zbigniewstefanik zbigniewstefanik
611
BLOG

Nic na siłę! O Wołyniu i stosunkach polsko-ukraińskich

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 4

W polskim Sejmie trwa zagorzała debata, dotycząca projektu uchwały w związku z siedemdziesiątą rocznicą zbrodni popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu. Platforma Obywatelska i Ruch Palikota, w trosce o dobre kontakty z ukraińskim sąsiadem, we wspomnianej uchwale nie chcą użyć wprost sformułowania « ludobójstwo ». Z kolei pozostałe partie, czyli Sojusz Lewicy Demokratycznej, Solidarna Polska, Prawo i Sprawiedliwość oraz Polskie Stronnictwo Ludowe (gwoli ścisłości - koalicjant PO) postulują, by określenie « ludobójstwo » zostało jednoznacznie wpisane do sejmowej uchwały. Ma ona posłużyć w nagłośnieniu tragicznych - i zarazem mało znanych - wydarzeń, zarówno w zachodniej Europie, jak i w Polsce. Okazuje się bowiem, że badania opinii społecznej, przeprowadzane w ostatnich latach wśród polskich obywateli, wielokrotnie udowadniają, że większość Polaków nie ma wiedzy dotyczącej wołyńskiej zbrodni. Mówiąc wprost, przeciętny obywatel RP nie ma pojęcia, co tak naprawdę wydarzyło się na tych ziemiach.

W ostatnich latach ludobójstwo na Wołyniu przegrywało z bieżącą polityką i ze stosunkami polsko-ukraińskimi, do których wszystkie rządy RP przykładają dużo uwagę od czasów Pomarańczowej Rewolucji. Zdaje się, że tym razem jest podobnie i po raz kolejny pamięć o zbrodniach popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów, przegrywa z dyplomacją i tak zwaną polityczną poprawnością, która zdaniem partii rządzącej jest niezbędna w stosunkach polsko-ukraińskich. Bądźmy delikatni wobec naszych ukraińskich sąsiadów, to się nam opłaci! Tak właśnie brzmi komunikat partii rządzącej, która próbuje przeforsować nieprecyzyjną, ale za to bardzo „dyplomatyczną” wersję uchwały sejmowej, dotyczącej wołyńskiego ludobójstwa.

Tak więc rozpoczęła się w Rzeczypospolitej kolejna awantura o Historię, o polityczną poprawność, o zasady czy też ich brak. Jednak w tym politycznym sporze nie pada pytanie najważniejsze. Nikt nie zastanawia się nad tym, jaki dla Polski jest bilans stosunków polsko-ukraińskich? Mówiąc wprost, czy wschodnia strategia polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych odniosła sukces, czy poniosła porażkę? Czy stosunki polsko-ukraińskie, w ich aktualnym kształcie, są dla kraju nad Wisłą atutem czy może jednak balastem?

Rzeczypospolita Polska usiłuje zdobyć status ojca ukraińskiej transformacji i demokratyzacji. Jednak trudno nie zauważyć, że na Ukrainie - z momentem przejęcia władzy przez Viktora Janukowicza w lutym 2010 roku - transformacja ustrojowa została zatrzymana. Tymczasem o demokrację na Ukrainie coraz trudniej, a obowiązujące standardy w państwie Janukowicza i Partii Regionów bardziej przypominają białoruskie, niż europejskie normy. Ukraina ma coraz większy problem z przestrzeganiem praw człowieka, zmaga się z gospodarczym kryzysem i szerzącą się korupcją. Ukraińskie państwo może i jest państwem prawa, lecz prawo to występuje tylko na papierze. Oblicze tego kraju bardziej przypomina Rosję Wladimira Putina i to pod każdym względem.

Piłkarskie finały Euro2012, które miały przybliżyć Ukrainę do Unii Europejskiej, okazały się pod tym względem bardzo rozczarowujące. Każdego dnia Ukraina oddala się od Europy. Zaś prezydent Janukowicz, który przy każdej okazji podkreśla swoje europejskie ambicje i swoje przywiązanie do przyszłej ukraińskiej integracji z Unią Europejską, podąża jednak drogą Aleksandra Łukaszenki, a ideowo z pewnością bliżej mu do Wladimira Putina, niż do Jose Manuela Baroso.

Polska dyplomacja, która pokładała wielkie nadzieje w Partnerstwie Wschodnim Unii Europejskiej i jego wyraźnie proukraińskim charakterze, nie przyznaje się do swojej porażki. Zamiast tego, przedstawiciele kraju nad Wisłą bronią na forum europejskim Ukrainy. Bronią jej osiągnięć, mimo, że ich nie ma i starają się zatrzeć złe wrażenie, które powodują kolejne antydemokratyczne działania władz ukraińskich. Broniąc tego, czego się obronić nie da, w oczach swoich europejskich partnerów Polska traci na wiarygodności. Przecież zarówno instytucje Unii Europejskiej, jak również przedstawiciele państw członkowskich UE widzą, że proces europeizacji na Ukrainie absolutnie nie zadziałał, a Partnerstwo Wschodnie - pomimo wiązanych z nim nadziei i poniesionych niebagatelnych kosztów finansowych - nie przyniosło na Ukrainie większych efektów. Można zaczarowywać rzeczywistość na milion sposobów. Jednak, jakkolwiek by na to nie patrzeć to nie sposób nie zauważyć, że Ukraina nie podąża w stronę demokratyzacji i europeizacji. Można jedynie spierać się o to, czy Ukraina ma w przyszłości szansę na przystąpienie do Unii Europejskiej. Podkreślam – w przyszłości, ponieważ aktualny stan rzeczy na Ukrainie wyklucza jej integrację z Unią Europejską w następnych dwóch dekadach.

Rzeczpospolita Polska poświęciła w ostatniej dekadzie wiele uwagi stosunkom polsko-ukraińskim. Zdecydowana większość polskich elit politycznych wiązała z partnerstwem polsko-ukraińskim wielkie nadzieje, które się jednak nie ziściły, ponieważ Ukraina poszła w zupełnie innym kierunku, niż można było się tego spodziewać jeszcze dziewięć lat temu, kiedy to  - na fali Pomarańczowej Rewolucji - władzę obejmował Viktor Juszczenko. Jednak zaklinanie rzeczywistości nie ma najmniejszego sensu, ponieważ czyniąc to, Polska traci na wiarygodności na forum europejskim. Partnerstwo polsko-ukraińskie nie przyniosło oczekiwanych skutków. Ukraina nie poszła polską drogą i nie zastosowała polskiego modelu transformacji ustrojowej. Ukraina nie weszła na drogę integracji z Unią Europejską i nie zdołała zbudować demokratycznego państwa prawa. W tym momencie Ukraina pozostaje zawieszona w próżni. Podzielona (na proeuropejski zachód i prorosyjski wschód) sama jest rozdarta i nie wie, w która stronę ma pójść. Dopóki Ukraina nie zdecyduje się na podjęcie spójnej strategii, co do swojej geopolitycznej przynależności, to żadne dyplomatyczne zabiegi nie pomogą. A wszystkie, zarówno polskie, jak również europejskie próby wsparcia i demokratyzacji tego kraju, okażą się nieskuteczne.

Bilans stosunków polsko-ukraińskich jest dla Polski wyraźnie ujemny. Krótko mówiąc, próbując budować na siłę partnerstwo z Ukrainą, kraj nad Wisłą traci swój czas. Zaś ci politycy, którzy uważają, że polityczna poprawność wobec Ukrainy przybliży ten kraj do Polski i do Europy są w wielkim błędzie. Ukraina musi się samookreślić: Unia Europejska czy Rosja, polski model transformacyjny czy droga białoruska. Takie pytania stoją dzisiaj przed Ukrainą, a od ich odpowiedzi zależy wszystko, co dotyczy jej przyszłości.

Dlatego postuluję: nic na siłę! Pozwólmy Ukrainie odnaleźć swoją własna drogę i podjąć decyzję, co do jej politycznej i międzynarodowej przyszłości. Nic na siłę, niech Ukraina i jej obywatele sami odpowiedzą na pytanie, czego chcą, bo nie da się jednocześnie mieć ciastko i zjeść ciastko. Jednak odpowiedzi na te pytania nie przyjdą natychmiast, a sama Ukraina potrzebuje co najmniej jednej dekady, by się samookreślić i przynajmniej z grubsza uporządkować swoje wewnętrzne problemy. Jednak dopóki się to nie stanie, o żadnym wiarygodnym partnerstwie polsko-ukraińskim nie ma co marzyć i czas, by kraj nad Wisłą i jego przedstawiciele to zrozumieli! Czas najwyższy!

 

*****

Nieopublikowane na tym portalu teksty publicystyczne mojego autorstwa znajdą Państwo na blogu: http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/. Serdecznie zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka