Zawiedzione nadzieje
Z żalem o III Rzeczypospolitej - Pamiętnik wykluczonego.
Na bezrobociou, luty 1997 r.
Jest jak jest.
Miniony rok był kolejnym rokiem bezsilności, w którym nie udało mi się poczynić pozytywnych kroków w żadnej dziedzinie. Staram się nie wpadać ani w depresję, ani zbytnio nie histeryzować.
Nie jestem silny pokorą
Chciałbym, ale nie jestem na tyle silny, na tyle uspokojony wewnętrznie, aby przyjąć do końca zasadę, że życie należy przyjmować takim jakim jest, aby zadowolić się tym, co cię ma i nie oczekiwać niepotrzebnie na zmiany, zasadę, że jeśli przyjdzie coś pozytywnego, jeśli się zdarzy to dobrze, jeśli nie to trudno. Nieszczęściem jest to, że oczekuje się zbyt dużo, nie zadowala tym co jest. Staram się ograniczać swoje oczekiwania, staram się nie być pazernym, brać życie takim jakie jest. Jednak nie potrafię do końca wyrzec się nadziei na lepsze, ograniczyć całkiem swoich oczekiwań, nie denerwować się tym co dzieje się dookoła. Istnieje potrzeba, aby od czasu do czasu upuścić trochę swoich frustracji. Po co epatować bliźnich w rozmowach swoim pesymizmem, rozgoryczeniem, kłopotami. Kartka jest cierpliwa, przyjmie wszystko bez znużenia. Na dłuższą metę nie zmieni to niczego, nie wyeliminuje całkiem stresów i frustracji, jednak może na pewien czas nieco je rozładuje, może da złudzenie podzielenia się nimi z otoczeniem.
O bezrobociu. Znalezienie pracy bez znajomości graniczy z cudem.
Bezrobocie przynosi wiele nędzy, upokorzeń i stresów. W najtrudniejszej sytuacji są bezrobotni starsi, po czterdziestce, którzy mimo wielu starań nie są w stanie znaleźć pracy. Jeśli nawet znajdą jakieś doraźne zarobkowanie to i tak z trwogą myślą o wieku emerytalnym do osiągnięcia którego nie przepracują odpowiedniej ilości lat, zgromadzone na ich kontach emerytalnych kwoty będą niewielkie, a zdrowie nie będzie im już pozwalało na wysiłek i pracę. Wśród bezrobotnych są między innymi tacy, którzy na początku lat osiemdziesiątych i później należeli do najodważniejszych i najbardziej przedsiębiorczych, którzy nie mogąc znieść w zakładach rządów pułkowników odważyli się na zwolnienie z pracy i na rozpoczęcie własnego biznesu. Niektórym się powiodło, innym niestety nie. Nie zawsze było to związane z brakiem umiejętności i predyspozycji do tego typu działalności. Często decydował przypadek. Duża rolę odgrywało to ile zdołali zgromadzić funduszy na rozpoczęcie działalności, ile byli w stanie „załatwić” kredytu, z jakiego startowali pułapu. Im więcej zdołali zgromadzić pieniędzy tym łatwiej mogli ruszyć z „biznesem” i tym łatwiej i szybciej go rozwinąć. Wielu zaczynało od handlu na składanych łóżkach, od produkcji na jednej zdezelowanej, mało wydajnej maszynie. Niestety nie wszystkim się powiodło. Dziś wielu z powodu swej ówczesnej aktywności (czasem wyśmiewanej) cierpi biedę i przeżywa długotrwałe, koszmarne stresy i poniżenie. Ich koledzy, którzy pozostali w zakładach, biurach, instytucjach, często z konformistycznymi postawami, mają dziś satysfakcjonujące ich prace, mają wysokie zarobki, adekwatne do swojego wykształcenia stanowiska, robią kariery menedżerskie, niektórzy z nich przejęli nawet przedsiębiorstwa na własność, stali się ich właścicielami. lub współwłaścicielami, są wpasowani w odpowiednie układy.
Spora część osób, które znalazły się dziś na dnie ekonomicznym i społecznym mimo swego upokorzenia zdobywa się ciągle na to, by oddzielać swoje niepowodzenia od oceny sytuacji w kraju. Oceniając to co dzieje się w kraju stara się kierować zdrowym rozsądkiem. Niektóre z tych osób sprzeciwiały się kiedyś aktywnie komunistycznemu ustrojowi, były silnie, emocjonalnie związane z ruchem przemian, z „Solidarnością”. W stanie wojennym angażowały się na miarę swoich możliwości i predyspozycji czynnie w działania przeciw reżimowi, drukowały ulotki, gazetki, rozwieszały ulotki na ulicach, w budynkach, w zakładach pracy, uczestniczyły w anty reżimowych demonstracjach, były bite przez zomowców, przebywały w aresztach, kolegia karały je grzywnami. Mimo, że identyfikowały się z ruchem „Solidarności”, nie zostały działaczami ani związkowymi, ani partyjnymi, nie dlatego, że mają coś przeciw takiej działalności, przeciw demokratycznym strukturom, ale po prostu chciały spokojnie żyć, spokojnie pracować we własnych zakładach rzemieślniczych, w zakładach przemysłowych, instytucjach niepolitycznych. O to przecież również walczyły, aby ludzie niezorganizowani politycznie mogli też godnie żyć. Okazuje się jednak, że w firmach, instytucjach liczą się przede wszystkim znajomości, układy i przynależności. W polityce, w samorządach, w firmach, w radach nadzorczych i w innego typu instytucjach działają często ludzie, którzy trwają przy władzy jeszcze od czasów komuny, którzy paradoksalnie czując w dalszym ciągu sentyment do socjalizmu, odnaleźli się szybko w nienawidzonym jeszcze niedawno przez nich ustroju kapitalistycznym i są bezwzględnymi, pazernymi kapitalistami lub weszli z kapitalistami w układy. Są też i nowi działacze, którzy tak jak i tamci wykorzystują instytucje demokratyczne do wejścia w układy, do załatwiania własnych interesów. Zjawiska takie są niestety częste, a w odczuciu społecznym powszechne. Bulwersująca jest pazerność na pieniądze i władzę niektórych starych i nowych działaczy, menażerów, urzędników. Bulwersujące są zarobki, odprawy dyrektorów, kierowników w firmach państwowych, przemysłowych, handlowych i innych jednostkach gospodarczych i to nawet w takich, w których efekty ekonomiczne są mizerne. Bulwersująca jest powszechność korupcji. Jeśli można zrozumieć całą trudną sytuację gospodarczą kraju, to niektóre jej aspekty budzą sprzeciw i pogłębiają frustrację osób, które nie wciągnęły się w układy czerpiące profity z przemian, które cierpią biedę.
Główna przyczyną nieszczęść Polaków (również moich), źle funkcjonującej gospodarki, społecznych patologii nie są chyba, tak jak to często się słyszy, reformy przeprowadzone przez Balcerowicza. Były one pewnie konieczne, były narzędziem pozwalającym na przestawienie, przeniesienie naszej gospodarki z bajorka na szerokie wody gospodarki światowej. To co się z nią dzieje teraz, jak sobie ona radzi, to już inny rozdział ekonomicznych zmagań. Gospodarka jest jaka jest. Po jednoczesnym upadku gospodarek wschodnich, rynków państw byłego bloku komunistycznego, załamała się zupełnie wymiana handlowa z tymi państwami. Nie było dla kogo produkować. Gospodarka musiała i musi się nadal przekształcać, zmieniać zasady funkcjonowania, swoją strukturę. I tak dzięki odważnym reformom rządów solidarnościowych, dzięki reformom Balcerowicza, gospodarka nasza obroniła się przed jeszcze większą zapaścią, zdołała się przeorientować na bardziej wymagające rynki zachodnie. Zaczął się proces unowocześniania i dostosowywania do gospodarek Zachodu, rozpoczął się proces jej dostosowywania do potrzeb wewnętrznych i zewnętrznych, zmienił się profil inwestycji na bardziej konsumpcyjny, surowce i półprodukty z Zachodu przestały być bardzo drogie i niedostępne, uniezależniamy się od surowców Rosji. Dopiero teraz porównując naszą gospodarkę z gospodarkami rozwiniętymi, wchodząc w „obieg” międzynarodowego handlu, wspólnych inwestycji i gospodarczej współpracy uwidoczniła się przepaść jaka dzieli naszą gospodarkę od gospodarek rozwiniętych, dopiero teraz widać jak słaba była gospodarka komunistyczna i jak śmieszne i zakłamane były hasła głoszone przez komunistów. Oczywistym jest, że komuniści nie oddaliby władzy gdyby nie zrujnowali gospodarki, gdyby nie skończył się okres jej ożywienia dzięki potężnym kredytom z Zachodu, gdyby nie zabrnęli w „ślepy zaułek” gospodarki ekstensywnej, „ręcznie” sterowanej. W każdym państwie zapóźnionym, rozwijającym się dopiero ekonomicznie istnieje dylemat, czy postawić na szybszy rozwój gospodarki kosztem pomocy socjalnej najuboższym, kosztem nawet społecznej sprawiedliwości, czy udzielać większego wsparcia najuboższym, dbać o w miarę sprawiedliwy podział dóbr, hamując rozwój ekonomiczny kraju. Wydaje się, że pierwsze podejście jest bardziej rozsądne. W dłuższej perspektywie na rozwoju gospodarki korzystają wszyscy, również najubożsi. W drugim przypadku stagnacja powoduje coraz to większe trudności całego kraju, powiększa ilościowo sfery biedy, pogłębia jeszcze bardziej ubóstwo jednostek.
Portiernia, 2010 r.
Dziś myślę już zupełnie inaczej, bezkrytyczne zawierzenie decydentom, gospodarczym ekspertom, autorytetom już dawno przeminęło. Tytuły naukowe, lansowanie kogoś przez władze i publicystów, że jest on wyrocznia ekonomiczną, fama medialna przestają być dostatecznymi przesłankami, bym uznał kogoś za autentyczny autorytet.. Liczy się .empiria i sprawdzanie się głoszonych poglądów i doktryn w otaczającej nas rzeczywistości
Prowadzona przez Leszka Balcerowicza i Radę Polityki Pieniężnej zbyt restrykcyjna, sknerska polityka monetarna i nad-liberalna i przejęcie neoliberalnej strategii przez kolejne rządy i jej realizowanie przyniosło przeciwne do oczekiwanych rezultaty. Spowolniło rozwój, ograniczyło koniunkturę, ludzką aktywność, doprowadziło do pauperyzacji i bezrobocia wielkich rzesz ludzkich
Komentarze
Pokaż komentarze