleko. Niestety, zawsze za daleko Panie Prezesie! Oczywiście, niestety dla Pana i Pańskiego obozu politycznego. Zaś dla obywateli RP, kraju nad Wisłą i polskiego demokratycznego państwa prawa - na szczęście! Na szczęście!!!

Nieopublikowane na tym portalu teksty publicystyczne mojego autorstwa znajdą Państwo na blogu: http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/. Serdecznie zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka