Trwają związkowe protesty w Warszawie. Do stolicy przyjechali przedstawiciele trzech głównych związków zawodowych funkcjonujących w kraju nad Wisłą: NSZZ „Solidarność”, Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych oraz Forum Związków Zawodowych. Wspólnie wykrzykują obraźliwe hasła pod adresem premiera Donalda Tuska i jego ministrów.
Owe protesty ujawniają nam trzech politycznych graczy. Dwóch z nich uczestniczy w protestach, a jeden, co prawda się od nich odcina to jednak okazuje protestującym... zrozumienie (czego zresztą dał wyraz dzisiaj, podczas wystąpienia pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów). Ci gracze to Jan Guz (przewodniczący OPZZ), Piotr Duda (przewodniczący NSZZ „Solidarność”) i Jarosław Kaczyński - prezes PiS-u i przywódca obozu politycznego Czwartej RP.
Związki zawodowe, ze względu na wspólne cele i dążenia, ogłosiły trwałą współpracę. Chcą one mianowicie bronić przywilejów związkowych, zademonstrować Donaldowi Tuskowi swą siłę i pokazać polskiemu społeczeństwu, że istnieją. Oraz – tak przy okazji - ugrać coś dla siebie.
Można by stwierdzić, iż pomiędzy trzema głównymi związkami zawodowymi i partią Jarosława Kaczyńskiego istnieje nieformalny sojusz. Można dać się zwieść pozorom, że związki zawodowe mówią jednym głosem. Jednak to tylko fikcja, albowiem każdy z graczy biorących udział w tych protestach ma oprócz deklarowanych, wspólnych i wyżej wymienionych aspiracji, także swoje własne cele, które próbuje osiągnąć. Owe protesty są jedynie środkiem do zrealizowania dążeń.
Skoro sojusz oburzonych na rząd Donalda Tuska to tylko iluzja to kto kogo popiera w tym galimatiasie?
Forum Związków Zawodowych nie uczestniczy w rozgrywkach i indywidualnych strategiach Trzech Króli warszawskiego protestu. Przecież Tadeusz Chwałka osiągnął już swój cel. Pokazał on, że Forum Związków Zawodowych istnieje (czy raczej, że istnieje coś takiego jak Forum Związków Zawodowych). Jednak przewodniczący tego Związku nie ma co liczyć na jakieś większe zyski dzięki tym protestom, ponieważ nie należy on do grupy głównych rozgrywających.
Krótko mówiąc, nie jest on jednym z Trzech Króli tego protestu. Jest on - co najwyżej - baronem, którego główni rozgrywający przyjęli do swojego grona na czas ulicznego manifestowania sprzeciwu.
Ale wróćmy do Trzech Króli. Jednym z nich jest Jan Guz, wieloletni działacz OPZZ-u, który należał do tego Związku (i aktywnie w nim działał) jeszcze w minionej epoce.
Przewodniczący Guz walczy z Piotrem Dudą o związkowy leadership. Od dwudziestu lat trwa bowiem rywalizacja pomiędzy OPZZ-em i NSZZ „Solidarność” o to, który związek będzie najbardziej reprezentatywny i który przywódca związkowy będzie prawdziwym trybunem ludu. Jan Guz - zdając sobie sprawę, iż Piotr Duda jest osobą bardzo aktywną i aż nadto widoczną w przestrzeni publicznej - przyjechał do Warszawy, by wywalczyć dla siebie i swojego związku ludowy leadership. Gra toczy się o to, kto będzie prawdziwym liderem i katalizatorem społecznych protestów w Polsce w następnych tygodniach, miesiącach, a być może również latach.
Odpowiedź na pytanie kogo popiera Jan Guz brzmi następująco: Jan Guz popiera każdego, kto nie wspiera Donalda Tuska i jego rządu. Tym samym nie popiera nikogo, kto rządowi sprzyja... W rzeczywistości Jan Guz wspiera jedynie tych, którzy walczą z obecną władzą w kraju nad Wisłą.
Przewodniczący OPZZ-u nie jest w stałym sojuszu z żadną partią polityczną, ani z żadnym związkiem zawodowym. Jednak pomimo tego, iż jest on jednym z Trzech Króli tych protestów to nie uczestniczy on w głównej rozgrywce, która - w tle manifestacji, związkowych wystąpień i politycznych deklaracji - toczy się pomiędzy Piotrem Dudą i Jarosławem Kaczyńskim.
Piotr Duda to kolejny król tych protestów. Przewodniczący „Solidarności” od wielu miesięcy robi wszystko, co tylko w jego mocy, by było o nim głośno. Piotr Duda, młody i hiperaktywny wilk, walczy o wyborne miejsce dla siebie w polskiej przestrzeni politycznej i o pozycję lidera polskiej prawicy. Piotr Duda walczy o pozycję jednego z głównych rozgrywających, a zarazem o pozycję jednego z głównych liderów polskiej sceny politycznej. Przewodniczący „Solidarności” chce wszystko i to natychmiast! Nie zamierza ani czekać, ani tracić czasu. Jednego dnia wchodzi w sojusz z Jarosławem Kaczyńskim, a już drugiego kreuje się na niezależnego przywódcy związkowego, którego polityka absolutnie nie interesuje.
Jednak Piotr Duda interesuje się polityką. I to bardzo... Ale zamierza on wejść do polskiej polityki przez główną bramę, a nie - jak jego poprzednik Janusz Śniadek - z jakiegoś tam miejsca na pisowskiej liście. Obecny przewodniczący „Solidarności” nie szczędzi wysiłków, tych destruktywnych wysiłków, by swój cel osiągnąć. Zainteresowanych tym tematem zapraszam do zapoznania się z moimi wcześniejszymi artykułami: „Jak należy interpretować sojusz Piotra Dudy z Jarosławem Kaczyńskim?” oraz „Dyskretna batalia Piotra Dudy”. Możecie Państwo to zrobić, korzystając z poniższych linków:
http://www.zbigniewstefanik.salon24.pl/517556,dyskretna-batalia-piotra-dudy
Trzecim królem tych protestów jest Jarosław Kaczyński. Choć nieobecny, prezes PiS-u jest równie ważnym, a być może najważniejszym z graczy związkowej czterodniówki w Warszawie. Wszak poprzez swoją nieobecność Kaczyński chce przekazać związkowcom pewien komunikat, a klasie politycznej - coś udowodnić. Komunikat prezesa PiS-u do związków zawodowych brzmi następująco: czegoś Wam brakuje, by osiągnąć sukces, a tym czymś jest PiS.
Ale przecież Prezes daje i Prezes odbiera.
Pan Prezes pomoże tylko swoim wiernym sługom... Mniej lub więcej świadomy dyskretnej batalii Piotra Dudy, Jarosław Kaczyński postanowił dać mu pstryczka w nos. Ów pstryczek ma uświadomić przewodniczącemu „Solidarności”, że bez pana Prezesa ani rusz. A prezesowi Kaczyńskiemu bardzo zależy na tym, by Duda to zrozumiał. Tak na wszelki wypadek, jeśli przewodniczący „Solidarności” znowu chciałby odgrywać rolę rozcieńczacza. Tego pan Prezes bardzo sobie nie życzy, albowiem walczy on o to, by odzyskać polityczny monopol na prawicy. By tego dokonać prezes PiS-u usiłuje udowodnić całej polskiej klasie politycznej, że to on jest głównym rozdającym karty na prawicy i że tak zostanie. Nie poparł protestów i skutkiem tego protesty nie doprowadzą do upadku rządu Donalda Tuska. A mógł przecież poprzeć te protesty, ponieważ wsparcie jego obozu politycznego jest niezbędne każdej partii politycznej, każdemu związkowi zawodowemu, każdemu, kto ma ambicje zmienić władzę w kraju nad Wisłą.
Powtórzę, pan Prezes daje i pan Prezes odbiera. Wszak władza może zmienić się dopiero wtedy, kiedy tak postanowi pan Prezes. Oto komunikat, który z woli prezesa PiS-u ma zostać odczytany przez obywateli RP. Oto komunikat, który przesyła Jarosław Kaczyński całej polskiej klasie politycznej. Tak, aby „żadnej tam Solidarnej Polsce”, czy innej partii na prawicy nie wydawało się, że może sama coś zwojować w kraju nad Wisłą.
Trzej Królowie protestu, wspólne cele, jednak współpraca jedynie krótkotrwała i iluzoryczna. Jest ich trzech, ale kto kogo popiera?
Nikt nie popiera nikogo. Każdy z nich próbuje osiągnąć swoje własne cele i zrealizować dążenia swoich organizacji. Trzech Króli, dwóch głównych rozgrywających, wiele szumu, mnóstwo inwektyw i pustych słów na warszawskich ulicach. Oto bilans, jak dotychczas, tegorocznego związkowego protestu w stolicy!
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze