zbigniewstefanik zbigniewstefanik
746
BLOG

Czy Polska zdradziła dziś Stany Zjednoczone?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 7

 

 

 

Na wsparcie Rzeczypospolitej Polskiej, choć nie tej Ludowej, Stany Zjednoczone zawsze mogły liczyć. Zawsze, ale tylko do tego momentu!

Kiedy po zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 roku na WTC i Pentagon, amerykański prezydent Georges W. Bush poszukiwał sojuszników, by prowadzić wojnę z globalnym terroryzmem, Polska swoją pomoc zaofiarowała niemal natychmiast. Kiedy USA poszukiwali sojuszników, by przeprowadzić interwencję w Iraku, Rzeczpospolita Polska wsparła Stany Zjednoczone raz jeszcze. Jednak dzisiaj, kiedy prezydent Barack Obama próbuje stworzyć koalicję, by interweniować w Syrii przeciwko reżimowi Baszszara Al-Asada, Polska odpowiada mu jednoznaczne i stanowcze: nie!

Czy w takim razie Polska obraziła się na Stany Zjednoczone Ameryki?

W ostatnich latach kraj nad Wisłą doznał bardzo dotkliwego zawodu miłosnego. Rzeczpospolita kochała Stany Zjednoczone prawdziwą – być może wręcz bezgraniczną – miłością. Niestety, jak się później okazało - bez wzajemności. Uczestnictwo w drugiej interwencji w Iraku z 2003 roku, okazało się dla Polski wysoce niekorzystne i na pewno również rozczarowujące. Obiecane kontrakty pozostały w sferze obietnic, a polska pomoc nie została doceniona przez amerykańskich partnerów. W końcu kraj nad Wisłą wycofał swoje wojska z Iraku, które - choć wypełniły swoje sojusznicze zobowiązania - nie mogły poczuć się w pełni dowartościowane. Wszak obiecane przez USA nowoczesne uzbrojenie nigdy nie nadeszło.

Amerykańskie obietnice, delikatnie mówiąc, nie zawsze były dotrzymywane. Przecież od lat Polska prosi swoich amerykańskich partnerów (i sojuszników!) o zniesienie wiz dla swoich obywateli. Niestety, bezskutecznie. Już George W. Bush obiecywał, że - kolokwialnie mówiąc - załatwi tę sprawę. Jednak nic się nie zmieniło. Prezydent Barack Obama również obiecywał zająć się tą sprawą. Na razie efektów brak.

Amerykańska tarcza antyrakietowa, która miała być zbudowana w Polsce, również pozostała w sferze planów i marzeń tych, którzy widzieli w tym przedsięwzięciu szansę na bezprecedensowy gospodarczy rozwój terenów, gdzie owa tarcza miałaby powstać.

Bezgraniczne zaufanie, jakim obdarzyła Rzeczpospolita Polska Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, również zostało narażone na szwank. Okazało się bowiem, że Amerykanie nie potrafią być dyskretni, jakiś analityk ukradł jakieś dokumenty i podzielił się nimi z całym światem, za pomocą portalu WikiLeaks. I w ten oto sposób Polska musiała odpowiadać na niewygodne pytania, dotyczące rzekomych tajnych więzień CIA na swoim terytorium. Polska musiała - delikatnie mówiąc - „świecić oczami”, kiedy nowy prezydent Barack Obama osobiście potępił tego typu działania, przyznając niemal otwarcie, że co do tych praktyk CIA, o których mowa, to coś może być na rzeczy.

Rzeczpospolita Polska została oszukana przez obiekt swoich gorących uczuć. Stany Zjednoczone nie zachowywały się wobec Polski fair. I to niejednokrotnie. Dzisiejsza odmowa wsparcia amerykańskiego projektu interwencji w Syrii jest - w mojej opinii - wyrazem polskiego zniesmaczenia, wobec sposobu w jaki kraj nad Wisłą został potraktowany przez swojego partnera. Partnera, którego przez lata idealizował i w którym pokładał tak wielkie nadzieje. Jednak partner ten okazał się być jedynie uwodzicielem. Wszak z amerykańskich obietnic i zapewnień zostały Rzeczpospolitej jedynie wspomnienia o wielkich marzeniach i posmak iluzji.

Przyszłość nam pokaże, czy Amerykanie odczytają - i czy zechcą odczytać - sygnał, który zawiera polska odmowa wsparcia interwencji w Syrii. Przecież w stosunkach międzynarodowych nie kocha się bezgranicznie nawet najlepszych partnerów. Przecież w polityce międzynarodowej nigdy nie kocha się nikogo za darmo. Czyżby wreszcie nauczyła się tego Rzeczpospolita Polska i jej politycy? Czy Polska swojego dotychczasowego partnera zdradziła, czy może jednak – tylko chwilowo - się obraziła?

 

 

* * *

 

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka