zbigniewstefanik zbigniewstefanik
689
BLOG

Umarli nie głosują. 90 rocznica urodzin Wojciecha Jaruzelskiego

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 3

 

 

Szóstego lipca bieżącego roku w polskiej przestrzeni politycznej została przekroczona kolejna granica. Tego dnia, w warszawskim hotelu Hyatt, fundacja Aleksandra Kwaśniewskiego zorganizowała wielką fetę na cześć Wojciecha Jaruzelskiego. Oficjalny pretekst: dziewięćdziesiąte urodziny generała.

Na swoją urodzinową imprezę generał Wojciech Jaruzelski dotarł pomimo przeciwności losu. Jego obecność na tej „uroczystości” stała przecież pod dużym znakiem zapytania. Wszak w ostatnim czasie generał nie był w stanie dotrzeć do sądu, a toczące się przeciw niemu postępowanie karne, zostało zawieszone ze względu na « zły stan zdrowia ». A jednak, kiedy zaprasza Aleksander Kwaśniewski, kiedy zaprasza Towarzysz - odmówić nie sposób! Szczególnie w tak newralgicznym momencie. Na lewicy rozpoczęła się bowiem walka o elektorat postkomunistyczny.

Oto kilka przykładów z brzegu starań o pozyskanie wyborców, którzy z nostalgią wspominają czas PRL-u: SLD publikuje historyczny niezbędnik, a Leszek Miler wychwala pod niebiosa Edwarda Gierka. Z kolei Europa Plus posuwa się jeszcze dalej. W trzydziestą pierwszą rocznicę stanu wojennego Janusz Palikot spotyka się w szpitalu z Wojciechem Jaruzelskim. No i wydarzenie najważniejsze, kilka miesięcy później Aleksander Kwaśniewski, z wielką pompą, organizuje generałowi urodzinową fetę. Najwyraźniej były prezydent RP przedłożył interes polityczny nad pamięć o ofiarach komunistycznego reżimu w Polsce. Zmarli przecież nie głosują, a postkomunistyczny elektorat - owszem!

Od wielu lat w polskiej przestrzeni medialnej i publicznej można spotkać się z komunikatem, iż Wojciech Jaruzelski jest „postacią kontrowersyjną“. Ten komunikat wzbudza u mnie najgłębsze zdziwienie, bowiem nie potrafię zrozumieć, na czym miałyby polegać kontrowersje związane z generałem Jaruzelskim. Moim zdaniem za postaci kontrowersyjne można uznać Jarosława Kaczyńskiego czy Tadeusza Rydzyka. Janusz Palikot czy Zbigniew Ziobro też mogliby być zakwalifikowani do kategorii „polityków kontrowersyjnych”. Ale generał Jaruzelski? On absolutnie się do tej kategorii nie zalicza. Wręcz przeciwnie. Trudno bowiem, zarówno w polskiej historii, jak również w polskiej przestrzeni politycznej o osobę tak jednoznaczną, jak Wojciech Jaruzelski.

Warto przypomnieć główne elementy biografii prezydenta Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

W okresie, gdy w Polsce panował stalinizm, Wojciech Jaruzelski (dla przypomnienia - Towarzysz „Wolski”) był agentem Informacji Wojskowej. A więc organu, który w tym okresie był integralną częścią radzieckiego Smierszu i działał pod jego egidą. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych, Wojciech Jaruzelski należy do tak zwanej grupy „partyzantów”, czyli środowiska Mieczysława Moczara. Kręgów, które w owym czasie przygotowywały grunt pod czystki antysemickie, zarówno w aparacie partyjnym, jak również w strukturach państwowych. Jako członek „partyzantów”, jako tak zwany « moczarowiec », Wojciech Jaruzelski uczestniczył w antysemickich czystkach w Ludowym Wojsku Polskim. Parę lat później, jako minister obrony narodowej, Wojciech Jaruzelski miał bezpośredni wpływ na przebieg wydarzeń na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Wielu historyków pisze o bezpośrednim uczestnictwie generała Jaruzelskiego w krwawej rozprawie z robotnikami na Wybrzeżu i masakrze robotników w Gdyni, co doprowadziło do upadku Władysława Gomułki - Towarzysza „Wiesława”. No i oczywiście wspomnieć należy stan wojenny, który Wojciech Jaruzelski w Polsce zorganizował i wprowadził, w nocy z dwunastego na trzynastego grudnia 1981 roku. Czyniąc to, umożliwił on swoim sowieckim mocodawcom zachowanie czystych rąk, a sobie zagwarantował kolejną dekadę władzy nad krajem nad Wisłą i jego obywatelami.

Oczywiście, w powyższej biografii Wojciecha Jaruzelskiego nie napisałem niczego odkrywczego. Są to przecież powszechnie znane fakty z życiorysu generała. Czy raczej powinny to być wszystkim znane fakty z życiorysu tego, którego fetujemy w wolnej Polsce.

Drodzy Czytelnicy, czy w związku z tym zauważacie jakąś kontrowersję w życiorysie Wojciecha Jaruzelskiego? Jeśli tak to dajcie mi proszę znać, ponieważ dla mnie jego życiorys jest aż nadto przejrzysty, klarowny i jednoznaczny!

Wojciech Jaruzelski służył Związkowi Radzieckiemu, sowietyzacji polski i komunistycznemu ustrojowi całym sercem, całym sobą! W latach pięćdziesiątych ścigał i zwalczał « wrogów Polski Ludowej ». W latach sześćdziesiątych, na polecenie swoich sowieckich mocodawców i swoich partyjnych towarzyszy, uczestniczył w przetasowaniach w PZPR, których skutkiem była antysemicka nagonka w polskim państwie, na każdym jego szczeblu. W roku 1970 Wojciech Jaruzelski pokazywał i objaśniał, iż każdemu, kto podniesie rękę na władzę ludową, władza ludowa mu tę rękę odrąbie.

W 1981 roku, jako dyktator Polski Ludowej, krwawo rozprawiał się z przeciwnikami komunistycznego reżimu, zgodnie z wolą swoich radzieckich mocodawców. A co do Okrągłego Stołu, za który Jaruzelski jest wychwalany pod niebiosa, to warto przypomnieć, iż nie był to jego pomysł. To przecież Michaił Gorbaczow zainicjował pierestrojkę i poinformował (na początku 1986 roku), że od tego momentu wszystkie bratnie partie komunistyczne w państwach Układu Warszawskiego, będą mogły liczyć jedynie na swoje własne siły, by utrzymać władzę. Jaruzelski, jako - mówiąc kolokwialnie - człowiek Moskwy, i to od początku do końca swojej wojskowo-politycznej kariery, po prostu na polecenie Gorbaczowa wpisał się w nowy radziecki trend i zgodnie z jego dyrektywami realizował polityczną linię nowego sowieckiego przywódcy. Okrągły Stół był konsekwencją pierestrojki i decyzji podjętych na samym szczycie radzieckiej władzy, a nie odważną inicjatywą Jaruzelskiego, czy jakimś samowolnym działaniem polskiego dyktatora. Wojciech Jaruzelski nigdy przeciwko woli swoich sowieckich przełożonych nie wystąpił. Okrągły Stół cieszył się absolutną aprobatą Gorbaczowa. Dla radzieckiego przywódcy Polska stała się wówczas politycznym polem doświadczalnym. Gorbaczow chciał się przekonać, czy da się uratować komunistyczny ustrój i Układ Warszawski nieco go liberalizując, co miało wspomóc gospodarcze reformy, uzależnione wówczas od stosunku USA i szeroko rozumianego zachodniego świata do RWPG.

Od lat spotykam się w polskiej przestrzeni publicznej z komunikatem, że Wojciech Jaruzelski jest osobą zasłużoną. Z tym komunikatem zgadzam się w stu procentach. Wojciech Jaruzelski jest osobą niezwykle zasłużoną, ale zasłużoną dla Sowieckiej Rosji i umacniania jej wpływów w Polsce do 1989 roku. Jednak jego zasług dla polskiej sprawy, jego zasług dla Polski i Polaków - dostrzec nie potrafię.

W mojej opinii Wojciech Jaruzelski to przedstawiciel minionej władzy radzieckiej. Moim zdaniem Wojciech Jaruzelski to wierny wykonawca woli radzieckich przywódców. Ktokolwiek by nie był wówczas u sterów ZSRR, Wojciech Jaruzelski mu służył. Stalin, Chruszczow, Breżniew, Andropow, Czernienko czy Gorbaczow - wszystko jedno! Każdemu z nich Wojciech Jaruzelski był wierny i bezgranicznie oddany!

Mówiąc wprost, osobiście uważam, że Wojciech Jaruzelski to zwyczajny, banalny radziecki spion na emeryturze. Emeryturze, która jest mu wypłacana z kieszeni polskiego podatnika!

Fetowanie w wolnej Polsce człowieka, który uosabia sowiecką władzę nad krajem nad Wisłą i jego obywatelami, uznaję za niesmaczne i szokujące wydarzenie, do którego dojść nigdy nie powinno. Mówiąc wprost, nawet w polityce są rzeczy, których się nie robi albo których robić się nie powinno. Są granice, których przekroczyć nie wolno, po prostu nie wolno i jeszcze raz nie wolno... Nawet w walce o elektorat!

Żal, że umarli nie mogą głosować…

                                                                                                                                                        

*****

                                                                                                                                                           

Nieopublikowane na tym portalu teksty publicystyczne mojego autorstwa znajdą Państwo na blogu: http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/. Serdecznie zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka