Wrzesień 1978 r.
O względności „prawd”.
Wydaje się, że nie ma prawd ostatecznych, całkowitych. Wszystko jest względne? Można coś określić tylko względem czegoś. Ten relatywizm przeraża. Żadne twierdzenia, czy żadne teorie nie są całkowicie prawdziwe, czy całkowicie fałszywe, nie są ostateczne, absolutne?
Upieranie się, że Bóg na pewno istnieje, jak i upieranie się, że Boga na pewno nie ma jest obarczone pychą, zarozumialstwem w stosunku do niewierzących lub wierzących? Można jedynie stwierdzić: nie wiem, czy Bóg istnieje, czy nie istnieje? Jeśli się czegoś nie wie na pewno, to nie można twierdzić, że się wie?
Jeśli się kategorycznie twierdzi, że kamień jest twardy (wg przyjętej skali twardości!!) to chyba jest to twierdzenie pozbawione pychy? Zresztą musimy się na czymś oprzeć, inaczej wszystko byłoby bezsensem. Czy cokolwiek jest pewne? Czy jedynie twierdzenie, że niczego nie wiemy na pewno /że wiemy, że nic nie wiemy/ jest jedynie słuszne i jest pozbawione pychy? Czy z kolei to twierdzenie nie wywołuje stany naszej niemocy? Czy ciekawość, chęć zgłębienia prawdy obiektywnej nie jest motorem rozwoju, motorem poznawania świata?
O rozwoju społeczeństw.
Zarówno teorie głoszące, że istnieje determinizm historyczny, determinizm rozwoju społeczeństw, jak i teorie głoszące, że rozwój społeczeństw jest całkowicie przypadkowy, że nie zmierza w jakimś kierunku są chyba teoriami nieprawdziwymi, czy nie zupełnie prawdziwymi? Nie jest tak, że istnieją ściśle określone, zapisane na „górze” fazy rozwoju, że po każdej fazie musi na pewno nastąpić kolejna ściśle określona faza, taka a nie inna? Nie jest też tak, że społeczeństwa nie podlegają rozwojowi idącemu w pewnym kierunku, że wszystko jest całkowitym przypadkiem? Obie teorie są prawdziwe częściowo? Prawdy częściowe nie mogą być uznawane i głoszone za prawdy absolutne
http://www.zdzislawdzialecki.republika.pl/index.html
Komentarze
Pokaż komentarze