Ich mach dich tot, sagte Gott
To parafraza tytułu jednej z książek Janoscha, „Ich mach dich gesund, sagte der Baer”
Uczynił go martwym. Janoscha, który przecież żyje w swoich pisanych i malowanych książkach dla dzieci. Nie tylko dla dzieci.
Janosch to (był) nasz słoneczny balkon z widokiem na boisko. Które to boisko deweloper uczynił zamkniętym osiedlem.
Janosch to (były) chwile beztroski moich dzieci, kolorów jego ilustracji, ciepłego piasku na placu zabaw.
Janosch to (była) nasza Panama. Do innej nie musieliśmy jechać. „Oh, wie schoen ist Panama”.
Janosch to (była) historia osobna, opowieść autonomiczna, której urokowi ulegałem może i bardziej niż dzieci, którym czytałem jego książki.
Janosch to (była) szczerość, niewygodna a wręcz uwierająca innych szczerość. Bezceremonialność w świecie nadętych i nakrochmalonych. Radość i smutek w największej prostocie. Wino i słońce na Teneryfie, choć nigdy do końca nie wyniósł się z Hindenburga.
Janosch, historia o tym, że Tygrysek kiedyś był chory i prawie martwy. A żyje.
„Die Geschichte, wie der kleine Tiger einmal krank war.” Die Geschichte wie Janosch einmal tot war.
Jak Łazarz. Wie Lazarus.
P.S. Oduczam się czasu przeszłego, póki co, biorę czasowniki w tym czasie w nawias
114
BLOG
Janosch lives
Janosch, historia o tym, że Tygrysek kiedyś był chory i prawie martwy. A żyje.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)