Na bezrobociu, grudzień 1993 r.
Często narzekamy, że rodzice nie umieli znaleźć z nami odpowiedniego kontaktu, że byli zbyt surowi w ocenach, że zbytnio ingerowali w nasze młode życie, w nasze towarzyskie kontakty itd. Czy nie możemy im wybaczyć ich może czasami zbyt ostrych ocen naszych zachowań, tego, że być może przyczynili się do nabycia przez nas kompleksów z którymi do dziś nie możemy się uporać? Czy nie możemy ich zrozumieć, zrozumieć ich punktu widzenia? Przecież mieli oni i mają jak najlepsze intencje, starali się wg swoich najlepszych chęci wychować nas na porządnych ludzi /Jacy jesteśmy, to już inna sprawa/. Zaszczepili nam ufność do innych osób, gotowość do dzielenia się z innymi, tym co się samemu posiada, bez oczekiwania rewanżu. „Lepiej, abyś samemu stracił niż skrzywdził innych”, to wpajana przez nich dewiza. Dawali nam i nadal dają dużo miłości. Pomimo że życie nie było dla nich łatwe, to zawsze dbali o nas, o nasze zdrowie, naukę itp. Wszystko co czynili dla nas podyktowane było najlepszymi zamiarami, było podyktowane miłością.
„Rodzice często nie potrafią się uporać z poczuciem winy z powodu złego wychowania dzieci lub z tego powodu, że zrobili w wychowaniu jakieś błędy, które dzieci po latach im wypominają. Być może za bardzo kochali dzieci, za bardzo chcieli je uchronić przed popełnieniem życiowego błędu, zbyt natarczywie je upominali”—Lake.
Ale skąd mieli wiedzieć jak postępować ze zbuntowanymi nastolatkami, jak wyczuć czy przekraczają one granicę za którą jest upadek? Przecież nie mieli kiedyś, tak jak to jest teraz, możliwości z korzystania z mądrych książek, z rad psychologów. A poza tym mieli też własne problemy emocjonalne. Skoro nie wiedzieli jak postępować z dziećmi to czy powinni wyrzucać to sobie.
„Ich problem nie polegał na tym, że byli bezwartościowi jako ludzie, byli tylko niedoskonałymi rodzicami. A dlaczego nie mieliby takimi być? Czy powinni mieć poczucie winy, skoro nie potrafili czynić tego czego ich nie nauczono, o czym nie wiedzieli? Większość z nich wzorowała się na postępowaniu własnych rodziców, opiekunów, którzy również mieli jak najlepsze intencje. A dlaczego nie mieliby tak postępować? Dlaczego nie mieliby naśladować metod wychowawczych jakie stosowano wobec nich samych?. To ich niewiedza, nieznajomość lepszych metod spowodowała kłopoty z dziećmi, nie zaś podła natura, podła cecha charakteru, z powodu której powinni się obwiniać”.- Lake.
Wypominamy czasami rodzicom ich brak tolerancji wobec nas. W imię prawa do niezależności, do stanowienia o samym sobie, do budowania własnego życia, jakże często chcieliśmy się od nich „odciąć”. Ale czy my, którzy uważamy się za ludzi bardziej postępowych, wykształconych, światłych, oczekujących od nich tolerancji, nie możemy zdobyć się na zrozumienie starszego pokolenia, nie możemy zdobyć się na tolerancję wobec naszych rodziców i jeśli trzeba na przebaczenie? Czy zawsze byliśmy i jesteśmy wobec nich sprawiedliwi? Czy nie ma dużo winy w nas samych? Czy jako osoby często o wysokim mniemaniu o sobie nie byliśmy wobec nich zbyt obcesowi, nieustępliwi, bezwzględni? Czy nie ocenialiśmy ich zbyt surowo? Czy już jako osoby dojrzałe okazywaliśmy i okazujemy im wystarczająco dużo uczucia, miłości, wdzięczności? Czy staraliśmy się spokojnie rozmawiać o różniących nas problemach? Nie we wszystkim trzeba się przecież zgadzać. Liczy się więź, wspólnota. „Można różnić się pięknie”, nie naruszając więzi, przyjaźni, miłości. A poza tym nawet dzisiaj, kiedy możemy korzystać z nabytej wiedzy, z rad psychologów, z doświadczeń innych, często jesteśmy bezradni, zagubieni wobec różnych problemów. Popełniamy te same i inne błędy, pomimo życiowej nauki. Dzisiaj dzieci wychowywane są bezstresowo, nie mają lub mają mniej kompleksów, zahamowań, są śmiałe i odważne, są lepiej przystosowane do życia, do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, są bardziej przebojowe, a nawet zachłanne. Jednak często brak kompleksów przeradza się w zadufanie i butę, przebojowość w tupet i bezwzględność, umiejętność radzenia sobie w egoizm i cynizm. Nam wytyczano ostre granice zachowań, których nie można było przekroczyć, wpajano myślenie w kategoriach społecznych, moralnych, uczono solidarności z innymi. Dziś sposoby myślenia i zachowań młodzieży są bardziej zróżnicowane. Obok wspaniałej młodzieży, bez kompleksów i jednocześnie otwartej na świat i ludzi, spora część młodzieży to osobnicy egoistyczni, cyniczni, butni i zarozumiali. Duży wpływ na kształtowanie się charakterów dzieci i młodzieży mają dziś telewizja, inne media, oglądane na wideo filmy. Przemoc, cwaniactwo i to przemoc i cwaniactwo które tryumfują to w filmach powszedniość.
http://zdizek.blog.onet.pl
Komentarze
Pokaż komentarze