Pomimo licznych spekulacji (czyli niepotwierdzonych doniesień medialnych) w sprawie stanu zdrowia prezesa Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński pojawił się na kongresie swojej partii. Programowo-wyborczy charakter spotkania PiS-u w Sosnowcu miał stać się dla tego ugrupowania nowym politycznym otwarciem, nowatorskim początkiem nowiutkiej polityki.
A jednak, po przemówieniu prezesa można odnieść wrażenie, że w pisowskiej rzeczywistości politycznej… bez zmian!
Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego nie wniosło nic nowego do przekazu płynącego z jego obozu politycznego. Wręcz przeciwnie. Za sprawą wygłoszonego przemówienia Jarosław Kaczyński wysłał aż nadto czytelny komunikat. Brzmi on następująco: jeśli Prawo i Sprawiedliwość obejmie stery rządu Rzeczypospolitej, to powróci IV RP z okresu 2005-2007 roku, ale w bardziej radykalnym wydaniu.
Prezes PiS-u zamierza bowiem walczyć o wolność słowa, gdyż prawa do swobodnego wyrażania poglądów - jego zdaniem - w III RP po prostu nie ma. Dlatego też Jarosław Kaczyński ogłosił, iż jeśli zostanie premierem Polski to doprowadzi do stworzenia Instytutu Obywatelskiego. Organ ten miałby zadbać o tych, którzy - za swoje poglądy - zostali niesprawiedliwie ocenieni przez swoich przełożonych na uniwersytetach, bądź w środowiskach medialnych. Jeśli więc komuś nie uda się obronić doktoratu czy uzyskać habilitacji, to będzie mógł się zwrócić do Instytutu Obywatelskiego, który pomoże mu w uzyskaniu tytułu naukowego.
Pomysł ten można w pewnym sensie określić mianem oryginalnego, jednakże z pewnością nie jest to nowa idea. Dla dygnitarzy partyjnych w okresie PRL-u istniał bowiem specjalny system nauczania wyższego, który umożliwiał im uzyskanie tytułu magistra, czy też doktora, w zaledwie kilka tygodni. Czyżby Jarosław Kaczyński takie właśnie rozwiązania miał na myśli? Czyżby Jarosław Kaczyński zatęsknił za minioną epoką?
Można więc wywnioskować, że w przypadku przejęcia władzy w Polsce przez PiS, zostanie stworzona instytucja o wyjątkowych prerogatywach, która będzie nadawała tytuły naukowe i wspierała tych, których uzna za wykluczonych - lub za niesprawiedliwie potraktowanych - z powodu wyznawanych poglądów. W taki oto sposób pisowski Instytut Obywatelski będzie mógł wspierać (za publiczne pieniądze) tych dziennikarzy i tych przedstawicieli środowiska akademickiego, którzy będą przychylni obozowi pisowskiej władzy.
Jednak wspomniane wsparcie nie będzie udzielane w sposób pośredni i nieoficjalny, jak ma to miejsce teraz, gdy PiS wspomaga finansowo (z partyjnego budżetu) niektórych dziennikarzy. Instytut Obywatelski będzie wspierał przychylnych nowej władzy w sposób jawny i bezpośredni, a co najgorsze - zgodnie z literą znowelizowanego prawa. Powstanie takiej instytucji publicznej będzie bowiem wymagało zmiany prawa obowiązującego w III Rzeczypospolitej. Jarosław Kaczyński najprawdopodobniej jednak zapomniał, że taka instytucja już istniała w okresie PRL-u, a na jej czele stał wówczas Jerzy Urban. Czy właśnie o taką instytucję publiczną chodziło Jarosławowi Kaczyńskiemu?
Tezy programowe, zaprezentowane przez prezesa PiS-u podczas kongresu, są tak naprawdę głównymi tezami programowymi tej partii z 2009 i 2010 roku. Jednak istnieje pewien wyjątek. Otóż tym razem Jarosław Kaczyński słowem nie wspomniał o wakacjach w Tunezji i Egipcie oraz o dziesiątkach tysięcy Polaków, wypoczywających na plażach krajów śródziemnomorskich. Czyżby prezes PiS wycofał się z tej zapowiedzi wyborczej? Czy to oznacza, że perspektywa wakacji w Egipcie i Tunezji jest już nieaktualna?
Jako obywatel RP i człowiek, dla którego demokratyczne państwo prawa stanowi podstawę dla funkcjonowania każdego nowoczesnego państwa, jestem bardzo zaniepokojony stosunkiem Jarosława Kaczyńskiego i liderów jego partii do szeroko rozumianej demokracji. Zapowiedź stworzenia Instytutu Obywatelskiego w takiej formie, jaką zaprezentował prezes największej partii opozycyjnej, nie jest zgodna z demokratycznym ładem i panującym w kraju nad Wisłą porządkiem.
Również wypowiedzi Adama Hofmana, rzecznika PiS-u, dają wiele do myślenia. Mówią one wiele o stosunku, jaki ich autor żywi wobec demokracji. Wsłuchując się w słowa rzecznika PiS-u można wywnioskować, że Hofman nie widzi nic nadzwyczajnego w tym, że w partyjnych wyborach na nowego prezesa PiS-u startuje wyłącznie jeden kandydat. Wniosek płynie stąd prosty: skoro stary prezes PiS-u się sprawdza, to po co wybierać nowego? Jednakże wybory muszą się przecież odbyć. Choćby po to, żeby „żaden agent”, albo „ktoś nasłany” nie zarzucił partii Jarosława Kaczyńskiego braku wewnętrznej demokracji. Właśnie w taki sposób można interpretować deklarację Adama Hofmana, który już wielokrotnie wypowiadał się w podobnym tonie. Ten model wewnątrzpartyjnego funkcjonowania przypomina minioną epokę i pewną partię, która przez wiele lat była numerem jeden na polskiej scenie politycznej. Zaś jej przywódcy byli wybierani jednogłośnie, przez aklamację, na zjeździe jej delegatów... I tylko „przypadek” sprawiał, że zawsze byli wybierani ci sami przywódcy, bez względu na wyniki ich pracy czy inne okoliczności!
„Wyborczy” kongres PiS-u nie stanowi żadnego przełomu w politycznym przekazie obozu politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Zamiast nowej politycznej twarzy mamy nowego-starego prezesa. Przywódcę, który już sześciokrotnie doprowadził do wyborczej klęski swojej partii. Zamiast nowego programu, mamy starą „zjechaną płytę”, która odtwarza znane już wszystkim utwory. Melodie raczej wątpliwej jakości.
Zamiast konkretnych propozycji mamy więc prawdziwy koncert życzeń. A także wiele populistycznych postulatów, które w przeszłości były już wielokrotnie przedstawiane przez Jarosława Kaczyńskiego. Zamiast nowej strategii wyborczej, mamy jedynie „Aniołki” Jarosława Kaczyńskiego. Postacie, które po przegranych wyborach w 2011 roku bardzo szybko zostały zepchnięte - w pisowskiej przestrzeni politycznej - do ostatniego szeregu.
Krótko mówiąc, zamiast nowej, mamy starą – i już dobrze znaną – pisowską formułę polityczną. Powielony został wzorzec, który w przeszłości wielokrotnie zawiódł, i to zarówno prezesa PiS-u, jak również jego cały obóz polityczny.
Kończąc swoje przemówienie, prezes największej partii opozycyjnej stwierdził, że bardzo się cieszy, iż jego kongres mógł odbyć się na Śląsku. Tymczasem programowo-wyborczy kongres PiS-u odbywał się w Sosnowcu, jednym z głównych miast Zagłębia Dąbrowskiego... Kolejna wpadka prezesa PiS-u, którą można by było uznać za mało znaczący szczegół, gdyby nie fakt, iż dla mieszkańców Śląska i Zagłębia rozróżnienie to ma kolosalne znaczenie. Jednocześnie pomyłka ta ma bardzo doniosłe znaczenie, gdyż po raz kolejny Jarosław Kaczyński udowadnia, jak bardzo jest oderwany od polskiej rzeczywistości, od rzeczywistości wyborców, do których się zwraca, od rzeczywistości Polaków. Zarówno jego przemówienie, jak i nowa-stara polityczna formuła, którą zaprezentował na „wyborczym” kongresie swojej partii są tego namacalnym dowodem!
„Aniołki” zamiast programu. Nowy-stary prezes. Kompletny przerost formy nad treścią pisowskiego przekazu. Oto nowa strategia wyborcza PiS-u. W pisowskim świecie bez zmian!
Nieopublikowane na tym portalu teksty publicystyczne mojego autorstwa znajdą Państwo na blogu: http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/. Serdecznie zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (20)