Norwegia została skrzywdzona.
1. Piłka poszła w górę, a potem spadła pod nogi Anglików, którzy strzelili bramkę. Nie rozstrzygam. Nie znam - co dziwne - materiału wideo, który pokazałby dokładnie, co się stało. Jednak Norwegom - jak rzadko komu - można wierzyć w sporcie. Wszyscy wskazywali, że piłka uderzyła, zahaczyła, dotknęła przewodu, po którym porusza się kamera zawieszona nad boiskiem. Ale Fifa mówi, że czujnik w piłce nic nie wykazał. Ale to może jak z tymi czujnikami wirusa w czasach tzw. p...demii. Ciągle wykazywały. Albo nie. Władzy jest wygodnie, zdać się na czujnik. Ale to tylko maszyna, urządzenie, to może źie się skończyć takie zaufania. Podobny problem czujnikowy był w meczu Chorwacji.
2. W końcówce sędzie przerwał atak Norwegów, bo po uprzednim dośrodkowaniu angielski bramkarz i piłkarz zderzyli się ze sobą w polu karnym i leżeli tam obolali. Zatrzymanie gry z tego powodu, w sytuacji, gdy akcja ma szanse skończyć się strzałem na bramkę, to skrzywdzenie Norwegii i bezpodstawna korzyść dla Anglii.
3. Haaland odpychał Anglika w polu karnym rękami. Sędzia miał prawo uznać to za faul. Ale mógł tego za faul też nie uznać, bo Anglik ewidentnie symulował powagę tego odepchnięcia i specjalnie, teatralnie padał na pole karne. Stąd bramka do Norwegii nie została uznana.
Norwegia przegrała sama ze sobą.
a) Zawinił bramkarz. Nie ma co gadać. Odbił przed siebie strzał, który powinien wyłapać albo z góry nastawić się na wybicie ale sensowne. Popełnił błąd. Kosztowało to drużynę przegraną. W ogóle bramkarze są lekko niedoceniani w przestrzeni komentarzy, a dobry bramkarz to 50% wyniku albo więcej. Ten Norweski był najwyżej na ocenę dostateczną, czyli słaby.
b) Norwegia miała sytuacją 2 na 1. Sorloth i Haaland szli na jednego angielskiego obrońcę. Na tym polega piłka, na wykorzystywaniu sytuacji trudnych, a już w szczególności łatwych. Sorloth kompletnie zawalił sprawę. Miał do wyboru:
- podać od razu do Haalanda i niech tamten sobie radzi
- iść na szybkie solo z własnym strzałem na bramkę
- skiksować i nie zrobić nic.
Wybrał to trzecie. Niestety. To wieżowiec, jak wdzięcznie zauważyli nasi komentatorzy - mierzy ponad 192 cm wzrostu. Jak można mierzyć ponad 192 cm? Nie ważne. Ważne, że to egzekutor, a nie inteligent czy człowiek robiący akcje. Zawalił bramkarz, zawalił Sorloth, dokopali im sędzia i Fifa, i w sumie okazało się to za mało, żeby wygrać z Anglią.
Bramkę dla Norwegii strzeliło dziecko Szejderup. Dziecko jak to dziecko, nie wie co robi, więc robi rzeczy przekraczające swoim pięknem wszystko inne. To była najładniejsza, genialna, metafizyczna i cudowna bramka, najlepsza na mundialu.
Anglia spuściła z tonu i pokazała, że jej męczarnie z Ghaną i Rp Kongo nie były przypadkiem. Z pomocą sędziego oraz błędów Norwegów jakoś wygrała. Ale Norwegowie dosłownie siedzieli na tej Anglii przez długie chwile meczu.
Norwegia przegrała z Anglią 1:2
Argentyna to ciule.
- Pozdrawiam was ciule - ponoć witał papież Benedykt Polaków wiwatujących na jego cześć. Na Argentynę nie mogą patrzeć. Od samego początku im kibicuję, dopinguję, serce oddałem i po co? Fajansiarze jedni, o zawał mogą człowieka przyprawić. Grają źle, fatalnie, nieudolnie i tak dalej. No dobra, mają Messiego, ale.
No więc sprawa jest taka, że Argentyna cierpi i cierpią jej fani łącznie z komentującym. Niby nie popełnia fatalnych błędów, ale z drugiej strony nie dominuje przeciwników, nie olśniewa mnogością tworzonych sytuacji czy swobodą gry. Jest najgorzej i najbrzydziej grającą drużyną z finałowej czwórki. A jednak wygrywa.
Co chciał zrobić Mbolo - zawodnik międzynarodowej reprezentacji Szwajcarii - tego nie wie nikt, on sam też na pewno nie wie. Miał żółtą kartkę na koncie. Był w okolicach środka boiska, wygrana lub przegrana w starciu o piłkę niczego nie przesądzała i odstawił taki cyrk, że chyba jeszcze takiego nie było. Rzucił się na ziemię wymachując jeszcze głową, a padając kopnął ewidentnie Argentyńczyka. Po analizie wideo, sędzia nie miał wyboru i Mbolo sprawił, że jego międzynarodowa reprezentacja Szwajcarii musiała grać w 10 przeciw Argentynie. No pyszne.
W dogrywce - zwykła część zakończona 1:1 - jednorazowy przebłysk geniuszu Alvareza. To nie było zwycięstwo drużyny, to nie była zespołowa akcja. To był przebłysk geniuszu. Sypnął bramkę aż palce lizać. Strzał z daleka, nie do obrony. W ostatnich sekundach kontra Argentyny i wygrali 3:1.
Kto wejdzie do finału?
Zdecydowanie na wyższym poziomie będzie mecz Francja - Hiszpania. Francuzi są lepsi. Francuzi błyszczą. Francuzi są niesamowici. I dlatego przegrają. Bo Hiszpanie to La Rocha. Bo jak - i tak ich nie znoszę - Argentyńczycy - potrafią cierpieć. Bo choć nie mają Mbape i tego drugiego mniejszego, to mają wysoką technikę i serce do walki.
Argentyna - Anglia to będzie hit. Hit kaszanki, hit czołgania się przez brak formy do kolejnych zwycięstw. W tym meczu wszystko się może zdarzyć. Teoretycznie góruje Anglia, ale z Messim i spółką po prostu nic nie wiadomo. Oni są dziwni jacyć i ciągle wygrywają. Mają zarówno błyski geniuszu jak Brazylijczycy jak i zdolność do mozolnej i wytrwałej harówki na boisku jak - uff odpadli - Niemcy. Dopingować będę słabszego. No i Messiego.
Więc wymarzony finał to Argentyna - Hiszpania, ale... to sport. Tylko sport? Aż sport? Przed meczem Anglii z Norwegią na stadionie rozścielone flagi drużyn, na środku stoją obie reprezentacje, za chwilę się zacznie i... zapada kompletna cisza. Stoją nieruchomo zawodnicy, stoi cicho i nieruchomo 70 tysięcy na stadionie, bo? Bo jeden z zawodników RPA, który grał właśnie na tych mistrzostwach nie żyje. Nie ma go już. Wyświetlono jego zdjęcie. Przyjęto to minutą ciszy. Trudno to ocenić? Marketing? Pozór? Zbędny dodatek? A może odrobinę ludzki odruch? Może gdy przestrzeń publicznych mediów, polityki, wiadomości, staje się coraz bardziej oderwana od tzw. człowieczeństwa, ten mały wielki gest, odrobinę tego człowieczeństwa pozwala zachować, przypomnieć, że jesteśmy, ludźmi.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)