zbigniewstefanik zbigniewstefanik
605
BLOG

Polityka historyczna? Nie! Kolejna odsłona hipokryzji PiS-u

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 15

Trzynastego września bieżącego roku w Sejmie RP miało odbyć się głosowanie nad ustanowieniem siedemnastego września Dniem Sybiraka. Niestety, nie doszło do tego głosowania, gdyż autor, a zarazem wnioskodawca tego projektu - poseł Prawa i Sprawiedliwości Piotr Babinetz - sam to głosowanie zbojkotował. Reguły są natomiast takie, iż aby Sejm mógł głosowanie przeprowadzić, konieczna jest obecność wnioskodawcy i autora projektu.

Tak się jednak nie stało, albowiem poseł Piotr Babinetz, wraz z całym klubem poselskim Prawa i Sprawiedliwości, opuścił gmach sejmowy w proteście przeciwko nowelizacji budżetowej proponowanej przez rząd Donalda Tuska.

Podsumujmy więc fakty: poseł PiS-u Piotr Babinetz osobiście wnioskuje o ustanowienie Dnia Sybiraka. Swój projekt przedkłada do laski marszałkowskiej, a kiedy do głosowania ma dojść, swój własny projekt bojkotuje. Żarty?

Nie, to rzeczywistość, którą obywatelom RP funduje obóz polityczny Jarosława Kaczyńskiego i jego przedstawiciele. Należy również zauważyć, iż tego dnia - w związku z zapowiedzianym głosowaniem - przybyło do Sejmu RP wielu Sybiraków. W końcu wreszcie mieli doczekać się swojego dnia, a Sejm RP miał wreszcie ich uhonorować. Tym samym uznając ich krzywdy, ich ciężką ścieżkę życiową, której przecież sami nie wybrali ponieważ to Józef Stalin wybrał za nich!!!

Ale obóz polityczny Jarosława Kaczyńskiego postanowił zakpić sobie z Sybiraków. Albowiem, kiedy tak ważne głosowanie dla środowisk sybirackich miało się odbyć, to wówczas posłów PiS-u przy ławach sejmowych nie było. Zamiast tego Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości, wraz z Jarosławem Kaczyńskim, znajdował się przed kancelarią premiera. To właśnie tam prezes PiS-u wyrażał swoje poparcie dla czterodniowych protestów w Warszawie, w których - dwa tygodnie wcześniej - drogą smsową zabronił przecież uczestnictwa pod szyldem PiS-u członkom swojej partii. Dodam, iż Jarosław Kaczyński postanowił udać się pod kancelarię premiera, by w obecności członków swojego klubu poselskiego i kamer telewizyjnych -  kolokwialnie mówiąc - Donaldowi Tuskowi nawtykać. Jednak zarówno premier Donald Tusk, którego prezes przez kancelarią premiera beształ, a także związkowcy, których prezes słownie wspierał, znajdowali się tak jakby gdzie indziej. Donald Tusk był w tym czasie w Sejmie, a protestujący związkowcy przed Sejmem. W Sejmie i przed Sejmem byli również oszukani przez PiS Sybiracy, starsi i ciężko doświadczeni przez życiową drogę ludzie, o których PiS po prostu zapomniał; których PiS - tak po prostu - zignorował!

Sybiracy nadal nie mają ustanowionego przez Sejm swojego święta. Tak zadecydował PiS. Tak zadecydował prezes Jarosław Kaczyński. Tak zadecydował prezes partii, która po stokroć chwaliła się swoimi - rzekomymi - zasługami dla podtrzymania pamięci historycznej. Tak postanowił prezes PiS-u, który z polityki historycznej uczynił bardzo istotną część swojego politycznego dyskursu i swojej politycznej strategii.

Sybiracy nie mają swojego dnia ustanowionego przez Sejm RP. Albowiem prezes PiS-u daje i prezes PiS-u odbiera. Jednakże prezes PiS-u pomaga wyłącznie swoim wiernym sługom. Choć zdaje się, że nie wszystkim.

