zbigniewstefanik zbigniewstefanik
301
BLOG

Trzej Królowie czterodniówki, lecz który którego popiera?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 0

Trwają związkowe protesty w Warszawie. Do stolicy przyjechali przedstawiciele trzech głównych związków zawodowych funkcjonujących w kraju nad Wisłą: NSZZ „Solidarność”, Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych oraz Forum Związków Zawodowych. Wspólnie wykrzykują obraźliwe hasła pod adresem premiera Donalda Tuska i jego ministrów.

Owe protesty ujawniają nam trzech politycznych graczy. Dwóch z nich uczestniczy w protestach, a jeden, co prawda się od nich odcina to jednak okazuje protestującym... zrozumienie (czego zresztą dał wyraz dzisiaj, podczas wystąpienia pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów). Ci gracze to Jan Guz (przewodniczący OPZZ), Piotr Duda (przewodniczący NSZZ „Solidarność”) i Jarosław Kaczyński - prezes PiS-u i przywódca obozu politycznego Czwartej RP.

Związki zawodowe, ze względu na wspólne cele i dążenia, ogłosiły trwałą współpracę. Chcą one mianowicie bronić przywilejów związkowych, zademonstrować Donaldowi Tuskowi swą siłę i pokazać polskiemu społeczeństwu, że istnieją. Oraz – tak przy okazji - ugrać coś dla siebie.

Można by stwierdzić, iż pomiędzy trzema głównymi związkami zawodowymi i partią Jarosława Kaczyńskiego istnieje nieformalny sojusz. Można dać się zwieść pozorom, że związki zawodowe mówią jednym głosem. Jednak to tylko fikcja, albowiem każdy z graczy biorących udział w tych protestach ma oprócz deklarowanych, wspólnych i wyżej wymienionych aspiracji, także swoje własne cele, które próbuje osiągnąć. Owe protesty są jedynie środkiem do zrealizowania dążeń.

Skoro sojusz oburzonych na rząd Donalda Tuska to tylko iluzja to kto kogo popiera w tym galimatiasie?

Forum Związków Zawodowych nie uczestniczy w rozgrywkach i indywidualnych strategiach Trzech Króli warszawskiego protestu. Przecież Tadeusz Chwałka osiągnął już swój cel. Pokazał on, że Forum Związków Zawodowych istnieje (czy raczej, że istnieje coś takiego jak Forum Związków Zawodowych). Jednak przewodniczący tego Związku nie ma co liczyć na jakieś większe zyski dzięki tym protestom, ponieważ nie należy on do grupy głównych rozgrywających.

Krótko mówiąc, nie jest on jednym z Trzech Króli tego protestu. Jest on - co najwyżej  - baronem, którego główni rozgrywający przyjęli do swojego grona na czas ulicznego manifestowania sprzeciwu.

Ale wróćmy do Trzech Króli. Jednym z nich jest Jan Guz, wieloletni działacz OPZZ-u, który należał do tego Związku (i aktywnie w nim działał) jeszcze w minionej epoce.

Przewodniczący Guz walczy z Piotrem Dudą o związkowy leadership. Od dwudziestu lat trwa bowiem rywalizacja pomiędzy OPZZ-em i NSZZ „Solidarność” o to, który związek będzie najbardziej reprezentatywny i który przywódca związkowy będzie prawdziwym trybunem ludu. Jan Guz - zdając sobie sprawę, iż Piotr Duda jest osobą bardzo aktywną i aż nadto widoczną w przestrzeni publicznej - przyjechał do Warszawy, by wywalczyć dla siebie i swojego związku ludowy leadership. Gra toczy się o to, kto będzie prawdziwym liderem i katalizatorem społecznych protestów w Polsce w następnych tygodniach, miesiącach, a być może również latach.

Odpowiedź na pytanie kogo popiera Jan Guz brzmi następująco: Jan Guz popiera każdego, kto nie wspiera Donalda Tuska i jego rządu. Tym samym nie popiera nikogo, kto rządowi sprzyja... W rzeczywistości Jan Guz wspiera jedynie tych, którzy walczą z obecną władzą w kraju nad Wisłą.

Przewodniczący OPZZ-u nie jest w stałym sojuszu z żadną partią polityczną, ani z żadnym związkiem zawodowym. Jednak pomimo tego, iż jest on jednym z Trzech Króli tych protestów to nie uczestniczy on w głównej rozgrywce, która - w tle manifestacji, związkowych wystąpień i politycznych deklaracji - toczy się pomiędzy Piotrem Dudą i Jarosławem Kaczyńskim.

Piotr Duda to kolejny król tych protestów. Przewodniczący „Solidarności” od wielu miesięcy robi wszystko, co tylko w jego mocy, by było o nim głośno. Piotr Duda, młody i hiperaktywny wilk, walczy o wyborne miejsce dla siebie w polskiej przestrzeni politycznej i o pozycję lidera polskiej prawicy. Piotr Duda walczy o pozycję jednego z głównych rozgrywających, a zarazem o pozycję jednego z głównych liderów polskiej sceny politycznej. Przewodniczący „Solidarności” chce wszystko i to natychmiast! Nie zamierza ani czekać, ani tracić czasu. Jednego dnia wchodzi w sojusz z Jarosławem Kaczyńskim, a już drugiego kreuje się na niezależnego przywódcy związkowego, którego polityka absolutnie nie interesuje.

Jednak Piotr Duda interesuje się polityką. I to bardzo... Ale zamierza on wejść do polskiej polityki przez główną bramę, a nie - jak jego poprzednik Janusz Śniadek - z jakiegoś tam miejsca na pisowskiej liście. Obecny przewodniczący „Solidarności” nie szczędzi wysiłków, tych destruktywnych wysiłków, by swój cel osiągnąć. Zainteresowanych tym tematem zapraszam do zapoznania się z moimi wcześniejszymi artykułami: „Jak należy interpretować sojusz Piotra Dudy z Jarosławem Kaczyńskim?” oraz „Dyskretna batalia Piotra Dudy”. Możecie Państwo to zrobić, korzystając z poniższych linków:   

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/2013/06/14/jak-nalezy-interpretowac-sojusz-piotra-dudy-z-jaroslawem-kaczynskim/  

 

http://www.zbigniewstefanik.salon24.pl/517556,dyskretna-batalia-piotra-dudy

 

Trzecim królem tych protestów jest Jarosław Kaczyński. Choć nieobecny, prezes PiS-u jest równie ważnym, a być może najważniejszym z graczy związkowej czterodniówki w Warszawie. Wszak poprzez swoją nieobecność Kaczyński chce przekazać związkowcom pewien komunikat, a klasie politycznej - coś udowodnić. Komunikat prezesa PiS-u do związków zawodowych brzmi następująco: czegoś Wam brakuje, by osiągnąć sukces, a tym czymś jest PiS.

Ale przecież Prezes daje i Prezes odbiera.

Pan Prezes pomoże tylko swoim wiernym sługom... Mniej lub więcej świadomy dyskretnej batalii Piotra Dudy, Jarosław Kaczyński postanowił dać mu pstryczka w nos. Ów pstryczek ma uświadomić przewodniczącemu „Solidarności”, że bez pana Prezesa ani rusz. A prezesowi Kaczyńskiemu bardzo zależy na tym, by Duda to zrozumiał. Tak na wszelki wypadek, jeśli przewodniczący „Solidarności” znowu chciałby odgrywać rolę rozcieńczacza. Tego pan Prezes bardzo sobie nie życzy, albowiem walczy on o to, by odzyskać polityczny monopol na prawicy. By tego dokonać prezes PiS-u usiłuje udowodnić całej polskiej klasie politycznej, że to on jest głównym rozdającym karty na prawicy i że tak zostanie. Nie poparł protestów i skutkiem tego protesty nie doprowadzą do upadku rządu Donalda Tuska. A mógł przecież poprzeć te protesty, ponieważ wsparcie jego obozu politycznego jest niezbędne każdej partii politycznej, każdemu związkowi zawodowemu, każdemu, kto ma ambicje zmienić władzę w kraju nad Wisłą.

Powtórzę, pan Prezes daje i pan Prezes odbiera. Wszak władza może zmienić się dopiero wtedy, kiedy tak postanowi pan Prezes. Oto komunikat, który z woli prezesa PiS-u ma zostać odczytany przez obywateli RP. Oto komunikat, który przesyła Jarosław Kaczyński całej polskiej klasie politycznej. Tak, aby „żadnej tam Solidarnej Polsce”, czy innej partii na prawicy nie wydawało się, że może sama coś zwojować w kraju nad Wisłą.

Trzej Królowie protestu, wspólne cele, jednak współpraca jedynie krótkotrwała i iluzoryczna. Jest ich trzech, ale kto kogo popiera?

Nikt nie popiera nikogo. Każdy z nich próbuje osiągnąć swoje własne cele i zrealizować dążenia swoich organizacji. Trzech Króli, dwóch głównych rozgrywających, wiele szumu, mnóstwo inwektyw i pustych słów na warszawskich ulicach. Oto bilans, jak dotychczas,  tegorocznego związkowego protestu w stolicy!

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka