Lipiec 1977 r.
..............................................................................................................
Urodziłem się jako istota zakodowana na myślenie, skazana na świadomość przemijania. – Istoty takie jak ja nazywają siebie ludźmi.
Skrępowani łańcuchami DNA, skazani jesteśmy na ból szukania Absolutu i sensu istnienia.
Ironią losu, niezwykle zwykłym przypadkiem lub cudem jest to, że wszystkie elementy kodu DNA ułożyły się tak, by powstał człowiek !?
A przecież mógłbym być wirusem, grzybem lub bakterią.
Nie myślałbym wtedy o przemijaniu
Nie rozróżniałbym dobra i zła
Nie byłbym nieszczęśliwy
Postanowiłem: od dzisiaj będę bakterią!
………Tylko czy nie szkoda świadomości tego, że jako człowiek można być i że się jest czasami szczęśliwym?
Czy duch (intelekt), twór materii (nukleonów) mający przez całe życie człowiecze aspirację do bycia bytem niezależnym od materii, bytem „samym w sobie” zanika wraz z prozaicznym momentem, gdy organizm /materialny/ przestaje dostarczać energii nukleonom, energii pochodzącej ze spalania materii
Brrrrr. Zrobiło mi się zimno i smutno !
Po co zajmować się opakowaniami, materiami i innymi „bzdurnymi” uwarunkowaniami?
Czy nie lepiej być duchem, obrazem Boga i drwić sobie ze swej materialności i przemijalności?
Od dziś będę duchem!
………Ale czy nie szkoda tracić doznań materialnych, rozkoszy takich jak chociażby rozkosz jedzenia, oglądania błękitnego nieba, seksu?
Cholera! Co mam robić? Kim być?
Czy być bakterią, czy być duchem?
Chyba jednak pozostanę przynajmniej jeszcze przez jakiś czas człowiekiem (duchem w materii).
------------------------------------------------------------
W zgodzie z naturą się czuję? Cóż to znaczy?
Jestem z najróżniejszych poskładany klocków.
Łańcuchem DNA do świata przywiązany
Między tym co czuje ślimak, koza, człowiek
moje odczuwanie jest rozwieszone
A może jeszcze można by o Absolut zawieszenie dołożyć?
Człowiek, obraz Boga? Chyba jestem zbyt zuchwały, musze się ukorzyć.
Muszę dzisiaj walkę z takimi natrętnymi, niepotrzebnymi myślami toczyć
Ratunkiem, telefon i propozycja od przyjaciół, by na piwo skoczyć
...........................................................................................................
Łapię się chmur myśli filozofów,
Rzadkie, nie dają zaczepienia.
Pustka coraz bardziej wypełniana niezbornymi myślami i ideami.
Duch mój umiera?
Jadę rowerem, napinam mięśnie.
Dotykam Świata
Czuję, że istnieję
Bezideowy, neutralny, naturalny
Zmęczony
Szczęśliwy!
…………………………………………………………….
Wypełniamy życie:
zdobywając góry –– wysokie Himalaje i niskie Karkonosze –– wielkimi wyprawami i małymi podróżami –– zakładając rodzinę –– poświęcając się dla niej -- tworząc sztukę, religię --
Wypełniamy życie: stawiając sobie duże i małe cele ––
Potem? –– .........Umieramy.
Komentarze
Pokaż komentarze