Czyż przedstawiciele środowiska Sybiraków nie wspierali profesora Ryszarda Legutki podczas jego kampanii wyborczej do europarlamentu w 2009 roku? Czyż przedstawiciele środowisk sybirackich nie zaprosili – i to kilkukrotnie - wówczas kandydata na europosła Ryszarda Legutki na swoje spotkania, by publicznie udzielić mu swojego wsparcia? Czyż kandydat na europosła Ryszard Legutko nie chwalił się wtedy wsparciem środowisk Sybiraków podczas swoich kampanijnych konferencji prasowych ?

Co prawda europoseł Ryszard Legutko to jeden z najbliższych współpracowników prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego, jednak kampania wyborcza do europarlamentu miała miejsce ponad cztery lata temu. Kto by tam pamiętał o czyimś wsparciu. Zresztą do kolejnej kampanii wyborczej do europarlamentu pozostał jeszcze niemal rok. Może w tym czasie Ryszard Legutko i Jarosław Kaczyński wymyślą jakieś wytłumaczenie dla absencji PiS-u podczas tak ważnego dla ofiar stalinizmu głosowania?  Może poseł Piotr Babinetz w jakiś sposób wytłumaczy tym starszym ludziom, dlaczego najpierw zaproponował ustanowienie Dnia Sybiraka, a później sam zbojkotował swój własny projekt?

Opuszczając Sejm RP, kiedy to miało się odbyć głosowanie nad nowelizacją budżetu, Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości dokonał kolejnego happeningu. Albowiem z punktu widzenia kraju nad Wisłą, czy też raczej jego obywateli, gest ten nie miał absolutnie żadnego znaczenia. Jednak mając świadomość, iż żadne głosowanie nad projektem ustawy nie może odbyć się bez jego wnioskodawcy, czyż poseł Babinetz nie mógł pozostać na sali plenarnej, by sprawiedliwości stało się zadość, by starzy ludzie, którzy tak wiele przeżyli i tyle się wycierpieli, mieli swój dzień? Czy byłoby to zbyt wiele poświęcenia ze strony Jarosława Kaczyńskiego i jego obozu politycznego?

Przecież, biorąc pod uwagę istotę i znaczenie tego głosowania, prezes PiS-u mógł okazać się wielkoduszny i udzielić posłowi Piotrowi Babinetzowi specjalnego pozwolenia na pozostanie w Sejmie RP na czas głosowania nad projektem, którego - przypominam raz jeszcze - był autorem. Czy prezes PiS nie mógł zrobić – ten jeden raz – wyjątku i nie wyprowadzać posła Babinetza z Sejmu RP? Przecież i tak Jarosław Kaczyński wybrał kogoś innego do trzymania parasola nad swoją głową, podczas happeningu przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.

Zdaje się, że Sybiracy stali się dla PiS-u środowiskiem mało atrakcyjnym. Wszak wielu z nich już nie żyje, a przecież zmarli nie głosują...

Sybiracy są w podeszłym wieku. Ich stan zdrowia uniemożliwia im klejenie PiS-owskich plakatów i rozdawanie PiS-owskich ulotek. Czy dlatego PiS o Sybirakach zapomniał? Czy dlatego PiS postanowił z Sybiraków zakpić, ponieważ nie są oni już PiS-owi potrzebni?

Drodzy Czytelnicy, sam nie wiem czy mam się śmiać z PiS-owskiej niekonsekwencji, być może wręcz głupoty, czy mam płakać nad szkodami, które każdego dnia wyrządza obóz Czwartej RP, zarówno krajowi nad Wisłą, jak również jego obywatelom.

Polityka historyczna? Nie! Ona się w rzeczywistości nie liczy. Po prostu, ujawniona została kolejna odsłona PiS-owskiej hipokryzji.

To kolejna odsłona PiS-owskiej hipokryzji, panie prezesie Jarosławie Kaczyński i panie pośle Piotrze Babinetz!

 

* * *

 

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

 

http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

 

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

 

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

 

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka