Gorące tematy:

0 obserwujących
177 notek
86k odsłon
104 odsłony

Sąsiedzi

Wykop Skomentuj3

Pierwszymi zarejestrowanymi przez moją pamięć sąsiadami było małżeństwo mieszkające drzwi w drzwi. Było to za okupacji w Warszawie na ul. Długiej 5 ( dzisiaj są tam jakieś biura).

Ona była wielka i gruba, on drobniutki niski. Jednak siły widocznie inaczej się układały bo sąsiad po pijaku bił swoją wybrankę, a i często przytraczał ją łańcuchem na kłódkę do drzwiczek pieca kaflowego – o czym wiedzieli wszyscy w koło po rykach sąsiadki żeby ją zwolnić z uwięzi, całkiem niepotrzebnie, bo drzwi wejściowe też były zamknięte na klucz przez szanownego małżonka „wybytego” na kielicha!

Utrzymywali się z handlu, często stali pod bramą z wagą i workiem ziemniaków, często też sąsiadka ciskała tymi ziemniakami w swojego napitego małżonka. Ale poza tym byli to bardzo mili ludzie, grzeczni, usłużni.

Nie wiem czy przeżyli powstanie, obawiam się, że nie.

Potem Olsztyn. O tutaj to już miałem znacznie ciekawszych sąsiadów, do dzisiaj można ich znaleźć w wielu wydawnictwach i na stronach IPN.

Mieszkaliśmy na małej uliczce o nawierzchni gruntowej blisko rozwidlenia z jedną z głównych olsztyńskich ulic.

Był to budynek czterorodzinny wybudowany tuż przed wybuchem wojny, otoczony ze wszystkich stron willami, było z niego wyjście na obie ulice.

Od północy sąsiadowaliśmy z willą z garażem i wielkim tarasem, zajmował ją towarzysz partyjny

pracował w komitecie wojewódzkim, potem był dyrektorem chłodni olsztyńskiej.

Był to człowiek spokojny, często tak się składało, że szedł do pracy razem z moim ojcem, całą drogę toczyli dyskusję na temat jaki ustrój jest lepszy, komunizm czy kapitalizm, nigdy nie doszli do wspólnego stanowiska, każdy pozostał przy swoim zdaniu. Ojciec mógł sobie pozwalać na takie rozmowy, sąsiad dla najbliższych sąsiadów był nieszkodliwy.

Od wschodu, po drugiej stronie ulicy mieszkał doktór Mróz, jeździł do pracy zielonym samochodem marki Hanomag z roku 1926. Jeździł wolno, dostojnie w kapeluszu, nie zmienił tego samochodu do śmierci czyli dobrze ponad trzydzieści lat. Obecnie samochód znajduje się w rękach jakiegoś hobbisty, może doczeka się renowacji i powrotu do dawnej świetności.

Dr Mróz nie uznawał modnej diety, przyznawał się, że jadł bardzo dużo masła i cukru, mimo takich przyzwyczajeń żywieniowych żył ponad dziewięćdziesiąt lat! Była to postać ogólnie znana i szanowana w Olsztynie.

Willę od południa zajmował zastępca szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego,

jego żona była prokuratorem. Mieszkał z nimi jej kilkunastoletni syn z pierwszego małżeństwa,

oraz maleńki chłopczyk którego się dorobiła w nowym stadle.

To była dziwna ulica, nie było na niej dzieci w moim wieku, jedynie syn pani prokurator był moim rówieśnikiem, więc zrozumiałe, że szybko żeśmy się skumplowali. Znajomość ta raczej koledze nie wychodziła na dobre. Jego matka patrzyła na tą znajomość bardzo źle, syn jakiegoś akowca, czarnej reakcji, a ona z mężem tacy wielcy komuniści.

Nie miałem prawa wchodzić tam do domu, lecz tylko wtedy jak była jego matka!

Jak był jego ojczym mogliśmy hulać po całym mieszkaniu łącznie z jego gabinetem, należało tylko trzymać to w tajemnicy przed matką kolegi.

Niestety młodszy braciszek kolegi czasami wypaplał sprawę swojej mamusi, wtedy kolega miał szlaban, a głosy dobiegające zza płotu dowodziły, że dorośli mieli całkiem inne zdanie na ten temat.

Kolega był bardzo ciekawy jak wygląda kościół w środku, sam nie miał odwagi wejść do kościoła.

Któregoś dnia poprosił mnie żebym mu opisał jak to wszystko wygląda, więc wziąłem go ze sobą,

oprowadziłem po kościele Serca Jezusowego, wytłumaczyłem co i jak. Był w szoku i pełen zachwytu.

Jak wiadomo świat jest pełen donosicieli więc sprawa została przekazana matce kolegi.

Mój ojciec został wezwany na dywanik do gabinetu pani prokurator gdzie usłyszał, że nie mam prawa spotykać się z jej synem bo mam bardzo zły wpływ na jego zachowanie, ponadto mogę wypaczyć jego światopogląd, ani nie życzy sobie, żeby syn brnął w ciemnotę religijną wierząc w jakiegoś wymyślonego Boga.

Oczywiście nic to nie pomogło, zwłaszcza, że jego ojczym miał inne zdanie na temat naszej znajomości.

Chyba to przeważyło szale i mamusia wysłała syna na Śląsk do technikum górniczego, od tej chwili skończyła się nasza znajomość, kolega za karę spędził całe dorosłe życie w kopalni.

Wprawdzie któregoś lata przyjechał na wakacje do Olsztyna w mundurku szkoły górniczej,

podczas spotkania opowiedział mi jak to się stało, że wyjechał na Śląsk.

Miał wielki żal do matki, która wytłumaczyła mu, że musi tam jechać bo brak rąk do pracy w górnictwie, więc musi w ten sposób włączyć się w walkę o komunizm. Czy na świecie może być coś gorszego od kobiety fanatyczki?!

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale