Parę dni temu, wywodzący się z Ruchu Palikota poseł na Sejm wykorzystał pewien precedens, który swego czasu stworzył parlamentarzysta Prawa i Sprawiedliwości. Otóż piętnastego września bieżącego roku Andrzej Rozenek posłużył się - stworzonym siedem lat temu przez Antoniego Macierewicza – „skrótem myślowym” i podczas wywiadu udzielonego w Superstacji porównał Jarosława Kaczyńskiego do Adolfa Hitlera. Więcej informacji na ten temat mogą Państwo uzyskać, korzystając z poniższego linku:
Wypowiedź ta odbiła się w kraju nad Wisłą szerokim echem. Tego rodzaju porównanie to na tyle daleko idąca teza, iż z całą pewnością wymaga konkretnych argumentów, jednak Andrzej Rozenek nie podał żadnych, które uzasadniałyby tę wypowiedź. Spowodowało to, iż słowa Rozenka zostały powszechnie uznane za kolejny wybryk parlamentarzysty Ruchu Palikota.
Andrzej Rozenek posłużył się niewątpliwie skrótem myślowym, który był… zbyt daleko idący. Jednak ów skrót myślowy można równocześnie uznać za nieprecyzyjny. Albowiem jeśli porównanie samego Jarosława Kaczyńskiego do Adolfa Hitlera to stwierdzenie wątpliwej natury, to warto jednak poświęcić wypowiedzi posła Rozenka nieco więcej uwagi w innym kontekście.
Kontrowersyjny skrót myślowy Andrzeja Rozenka stanowi być może przełamanie pewnego tabu w debacie o politycznej działalności szeroko rozumianego obozu politycznego Czwartej RP i partii PiS – ugrupowania, które stanowi jego trzon, jego awangardę. Mówiąc wprost, kontrowersyjna wypowiedź Rozenka o Jarosławie Kaczyńskim stanowi pierwszy krok w stronę drobiazgowej debaty o naturze politycznej metody partii PiS i samego Jarosława Kaczyńskiego.
Obserwując polityczną metodę PiS-u z łatwością można się w niej dopatrzeć elementów zainspirowanych metodologią z obozów politycznych, które miały charakter totalitarny.
Totalitarna myśl zawsze jest bowiem zbudowana na silnym kulcie jednostki. To jednostka ma poprowadzić swoich wyznawców do zwycięstwa, zbawić ich i - czyniąc to - zbawić wszystkich dookoła. Zaś tych, których zbawić się nie da, jednostka ta jest zmuszona zwalczać, gdyż może dojść do pełnego zbawienia wyłącznie wtedy, kiedy to wróg zostanie pokonany.
Metoda polityczna PiS-u jest nacechowana bardzo silnym kultem jednostki. « Jarosław, Polskę zbaw! », te słowa można usłyszeć na niemal każdym politycznym wiecu obozu politycznego Czwartej RP. Metoda polityczna PiS-u ma również bardzo jasno zidentyfikowanego wroga. Tym wrogiem jest Platforma Obywatelska i premier Donald Tusk. Wedle politycznej metody PiS-u owi przeciwnicy są stygmatyzowanie jako uosobienie całego zła w kraju nad Wisłą. Aby mogło dojść do zbawienia, wpierw należy owe zło zwalczyć, tak brzmi PiS-owski przekaz.
Totalitarna myśl zakłada również ustanowienie opozycji: zbawca kontra wszyscy. Zbawca musi być antysystemowy, ponieważ jest on przecież dla swojego ludu jedyną szansą na zbawienie. Ta metoda została zastosowana w Rosji po rewolucji z lutego 1917 roku. Bolszewicy występowali przeciwko obalonemu carowi, jednak potępiali również rząd Aleksandra Kiereńskiego. Nie chcieli oni dzielić odpowiedzialności za losy kraju z innymi obozami politycznymi i do października 1917 roku w sprawowaniu władzy w Rosji - z własnego wyboru - nie uczestniczyli. Świadomie wykluczali się oni ze wszystkich struktur, które kojarzono wówczas z jakimkolwiek ośrodkiem sprawującym władzę w Rosji. Dopiero po dokonaniu październikowego zamachu stanu, który z rewolucją nie miał nic wspólnego, wprowadzili oni swoje rządy.
Metoda polityczna PiS-u jest także nacechowana antysystemowością. Jarosław Kaczyński postanowił sam wykluczyć się z obrad Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Zaś posłowie Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość zaczynają wykluczać się z istotnych - z punktu widzenia Rzeczypospolitej i jej obywateli - głosowań. Przypominam, iż postanowili oni opuścić salę obrad parlamentarnych, kiedy to trzynastego września bieżącego roku Sejm głosował nad nowelizacją budżetu.
PiS-owska retoryka również w swojej wymowie sytuuje obóz polityczny Jarosława Kaczyńskiego przeciwko wszystkim ugrupowaniom politycznym w Polsce. W swoim wystąpieniu przed Kancelarią Premiera z trzynastego września bieżącego roku, Jarosław Kaczyński stwierdził: „oni są wszyscy w opozycji do Prawa i Sprawiedliwości”. Z jednej strony wszystkie partie polityczne, które reprezentują niemiecko-rosyjskie kondominium i całe zło III RP, a z drugiej strony partia Prawo i Sprawiedliwość, która musi walczyć z wszystkimi ugrupowaniami, by zbawić Polskę i jej obywateli.
Myśl totalitarna musi mieć swój mit założycielski, by zalegitymizować się pośród swoich wyznawców i uzasadnić swoje poczynania. Mitem, którym miał uzasadnić wszystkie nazistowskie przedwojenne zbrodnie stanowiło podpalenie Reichstagu przez rzekomego komunistę narodowości żydowskiej.
Polityczna metoda PiS-u również posiada swój mit. Tym mitem jest rzekomy zamach smoleński i „usilne dążenia do prawdy zespołu Macierewicza”. Już teraz ów mit uzasadnia, pośród wyznawców Jarosława Kaczyńskiego, antysystemową retorykę prezesa PiS-u. Mit smoleńskiego zamachu jest dostatecznie zakorzeniony w kraju nad Wisłą. W sprzyjających okolicznościach (i po ewentualnym zwycięstwie PiS-u w przyszłych wyborach parlamentarnych) mit smoleńskiego zamachu będzie dostatecznie silny, by zalegitymizować Czwartą RP i jej... funkcjonowanie w Polsce.
Andrzej Rozenek użył zbyt daleko idącego i nieprecyzyjnego skrótu myślowego. Czyniąc to zdyskredytował się on w oczach polskiej opinii publicznej, która w zdecydowanej większości uznała porównanie Jarosława Kaczyńskiego do Adolfa Hitlera za nadużycie. Porównanie to jest faktycznie nietrafione. Albowiem nie sam Jarosław Kaczyński, ale jego polityczna metoda stanowi przedmiot, w którym można dopatrzyć się cech charakterystycznych dla minionych totalitaryzmów. By myśl totalitarna mogła się rozwijać, potrzebne jest bowiem spełnienie czterech głównych warunków:
a. silny kult jednostki;
b. precyzyjnie zidentyfikowany i zdefiniowany wróg;
c. charakter antysystemowy i status wodza: sam przeciwko wszystkim;
d. założycielski mit, by zalegitymizować wodza, jego przywództwo i wyższość jego racji nad wszystkimi racjami
Polityczna metoda PiS-u spełnia te cztery warunki i powinna ona stać się obiektem szerszej debaty w polskiej przestrzeni publicznej. Nie chodzi o to, by kogoś stygmatyzować czy stygmatyzować jego obóz polityczny, za pomocą zbyt daleko idących i nieprecyzyjnych skrótów myślowych. Chodzi o to, by reagować, kiedy zapala nam się lampka alarmowa. A polityczna metoda PiS-u powoduje, iż owa lampka alarmowa się zapala i warto o tym otwarcie rozmawiać. Czy uczymy się historii wyłącznie po to, by ją znać? Czy może uczymy się historii przede wszystkim po to, by wyciągać z niej pewne wnioski na przyszłość?
Nie porównuję Jarosława Kaczyńskiego do Hitlera, a owe porównanie uznaje za nietrafione. Jednak uważam, iż polityczna metoda PiS-u jest czymś, o czym warto..., o czym powinno się rozmawiać w kraju nad Wisłą.
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)