zbigniewstefanik zbigniewstefanik
505
BLOG

Żądam referendum w sprawie finansowania partii politycznych

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 7

 

 

Formuła finansowania partii politycznych w Polsce przeżywa głęboki kryzys. Jak informuje nas tygodnik „Newsweek”, Platforma Obywatelska ponosi wysokie koszty związane z zakupem słodyczy i - « niezbędnych » do politycznej działalności - ubrań. Z kolei „Gazeta Wyborcza” ujawnia wydatki PiS-u. Okazuje się, że partia Jarosława Kaczyńskiego wydaje ponad milion złotych na osobistą ochronę prezesa i - jakby to powiedzieć - wspomaga finansowo « dziennikarzy », którym blisko do poglądów propagowanych przez PiS.

Jarosław Kaczyński mówił już wielokrotnie, że na demokracji nie warto oszczędzać i dlatego, jak na prawdziwego przywódcę przystało, postanowił dać przykład i zacząć od siebie. Przecież bez swojego Prezesa polityczny obóz Jarosława Kaczyńskiego nie będzie w stanie « zbawić Polski », a bez swojego Mesjasza religia smoleńska nie może istnieć! Dlatego osobista ochrona jest Prezesowi niezbędna. Zaś pieniądze, które PiS przeznacza na… wspomaganie niektórych dziennikarzy, no cóż… Kiedy nie ma się żadnego programu, ani pomysłu na Polskę, to utrzymywanie dobrych kontaktów z mediami staje się sprawą politycznego życia lub politycznej śmierci! 

Co do partyjnych wydatków to polskie partie polityczne najwyraźniej stosują mało skomplikowaną zasadę: łatwo przyszło, łatwo poszło. Ujawnione przez „Newsweek” wydatki PO można uznać za nieeleganckie, nieprzyzwoite, być może nawet nieetyczne. Ale co powiedzieć o wydatkach PiS-u, który dzieli się pieniędzmi – przypomnę, że pochodzącymi z budżetu państwa -  z przychylnymi sobie « dziennikarzami »? Taki obyczaj jest antydemokratyczny, ponieważ podważa on zasadę niezależności czwartej władzy, czyli mediów. Jednak warto zadać sobie w tym miejscu pytanie: czy mamy w tym przypadku do czynienia z praktykami antydemokratycznymi, czy po prostu ze zwyczajną korupcją polityczną?

Polskie partie polityczne, finansowane z budżetu państwa są całkowicie niezależne od polskiego społeczeństwa. Tak więc obywatele Rzeczpospolitej nie mogą wystawić Jarosławowi Kaczyńskiemu rachunku za wydatki z kasy partyjnej. Wydatki, które można uznać za skandaliczne. Polscy obywatele nie wystawią Jarosławowi Kaczyńskiemu rachunku, ponieważ Jarosław Kaczyński sam je sobie wystawia. Jeśli w przyszłości uzna, że zwalczanie niemiecko-rosyjskiego kondominium i « zbawianie Polski » wymagają zatrudnienia osobistej ochrony za dziesięć milionów złotych rocznie (ponieważ ta za ponad milion nie daje mu pełnej satysfakcji) to zrobi to. Rachunek zaś prześle do Państwowej Komisji Wyborczej i wszystko będzie zgodne z prawem. Wszak w tym momencie polskie partie polityczne mogą wydawać publiczne środki, które zostały im przydzielone na działalność, kierując się jedynie swoim widzimisię.

Nadszedł czas, żeby to zmienić.

Odwołując się do stwierdzenia Romana Giertycha, Polska nie dzieli się na wyborców Platformy Obywatelskiej i wyznawców PiS-u, tylko na Polskę urzędniczą i Polskę przedsiębiorczą. Z jednej strony mamy polskie partie polityczne, które - finansowo niezależne od wyborców - zajmują się sobą i postępują zgodnie ze swoim politycznym interesem. To Polska urzędnicza, która straciła kontakt z rodzimą rzeczywistością i nawet już nie próbuje nawiązać dialogu z polskim społeczeństwem. Z drugiej strony mamy szeroko rozumianą polską wspólnotę obywatelską. Ta wspólnota to Polska przedsiębiorcza, która utrzymuje Polskę urzędniczą i nie ma żadnego wpływu na poczynania i decyzje politycznych ugrupowań.

Polski system partiokratyczny rozwija swoją strefę wpływów i trwa w najlepsze, ponieważ – w tym momencie - nie ma (zgodnej z literą polskiego prawa) możliwości, żeby zakłócić jego funkcjonowanie na starych zasadach. Dopóki zaś polskie partie polityczne będą finansowane z budżetu państwa, takiej możliwości nie będzie, a polska partiokracja będzie sobie trwała, trwała, smacznie spała, a kiedy stanie się to konieczne, na swoją własną korzyść działała!

Dwa rozwiązania mogłyby przynieść w tej sytuacji poprawę.

Po pierwsze, polskie partie polityczne mogłyby nadal pozostać na utrzymaniu budżetu państwa, jednak na całkowicie innych zasadach. Z jednej strony należałoby ustawowo uregulować na co konkretnie partie polityczne mogą wydawać środki pozyskane z budżetu państwa. Z drugiej strony, wysokość sumy pobieranej z publicznych środków byłaby uzależniona od przedsięwzięć i inicjatyw podjętych przez partie polityczne. Chodzi o to, żeby zmusić partyjnych liderów, partyjnych działaczy i aparaty partyjne do podnoszenia kompetencji i wiedzy swoich ugrupowań oraz ich członków.

Taki model przydzielałby więc większe środki z budżetu ugrupowaniom, które pracują nad konkretnymi projektami ustaw czy też angażują się w jakieś konkretne przedsięwzięcia analityczne lub też tworzące rozwiązania dla Polski i jej obywateli na przyszłość. Takie środki mogłyby być przeznaczane na think tanki i niezależne grupy eksperckie, które współpracowałyby z politycznymi ugrupowaniami przy konkretnych projektach ustaw czy inicjatywach wybiegających w przyszłość, jak – przykładowo - polityka energetyczna Polski. Konkretne środki na konkretne cele, taka byłaby zasada finansowania partii politycznych z pieniędzy podatników, czyli obywateli RP. Jednak taki model nie byłby w stanie wpłynąć na problem zasadniczy, czyli brak dialogu pomiędzy ugrupowaniami politycznymi i polskim społeczeństwem.

Po drugie, wariantem na rozwiązanie problemu finansowania partii politycznych może okazać się model amerykański, gdzie partie polityczne są na swoim własnym utrzymaniu i nie mogą liczyć na wsparcie federalnej ani stanowej sfery budżetowej. W Polsce najbardziej atrakcyjną propozycją idącą w tym kierunku jest - w mojej opinii – ta, którą zawarto w projekcie ustawy Ruchu Palikota. Zakłada ona, że partie polityczne nie będą dłużej finansowane z budżetu Rzeczypospolitej. Zaś stan ich partyjnych kas będzie zależał od szczodrości samych obywateli, którzy będą mieli możliwość dobrowolnego odpisu od podatku i przeznaczenie tej kwoty na wybrane przez siebie ugrupowanie polityczne.

Osobiście jestem zwolennikiem drugiego rozwiązania, które moim zdaniem zmusiłoby polskie partie polityczne do nawiązania dialogu z Polakami i utrzymywania stałego kontaktu, zarówno z polską rzeczywistością, jak również z polskim społeczeństwem. Przecież od tego zależałaby ich kondycja finansowa. Jednak to wyłącznie moja osobista opinia. Sprawa jest jednak na tyle poważna, że powinni się w tej kwestii wypowiedzieć wszyscy obywatele RP. Przecież tu chodzi o jakość naszej demokracji, o jakość naszego życia publicznego i o wiarygodność polskiej przestrzeni politycznej, która - w oczach Polaków - na wiarygodności traci z każdym dniem!

Dlatego postuluję: w sprawie decyzji o finansowaniu partii politycznych z budżetu zorganizujmy ogólnopolskie referendum. Niech sami obywatele RP wypowiedzą się w tej kwestii. Niech powiedzą czego chcą i jaki model finansowania polskich partii politycznych jest im najbliższy i który najbardziej im odpowiada. Przecież to partie polityczne powinny istnieć dla obywateli, a nie obywatele dla partii politycznych. Przecież Rzeczpospolita Polska jest dobrem wszystkich polskich obywateli, dobrem nas wszystkich, a prawdziwa władza jest w naszych rekach!

Przecież Polska Rzeczpospolita to my, jej Obywatele!

 

Nieopublikowane na tym portalu teksty publicystyczne mojego autorstwa znajdą Państwo na blogu: http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/. Serdecznie zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka