zbigniewstefanik zbigniewstefanik
956
BLOG

Strategia wyborcza w stylu retro: PiS na nowo, ale po staremu

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 20

 

 

 

Pomimo licznych spekulacji (czyli niepotwierdzonych doniesień medialnych) w sprawie stanu zdrowia prezesa Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński pojawił się na kongresie swojej partii. Programowo-wyborczy charakter spotkania PiS-u w Sosnowcu miał stać się dla tego ugrupowania nowym politycznym otwarciem, nowatorskim początkiem nowiutkiej polityki.

A jednak, po przemówieniu prezesa można odnieść wrażenie, że w pisowskiej rzeczywistości politycznej… bez zmian!

Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego nie wniosło nic nowego do przekazu płynącego z jego obozu politycznego. Wręcz przeciwnie. Za sprawą wygłoszonego przemówienia Jarosław Kaczyński wysłał aż nadto czytelny komunikat. Brzmi on następująco: jeśli Prawo i Sprawiedliwość obejmie stery rządu Rzeczypospolitej, to powróci IV RP z okresu 2005-2007 roku, ale w bardziej radykalnym wydaniu.

Prezes PiS-u zamierza bowiem walczyć o wolność słowa, gdyż prawa do swobodnego wyrażania poglądów  - jego zdaniem - w III RP po prostu nie ma. Dlatego też Jarosław Kaczyński ogłosił, iż jeśli zostanie premierem Polski to doprowadzi do stworzenia Instytutu Obywatelskiego. Organ ten miałby zadbać o tych, którzy - za swoje poglądy - zostali niesprawiedliwie ocenieni przez swoich przełożonych na uniwersytetach, bądź w środowiskach medialnych. Jeśli więc komuś nie uda się obronić doktoratu czy uzyskać habilitacji, to będzie mógł się zwrócić do Instytutu Obywatelskiego, który pomoże mu w uzyskaniu tytułu naukowego.

Pomysł ten można w pewnym sensie określić mianem oryginalnego, jednakże z pewnością nie jest to nowa idea. Dla dygnitarzy partyjnych w okresie PRL-u istniał bowiem specjalny system nauczania wyższego, który umożliwiał im uzyskanie tytułu magistra, czy też doktora, w zaledwie kilka tygodni. Czyżby Jarosław Kaczyński takie właśnie rozwiązania miał na myśli? Czyżby Jarosław Kaczyński zatęsknił za minioną epoką?

Można więc wywnioskować, że w przypadku przejęcia władzy w Polsce przez PiS, zostanie stworzona instytucja o wyjątkowych prerogatywach, która będzie nadawała tytuły naukowe i wspierała tych, których uzna za wykluczonych - lub za niesprawiedliwie potraktowanych - z powodu wyznawanych poglądów. W taki oto sposób pisowski Instytut Obywatelski będzie mógł wspierać (za publiczne pieniądze) tych dziennikarzy i tych przedstawicieli środowiska akademickiego, którzy będą przychylni obozowi pisowskiej władzy.

Jednak wspomniane wsparcie nie będzie udzielane w  sposób pośredni i nieoficjalny, jak ma to miejsce teraz, gdy PiS wspomaga finansowo (z partyjnego budżetu) niektórych dziennikarzy. Instytut Obywatelski będzie wspierał przychylnych nowej władzy w sposób jawny i bezpośredni, a co najgorsze - zgodnie z literą znowelizowanego prawa. Powstanie takiej instytucji publicznej będzie bowiem wymagało zmiany prawa obowiązującego w III Rzeczypospolitej. Jarosław Kaczyński najprawdopodobniej jednak zapomniał, że taka instytucja już istniała w okresie PRL-u, a na jej czele stał wówczas Jerzy Urban. Czy właśnie o taką instytucję publiczną chodziło Jarosławowi Kaczyńskiemu?   

Tezy programowe, zaprezentowane przez prezesa PiS-u podczas kongresu, są tak naprawdę głównymi tezami programowymi tej partii z 2009 i 2010 roku. Jednak istnieje pewien wyjątek. Otóż tym razem Jarosław Kaczyński słowem nie wspomniał o wakacjach w Tunezji i Egipcie oraz o dziesiątkach tysięcy Polaków, wypoczywających na plażach krajów śródziemnomorskich. Czyżby prezes PiS wycofał się z tej zapowiedzi wyborczej? Czy to oznacza, że perspektywa wakacji w Egipcie i Tunezji jest już nieaktualna?

Jako obywatel RP i człowiek, dla którego demokratyczne państwo prawa stanowi podstawę dla funkcjonowania każdego nowoczesnego państwa, jestem bardzo zaniepokojony stosunkiem Jarosława Kaczyńskiego i liderów jego partii do szeroko rozumianej demokracji. Zapowiedź stworzenia Instytutu Obywatelskiego w takiej formie, jaką zaprezentował prezes największej partii opozycyjnej, nie jest zgodna z demokratycznym ładem i panującym w kraju nad Wisłą porządkiem.

Również wypowiedzi Adama Hofmana, rzecznika PiS-u, dają wiele do myślenia. Mówią one wiele o stosunku, jaki ich autor żywi wobec demokracji. Wsłuchując się w słowa rzecznika PiS-u można wywnioskować, że Hofman nie widzi nic nadzwyczajnego w tym, że w partyjnych wyborach na nowego prezesa PiS-u startuje wyłącznie jeden kandydat. Wniosek płynie stąd prosty: skoro stary prezes PiS-u się sprawdza, to po co wybierać nowego? Jednakże  wybory muszą się przecież odbyć. Choćby po to, żeby „żaden agent”, albo „ktoś nasłany” nie zarzucił partii Jarosława Kaczyńskiego braku wewnętrznej demokracji. Właśnie w taki sposób można interpretować deklarację Adama Hofmana, który już wielokrotnie wypowiadał się w podobnym tonie. Ten model wewnątrzpartyjnego funkcjonowania przypomina minioną epokę i pewną partię, która przez wiele lat była numerem jeden na polskiej scenie politycznej. Zaś jej przywódcy byli wybierani jednogłośnie, przez aklamację, na zjeździe jej delegatów... I tylko „przypadek” sprawiał, że zawsze byli wybierani ci sami przywódcy, bez względu na wyniki ich pracy czy inne okoliczności!     

„Wyborczy” kongres PiS-u nie stanowi żadnego przełomu w politycznym przekazie obozu politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Zamiast nowej politycznej twarzy mamy nowego-starego prezesa. Przywódcę, który już sześciokrotnie doprowadził do wyborczej klęski swojej partii. Zamiast nowego programu, mamy starą „zjechaną płytę”, która odtwarza znane już wszystkim utwory. Melodie raczej wątpliwej jakości.

Zamiast konkretnych propozycji mamy więc prawdziwy  koncert życzeń. A także wiele populistycznych postulatów, które w przeszłości były już wielokrotnie przedstawiane przez Jarosława Kaczyńskiego. Zamiast nowej strategii wyborczej, mamy jedynie „Aniołki” Jarosława Kaczyńskiego. Postacie, które po przegranych wyborach w 2011 roku bardzo szybko zostały zepchnięte - w pisowskiej przestrzeni politycznej - do ostatniego szeregu.

Krótko mówiąc, zamiast nowej, mamy starą – i już dobrze znaną – pisowską formułę polityczną. Powielony został wzorzec, który w przeszłości wielokrotnie zawiódł, i to zarówno prezesa PiS-u, jak również jego cały obóz polityczny.

Kończąc swoje przemówienie, prezes największej partii opozycyjnej stwierdził, że bardzo się cieszy, iż jego kongres mógł odbyć się na Śląsku. Tymczasem programowo-wyborczy kongres PiS-u odbywał się w Sosnowcu, jednym z głównych miast Zagłębia Dąbrowskiego... Kolejna wpadka prezesa PiS-u, którą można by było uznać za mało znaczący szczegół, gdyby nie fakt, iż dla mieszkańców Śląska i Zagłębia rozróżnienie to ma kolosalne znaczenie. Jednocześnie pomyłka ta ma bardzo doniosłe znaczenie, gdyż po raz kolejny Jarosław Kaczyński udowadnia, jak bardzo jest oderwany od polskiej rzeczywistości, od rzeczywistości wyborców, do których się zwraca, od rzeczywistości Polaków. Zarówno jego przemówienie, jak i nowa-stara polityczna formuła, którą zaprezentował na „wyborczym” kongresie swojej partii są tego namacalnym dowodem!

„Aniołki” zamiast programu. Nowy-stary prezes. Kompletny przerost formy nad treścią pisowskiego przekazu. Oto nowa strategia wyborcza PiS-u. W pisowskim świecie bez zmian!

                                                                                                                                                      

Nieopublikowane na tym portalu teksty publicystyczne mojego autorstwa znajdą Państwo na blogu: http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/. Serdecznie zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka